
Jak poinformowała polsatnews.pl Alicja Szelągowska z Biura Prasowego Prokuratury Okręgowej w Warszawie, „łączna kwota, na jaką pokrzywdzeni zostali doprowadzeni do niekorzystnego rozporządzenia mieniem to 102 350 złotych”. Dodała, że pokrzywdzonych miało być w tej sprawie 14 osób.
Akt oskarżenia obejmuje 13 przestępstw z art. 286 § 1 k.k. – jak wyjaśnił Piotr Antoni Skiba, rzecznik PO w Warszawie, konkretnie chodzi o oszustwa. Agnieszce R. grozi teraz do 8 lat pozbawienia wolności.
Radca prawny Tomasz Kucharski, który reprezentuje w tej sprawie dwie pokrzywdzone osoby ujawnił, że jego klienci mieli w sumie stracić 50 tysięcy złotych. Pokrzywdzeni otrzymali już możliwość wglądu do akt sprawy.
Wisiała pieniądze, otworzyła zbiórkę. „Zadzwoniłam na policję”
O problemach byłej mistrzyni w boksie 31 marca 2025 roku informowała „Interwencja”. Agnieszka R. walczyła wówczas z poważną chorobą. W związku z tym uruchomiono publiczną zbiórkę, z której środki chcieli zablokować wierzyciele sportsmenki – jak wskazali dziennikarze, to w głównej mierze dawni znajomi kobiety. To właśnie od nich miała pożyczać pieniądze.
Jedną z dawnych znajomych, u której Agnieszka R. miała zaciągnąć dług była pani Eliza. W rozmowie z Polsatem wskazała, że kobieta jest jej winna blisko 8 tysięcy złotych. Jak wskazała, po zorientowaniu się, że w internecie uruchomiono zbiórkę na rzecz Agnieszki R., zadzwoniła na policję. – Piątego lutego (2025 roku – red.) otworzyłam internet i zobaczyłam, że jest organizowana zbiórka na rzecz pani Agnieszki, która ma opiewać na 500 tysięcy złotych, a internauci wpłacili już ponad 400 tysięcy złotych. Zadzwoniłam na policję, bo przesłuchiwana byłam w 2021 roku, i przesłuchujący mi powiedział, że sprawa jest zawieszona z powodu tego, że prokuratura nie mogła zlokalizować podejrzanej, pani Agnieszki – mówiła dziennikarzom.
Redakcja dotarła do kilku osób związanych ze sprawą, uzyskując od nich podobne relacje. – Agnieszkę poznałam w 2016 roku na urodzinach mojego przyjaciela, później około 2018 roku zostałam poproszona o świadczenie pomocy prawnej – opowiadała Anna Szydłowska, która także czuje się poszkodowana w tej sprawie. Wyjaśniła, że mimo że pomogła Agnieszce R., nie uzyskała od niej zapłaty – chodzi o sumę w wysokości 1500 złotych. Jak dodała, kobieta nie tylko nie zapłaciła, ale i jej naubliżała.
1500 złotych to nie jedyna kwota, jaką miała od niej pożyczyć sportsmenka. Sumarycznie dług osiągnął prawie 40 tysięcy złotych.
Oświadczenie Agnieszki R.
Gdy sprawa trafiła na nagłówki portali, Agnieszka R. nie chciała rozmawiać z dziennikarzami, ale przekazała dziennikarzom „Interwencji” pismo. W nim opisała zgoła inną wersję wydarzeń niż ta znana z relacji poszkodowanych.
„Nie uchylałam się nigdy od obowiązku rozliczenia się z osobami, z którymi współpracowałam lub które pomogły mi w formie pożyczek w trudnym dla mnie okresie życia, ale nie mogłam pozwolić sobie na wykorzystanie mojej trudnej sytuacji i zgodzenie się na podpisanie dokumentów nieprawdziwych co do wysokości moich zobowiązań” – napisała w liście do dziennikarzy.
Dodała, że „jeżeli którakolwiek z Pań miała wobec niej jakieś faktycznie uzasadnione i wykazane co do wysokości roszczenia – mogła wystąpić do sądu, nie wiem czy takie kroki którakolwiek z nich poczyniła, ponieważ z uwagi na mój stan zdrowia wiem, że odbywały się postępowania sądowe, ale niektóre bez mojej obecności, a niekiedy bez mojej wiedzy” – stwierdziła.

