80 lat od pogromu Żydów w Kielcach. Naczelny rabin Polski: Nie możemy pozwolić, aby nas dzielił

Uroczystości upamiętniające ofiary pogromu odbyły się w piątek 3 lipca, w przeddzień 80. rocznicy tragicznych wydarzeń. Zorganizowało je Stowarzyszenie im. Jana Karskiego. Obchody rozpoczęła modlitwa międzyreligijna przy grobie ofiar na cmentarzu żydowskim na Pakoszu. Po modlitwie uczestnicy udali się pod pomnik Menora, a następnie przed kamienicę przy ul. Planty 7 – miejsce związane z najtragiczniejszymi wydarzeniami z 4 lipca 1946 roku.

Bogdan Białek, honorowy prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego, przypomniał o skali tragedii. – Równo 80 lat temu na ulicach naszego miasta, w budynkach i prywatnych mieszkaniach, odbyło się wielkie polowanie na ludzi tylko dlatego, że byli Żydami. Odmówiono im podstawowych praw ludzkich i złamano najbardziej fundamentalne przykazania: „Nie zabijaj” oraz „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” – wskazał.


Zobacz wideo

Nowojorscy Żydzi straszeni muzułmańskim burmistrzem

Apel naczelnego rabina Polski

Naczelny rabin Polski Michael Schudrich podkreślił, że „ta wielka tragedia reprezentuje wiele innych horrorów z przeszłości”. – Jedno jest pewne: nie możemy pozwolić, aby pogrom w Kielcach dzielił nas także dzisiaj. To prawda, że byli tu ludzie, którzy złamali przykazanie „nie zabijaj”. Mamy jednak obowiązek pamiętać także o tym, jak wielu mamy tutaj przyjaciół. To nie jest kwestia wyboru „albo-albo”. Z jednej strony moje serce jest złamane, ale z drugiej – dzięki wam – jest pełne nadziei – powiedział Schudrich podczas uroczystości.

Wieczorem obchody mają być kontynuowane. W Filharmonii Świętokrzyskiej zaplanowano „Wieczór pamięci” z udziałem Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego. Następnie w Bazylice Katedralnej ma się odbyć koncert „Dziedzictwo”, podczas którego przewidziano prawykonanie pieśni skomponowanej przez Szymona Golca do utworów poetyckich Bogdana Białka. Jak podkreślają organizatorzy, wydarzenia te mają stanowić przestrzeń pamięci, refleksji i dialogu.

Pogrom Żydów w Kielcach

Wstępem do pogromu było zaginięcie ośmioletniego Henryka Błaszczyka. 3 lipca, po dwóch dniach nieobecności, wrócił do domu. Był u krewnych 20 km od Kielc, ale ojcu opowiedział historyjkę o swoim rzekomym uwięzieniu w piwnicy budynku przy ul. Planty 7 w Kielcach. Znajdowała się tam siedziba miejscowego Komitetu Żydowskiego i tymczasowy azyl dla Żydów przejeżdżających przez miasto.

Komendant kieleckiej milicji postanowił sprawdzić wersję chłopca i wysłał na ul. Planty patrol, któremu towarzyszyli Henryk i jego ojciec. Na miejscu okazało się, że kamienica nie ma piwnicy, ale wiadomość o rzekomym porwaniu chłopca rozeszła się po mieście. W przekazywanej z ust do ust wersji mowa była już o kilkudziesięciu dzieciach, rzekomo porywanych i zabitych, żeby ich krew mogła być wykorzystana dla celów rytualnych.

Żeby uspokoić coraz bardziej agresywny tłum przed budynkiem Komitetu Żydowskiego, na miejsce wysłano patrol milicyjny. To jednak tylko podniosło emocje, bo zostało odebrane jako próba ochrony Żydów przez aparat bezpieczeństwa. Z tłumu oprócz okrzyków antyżydowskich padały hasła antyrządowe i antykomunistyczne.

Jeszcze gorzej skończyła się interwencja mundurowych w samym budynku. Zaraz po tym, gdy tam weszli, rozległy się bowiem strzały. Strzelali milicjanci, ale wśród zdezorientowanych ludzi stojących na ulicy zaczęła krążyć wiadomość o ranieniu polskiego oficera. Żołnierze zaczęli bić Żydów, wypędzali ich na plac, gdzie z kolei bił ich agresywny tłum. Byli w nim żołnierze WP, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i milicjanci.

Gdy na chwilę zrobiło się spokojniej, do pogromu przyłączyli się wychodzący z porannej zmiany robotnicy huty Ludwików. Sytuację udało się opanować dopiero drugiemu przysłanemu na miejsce pogromu oddziałowi wojska.

Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej 4 lipca 1946 r. śmierć w Kielcach poniosło 37 obywateli polskich narodowości żydowskiej i trzech Polaków, którzy próbowali stanąć po stronie zaatakowanych. Część zginęła od postrzałów. 35 Żydów zostało rannych. Z ustaleń innych badaczy – m.in. prof. Joanny Tokarskiej-Bakir – śmiertelnych ofiar było więcej (40 lub 42, w tym trzech Polaków). Wśród zabitych byli m.in. dopiero co uwolnieni więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych i sowieckich łagrów oraz zdemobilizowani żołnierze dywizji kościuszkowskiej.

Część odpowiedzialności za pogrom ponosili milicjanci i funkcjonariusze innych służb mundurowych. Byli nie tylko świadkami zdarzenia – zostali przysłani, żeby chronić atakowanych Żydów, ale wzięli aktywny udział w pogromie. Wywlekali lokatorów kamienicy na ulicę i wydawali na łaskę tłumu. Kilka osób wyrzucili z okien mieszkania na drugim piętrze. Od strzału jednego z żołnierzy zginął przewodniczący Komitetu Żydowskiego w Kielcach.

