Aluron CMC Warta Zawiercie bez szans w finale. Koszmarny scenariusz w Turynie – Siatkówka – Sport Wprost


Z pewnością nie tak mistrzowie Polski wyobrażali sobie występ w niedzielnym (tj. 17 maja) finale turnieju w Turynie. Final Four rozpoczęło się dla Aluronu CMC Warty Zawiercie korzystnie, bo od solidnej wygranej (3:1) nad późniejszymi brązowymi medalistami z Turcji.


To, czego zespół trenera Michała Winiarskiego dokonał w starciu Ziraatem Bankkart Ankara, dzień później się już nie powtórzyło. A całościowo równe granie w rywalizacji o złoto Ligi Mistrzów sezonu 2025/26 zamknęło się… w ostatniej piłce seta otwarcia.

Liga Mistrzów nie dla Jurajskich Rycerzy. Koszmarny scenariusz finału!


Mistrzowie Polski szli bowiem punkt za punkt z obrońcami tytułu sprzed roku. Perugia z dużym szacunkiem podeszła do rywalizacji z najlepszym zespołem PlusLigi. Zawiercianie twardo realizowali swoje założenia, a większość akcji kończyła się praktycznie w pierwszym, skutecznym ciosie – po obu stronach siatki. Choć Aluron CMC Warta miała nawet jedną piłkę setową, przy stanie 27:26, to ostatecznie zespół trenera Angelo Lorenzettiego zdołał rozstrzygnąć losy partii otwarcia na swoją korzyść.


Czy jednak decydujące zagranie kapitana mistrzów Italii została zrealizowana bez błędu?


Simone Giannelli, świetny rozgrywający, zgarnął piłkę sprzed nosa Aaronowi Russellowi. Amerykanin chciał również zakończyć skutecznie akcję, a pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, czy Włoch nie wykonał dotknięcia po stronie polskiej drużyny. Tego jednak nie można sprawdzić za sprawą wideoweryfikacji. Takowej mógł dokonać, na swoje żądanie, jedynie sędzia. Arbiter nie zdecydował się na taki ruch, więc partia padła łupem włoskiego giganta – 29:27.


Dwa kolejne sety? Tutaj nie było już wątpliwości, kto jest najlepszą klubową drużyną w Europie. Choć trzeba przyznać, nieco zaskakująca była skala różnicy, która zafunkcjonowała pomiędzy pierwszym setem a dwoma kolejnymi. Zawiercianie pokazali bowiem zupełnie inną twarz. Inną sprawą jest, że choć Aluron CMC nie popełniał błędów, to zespół z Perugii po prostu grał bardzo, bardzo dobrze. Poukładaną siatkówkę, charakteryzującą się dużą jakością.


W porównaniu z poprzednim sezonem Kamil Semeniuk i jego koledzy wykonali zatem kolejny krok w dobrą stronę. Wtedy Jurajscy Rycerze przegrali w łódzkiej Atlas Arenie z włoskim gigantem 2:3. Tym razem skończyło się na 0:3, z dwoma ostatnimi setami przegranymi na poziomie 18:25 i 15:25. To było mocne zderzenie z obrońcami tytułu.


Bohater spotkania? Tu można wskazać atakującego zwycięzców. Wassim Ben Tara – w przeszłości gracz PlusLigi, w barwach Stali Nysa – a przede wszystkim siatkarz z polskimi korzeniami, autor 24 punktów(!) w finale. Jak na trzysetowy mecz, trzeba przyznać, imponujący dorobek tego zawodnika.


Na pocieszenie dla klubu z Zawiercia pozostaje fakt, że po raz drugi z rzędu są finalistami Ligi Mistrzów. A miano drugiego najlepszego teamu na Starym Kontynencie, to naprawdę sporo znaczy. Kto wie, może w myśl zasady z PlusLigi – Jurajscy Rycerze wygrają… za trzecim podejściem. Bo właśnie po dwóch srebrnych krążkach MP, zespół trenera Winiarskiego zdobył złoto.

Udział
Exit mobile version