
-
Maria Kurowska stanowczo zaprzecza wysłaniu maila dotyczącego Funduszu Sprawiedliwości i uważa całą sprawę za polityczną nagonkę.
-
Posłanka twierdzi, że wskazany e-mail nie mógł pochodzić od niej, ponieważ w czasie jego wysłania przeżywała osobistą tragedię i była wyłączona z życia publicznego.
-
Podkreśla, że kwestionowany mail jest elementem szerszej rozgrywki politycznej mającej podważyć jej wiarygodność.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
„W nawiązaniu do dzisiejszych publikacji Onetu dotyczących mojej rzekomej korespondencji elektronicznej w sprawie Funduszu Sprawiedliwości oświadczam ponownie i jednoznacznie, że wskazany e-mail nie został przeze mnie wysłany” – napisała Maria Kurowska w mediach społecznościowych.
Polityk dodała, że ma co do tego „absolutną pewność„, jako że szczegółowo sprawdziła zarówno prywatną, jak i służbową skrzynkę mailową.
„Wszystkie wiadomości kierowane przeze mnie w tej sprawie pochodziły wyłącznie z mojego prywatnego adresu. Tymczasem jedynie ta jedna, kwestionowana, miałaby zostać wysłana ze skrzynki służbowej?! Nigdy nie wysłałam takiej korespondencji” – podkreśliła parlamentarzystka.
Posłanka PiS dodała, że nie mogła być autorką wskazanej wiadomości, ponieważ w tamtym okresie przeżywała śmierć męża i była wyłączona z działalności publicznej.
„Elementarna logika, doświadczenie życiowe oraz znajomość mojego stylu pisania wykluczają, abym mogła skierować tego rodzaju wiadomość” – zaznaczyła.
Maria Kurowska odpowiada na zarzuty. „Mam absolutną pewność”
„Wyrażam również poważne wątpliwości co do intencjonalnych działań medialnych, które sprawiają wrażenie prób budowania narracji o rzekomo nieprawidłowym postępowaniu posłów, podczas gdy czynią wszystko zgodnie z literą prawa” – napisała Maria Kurowska.
Posłanka zauważyła, że „aktywność polityków zaangażowanych w walkę z opozycją przybiera coraz bardziej absurdalny charakter„.
„Pytanie, które nasuwa się samo, brzmi: Kto stoi za pojawieniem się tego rzekomego e-maila? Czy jego źródłem mogła być prokuratura, czy też został on wytworzony w kancelarii jednego z posłów Koalicji Obywatelskiej?” – zapytała retorycznie parlamentarzystka PiS. Całą aferę Kurowska uznała za „polityczną nagonkę„.
„Całość tych działań, w tym przekazywanie mediom nieprawdziwych informacji o treści rzekomego maila nabiera cech typowej nagonki politycznej, mającej na celu bezwzględną walkę z opozycją oraz podważanie mojej wiarygodności jako posłanki” – czytamy w jej oświadczeniu.
Kurowska na zakończenie ponownie zapewniła, że nie wysłała maila, o którym napisała redakcja Onetu. „Kwestionowany e-mail nie jest mojego autorstwa, a dzisiejsze publikacje jedynie potwierdzają zasadność składanego przeze mnie zawiadomienia do prokuratury” – napisała.
Po godzinie Kurowska opublikowała kolejny wpis. Zaapelowała w nim do Google Polska o ujawnienie, czy wiadomość, której dotyczyło oświadczenie została wysłana i trafiła na adres Gmail Tomasza Mraza.
„Bardzo proszę o jasne stanowisko firmy Google: czy taki mail kiedykolwiek opuścił sejmową infrastrukturę i trafił w ogóle do systemów Google?” – napisała posłanka PiS.
Afera wokół Funduszu Sprawiedliwości. Maria Kurowska miała pisać do Marcina Romanowskiego
Oświadczenie Marii Kurowskiej jest reakcją na opublikowany artykuł, w którym redakcja Onetu podzieliła się mailami dotyczącymi przekazywania pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości.
Posłanka PiS miała korespondować m.in. z Tomaszem Mrazem z Departamentu Funduszu Sprawiedliwości czy Marcinem Romanowskim. Wiadomości dotyczyły przekazywania pieniędzy do gmin w regionie, z którego kandydowała polityk.
-
Zbigniew Ziobro zawiadamia prokuraturę. „Podpisał nie swój dokument”
-
Nowy ruch Zbigniewa Ziobry. Składa zawiadomienie, „zgodnie z zapowiedzią”