Wiadomość o pogromie kieleckim błyskawicznie rozeszła się po kraju i odbiła się też głośnym echem za granicą. Z tego powodu władze, by zrzucić z siebie odpowiedzialność za tę sprawę, próbowały winę przypisać niepodległościowemu podziemiu. Z kolei tam pojawiła się teoria o prowokacji władz. Miało im rzekomo zależeć na odwróceniu uwagi społeczeństwa od innych spraw, takich jak sfałszowanie wyników referendum z 30 czerwca.

Aresztowanych zostało kilkadziesiąt osób, w tym milicjanci, żołnierze KBW i przedstawiciele lokalnych władz. Pierwszy proces odbył się już 9 lipca, nazajutrz po pogrzebie ofiar pogromu. Oskarżonymi byli m.in. gospodyni domowa, stolarz, brukarz, goniec, fryzjer, szewc, ślusarz, piekarz, woźny, b. zawodowy żołnierz i dwaj milicjanci. Jeden z oskarżonych był chory psychicznie. Z dwunastu osądzonych dziewięciu zostało skazanych na śmierć, a wyroki wykonano już 12 lipca.

W sumie w jedenastu procesach przed sądem stanęło 49 osób: 30 mundurowych i 19 cywilów. Zarzuty dotyczyły m.in. bicia, kradzieży mienia, rozpowszechniania wiadomości powodujących rozszerzenie się zajść, nawoływania do waśni narodowościowych.

W kolejnych procesach nikt nie został skazany na karę śmierci, a jedna osoba usłyszała wyrok dożywocia. Ogłaszano też kary kilkuletniego więzienia, także w zawieszeniu. Niektórych oskarżonych uniewinniono.

Sądzeni byli m.in. szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Kielcach, komendant wojewódzki MO i jego zastępca. Dwóch z nich uniewinniono, jeden usłyszał wyrok roku więzienia, ale po kilku miesiącach warunkowo wyszedł na wolność.

Tuż po wydarzeniach z 4 lipca biskup kielecki Czesław Kaczmarek powołał komisję do zbadania sprawy. Jej zdaniem pogrom nie miał podłoża etnicznego czy antysemickiego, ale polityczne. Duchowny uznawał, że była to prowokacja bezpieki zdominowanej przez funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego i miała służyć legitymizacji budowy ustroju komunistycznego w Polsce.

Z kolei propaganda rządowa o wzniecenie pogromu oskarżała „andersowców”. Celem był przede wszystkim atak na polityków określanych jako reakcyjni, m.in. Stanisława Mikołajczyka.

Przez niemal cały okres PRL sprawa wydarzeń z lipca 1946 r. była przemilczana. W 1981 r. przypomniała o nich historyk prof. Krystyna Kersten na łamach „Tygodnika Solidarność”. Dopiero w roku 1990 na fasadzie kieleckiej kamienicy odsłonięto tablice pamiątkowe.

Postępowanie w sprawie zbrodni, prowadzone przez pion śledczy IPN, zostało w 2004 r. umorzone po trwającym 13 lat śledztwie. Żaden dowód nie pozwalał – w ocenie prokuratora – przypisać konkretnemu sprawcy dokonania konkretnego przestępstwa. W postanowieniu o umorzeniu śledztwa zapisano, że „wydarzenia kieleckie z 4 lipca 1946 r. miały charakter spontaniczny i zaistniały wskutek nieszczęśliwego zbiegu kilku okoliczności natury historycznej i współczesnej”. Jedną z tych okoliczności, według pionu śledczego IPN, miał być negatywny stosunek mieszkańców Kielc do Żydów wynikający z „nadreprezentacji osób tej narodowości w organach władzy komunistycznej, zwłaszcza aparatu bezpieczeństwa”.

Tymczasem prof. Joanna Tokarska-Bakir w monografii „Pod klątwą. Społeczny portret pogromu kieleckiego” zwróciła uwagę, że atmosfera, w której doszło w Kielcach do pogromu, korespondowała z całą powojenną rzeczywistością. Przytoczyła przykłady różnych zdarzeń o podłożu antysemickim. Żydzi byli okradani i mordowani, także w miejscach publicznych – na ulicach i pociągach. Brali w tym udział również milicjanci, zmuszając napadniętych do płacenia „haraczu”. Według ustaleń prof. Tokarskiej-Bakir od marca 1945 roku do 1 lipca 1946 roku na terenie działania jednostek militarnych z siedzibą w Kielcach odnotowano ok. 100 zabójstw Żydów.

Władze zdawały sobie sprawę, że przynajmniej część tych morderstw i napadów dokonano dlatego, że Żydów powszechnie kojarzono z komunizmem. We frazeologii zbrojnego podziemia słowo „Żyd” stanowiło symbol zdrady i zaprzaństwa.

W swojej monografii prof. Tokarska-Bakir zaznaczyła również sceptyczny stosunek do teorii, że pogrom był wynikiem prowokacji.

Tumulty antysemickie i pogromy miały miejsce już przed 4 lipca 1946 r. – w Rzeszowie doszło do takich zdarzeń w czerwcu 1945 r., a dwa miesiące później w Krakowie. Do prób pogromowych dochodziło również w październiku 1945 r. w Lublinie oraz w czerwcu 1946 r. we Włocławku i Częstochowie. Wszystkie te wydarzenia były związane z opowieścią o porywaniu dzieci.

Fala tych zdarzeń, których apogeum stanowił pogrom kielecki, skłoniła znaczną część ocalałych po holokauście polskich Żydów do emigracji. Miała bardziej masowy charakter od dużo bardziej w Polsce znanej emigracji pomarcowej w 1968 r. 

Źródło: PAP

Udział
Exit mobile version