
Skoki narciarskie na ZIO 2026 ponownie się obroniły. Trzy medale Kacpra Tomasiaka, do tego jeden z nich zdobyty w duetach z Pawłem Wąskiem – ponownie pokazały, że to najmocniejsza karta spośród zimowych sportów w Polsce.
Całościowo jednak na pewno codzienność zimowa daleka jest od ideału, patrząc na realia nad Wisłą. A szefem Polskiego Związku Narciarskiego jest Adam Małysz. Legenda skoków, która ze względu na pełnioną funkcję, musi się martwić o dużo więcej aspektów sportowej zimy, aniżeli rezultaty skoczków czy skoczkiń.
Adam Małysz odejdzie z PZN? Zaskakujące słowa legendy skoków narciarskich
Czterokrotny medalista olimpijski na stanowisku szefa PZN zastąpił Apoloniusza Tajnera, czyli swojego trenera w przeszłości, patrząc na obowiązki w reprezentacji Polski. Małysz wcześniej był dyrektorem i koordynatorem skoków narciarskich i kombinacji norweskiej przy PZN. Szefem federacji został w 2022 roku.
Trzeba przyznać otwarcie, że choćby przy okazji ZIO 2026, prezes Małysz często znajdował się w ogniu krytyki. Sporo było zamieszania wokół kwestii związanych m.in. z powołaniami na igrzyska i konflikcie na linii PZN – Polski Komitet Olimpijski.
Ostatecznie tuż przed startem olimpijskiej rywalizacji, wydaje się, że całość zamieszania została zażegnana. Ale fakt faktem, trudno jest jednoznacznie napisać, że w przypadku działania PZN, w ostatnich miesiącach czy latach – wszystko jest idealnie.
– Wiele jest elementów, które zupełnie mi się nie podobają, a nie jestem już na tym etapie życia, bym musiał robić rzeczy, które nie sprawiają mi przyjemności. Poza tym nie chcę być na świeczniku, gdy nie robię tego z pasją. To jest bardzo trudne […] I nie chodzi tylko o ostatnie trzy tygodnie, ale całe cztery lata. Działaczowskie życie, wewnętrzne gierki i siedzenie za biurkiem nie do końca jest w moim stylu. Jestem zły, że nie miałem czasu pojeździć z chłopakami na zawody, by pomagać im na miejscu. Muszę przyznać, że w roli dyrektora sportowego stojącego pod skocznią czułem się dużo lepiej – przyznał Małysz w rozmowie dla WP/SportoweFakty.
Co więcej, prezes PZN miał przyznać w trakcie konferencji prasowej, że na kolejne ZIO (czyli w 2030 roku) pojedzie już w roli kibica. Czyżby zatem nadchodził czas na spoglądanie w stronę nowego szefa federacji? Tego wykluczyć zapewne nie można, choć nie do końca panuje przekonanie, że nowych kandydatów na ew. przejęcie sterów PZN – będzie cała masa.
Funkcjonowanie w zimowych sportach w Polsce, to z pewnością jest twardy orzech do zgryzienia.

