
-
Dwóch obywateli Ukrainy, Jewhienij Iwanow i Ołeksandr Kononow, przeprowadziło akty dywersji na polskiej kolei na polecenie oficera GRU Jurija Syzowa – donoszą media.
-
Iwanow, powiązany także z zamachem na ukraińskie zakłady zbrojeniowe, został skazany zaocznie przez sąd we Lwowie na 15 lat więzienia.
-
Polska prokuratura postawiła sabotażystom zarzuty. Za popełnione czyny grozi im dożywocie.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Jurij Syzow z Głównego Zarządu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (GRU) był oficerem nadzorującym Jewhienija Iwanowa i Ołeksandra Kononowa – obywateli Ukrainy, którzy działając na rozkaz Rosji, przedostali się do Polski z Białorusi i tam też uciekli po przeprowadzeniu aktów dywersji na kolei – pisze ukraiński serwis militarnyi.com.
Wcześniej Syzow i Iwanow próbowali przeprowadzić atak sabotażowy na fabrykę dronów we Lwowie, a później Syzow usiłował zorganizować trzy ataki terrorystyczne w ukraińskich centrach handlowych – podaje militarnyi.com.
Ataki na polskiej kolei. Nowe fakty w sprawie sabotażystów
Serwis informuje, że Jewhenij Iwanow do 2015 roku mieszkał w miasteczku Pisoczyn w obwodzie charkowskim, po czym przeprowadził się do Biełgorodu w Rosji, gdzie zajmował się nielegalnym przemytem ludzi przez granicę z Ukrainą.
„Pod koniec grudnia 2023 roku Iwanow, działając na polecenie swojego rosyjskiego opiekuna, przedstawił Syzowowi swojego znajomego Borysenkę, który niedawno odszedł z przedsiębiorstwa zbrojeniowego. Syzow zaoferował przemyt 'prezentów’ do przedsiębiorstwa w zamian za nagrodę w wysokości 40 tys. dolarów” – czytamy.
Kilka dni później nieznajomy miał wręczyć Borysence na ulicy dużą torbę, zawierającą cztery paczki z napisem „Nasz Sok”. Zamiast soku, w środku były materiały wybuchowe.
1 lutego 2024 roku, posługując się kluczem magnetycznym, który sobie zostawił, Borysenko wszedł do dawnego zakładu pracy i zostawił w szatni plecak z dwoma paczkami „soku”. Zgodnie z ustawieniem timera ładunki miały zostać zdetonowane o 4 rano 3 lutego.
Po podłożeniu materiałów wybuchowych Borysenko poszedł nawet do warsztatu, gdzie spotkał się z byłymi kolegami. „Napił się herbaty, zjadł ciasto i porozmawiał o codziennych sprawach, zanim wyszedł” – pisze militarnyi.com.
Szykował zamachy w Ukrainie. Celem zakład zbrojeniowy i sklepy
Następnego wieczoru mężczyzna dowiedział się telefonicznie od byłego współpracownika o odkryciu plecaka. Zdał sobie wtedy sprawę, że ponowna próba dostarczenia „prezentów” będzie niemożliwa. Wkrótce potem Borysenko został zatrzymany i zgodził się współpracować z organami ścigania w celu ujawnienia wspólników.
Serwis podaje również, że Syzow zorganizował przygotowania do ataków z 9 maja 2024 roku w trzech hipermarketach budowlanych Leroy Merlin w Kijowie, należących do francuskiej firmy. Aby zrealizować ten plan, Rosjanie zaangażowali Borysenkę, który działał już pod kontrolą ukraińskich organów ścigania.
Za wszystkie przestępstwa Syzow został skazany na 15 lat więzienia. Iwanow otrzymał 15-letni wyrok pozbawienia wolności oraz konfiskatę całego majątku.
Jak informowały wcześniej media, Iwanow za przygotowanie zamachu w fabryce produkującej drony został skazany zaocznie przez sąd we Lwowie.
Akty dywersji na kolei. Podejrzani z zarzutami
Według ustaleń Onetu Iwanow i Kononow wjechali do Polski z Białorusi na podstawie sfałszowanych paszportów.
Pozostali w Polsce zaledwie kilka godzin, a ich pomocnicy, którzy już przebywali w naszym kraju, zajęli się pozostałymi zadaniami. Iwanow i Kononow po przeprowadzeniu aktów dywersji opuścili terytorium Polski przez przejście graniczne w Terespolu, jeszcze zanim zostali zidentyfikowani przez organy ścigania.
W środę prokuratura postawiła im zarzuty dokonania aktów dywersji o charakterze terrorystycznym na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej. Chodzi o zarzut kwalifikowany z trzech artykułów – dotyczący odmiany szpiegostwa w postaci aktów sabotażu na rzecz obcego wywiadu, spowodowania zagrożenia katastrofą w ruchu lądowym i używania materiałów wybuchowych. Sabotażystom grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Na trasie Warszawa – Dorohusk doszło do dwóch aktów dywersji. W miejscowości Mika (woj. mazowieckie, pow. garwoliński) eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. Dzień później w innym miejscu, niedaleko stacji kolejowej Gołąb (pow. puławski, woj. lubelskie), pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej sieci trakcyjnej.
Źródło: militarnyi.com

