
Tom Rose opublikował w serwisie społecznościowym wpis dotyczący postawy Europy wobec amerykańskich działań związanych z konfliktem z Iranem. Ambasador USA w Polsce napisał, że europejscy sojusznicy dobrze wiedzą, czym jest irański reżim i jakie zagrożenie stwarza, ale mimo to nie przekłada się to na konkretne działania z ich strony.
Tom Rose: Europie brakuje odwagi
„Jeśli Europa nie postrzega Iranu jako bezpośredniego zagrożenia, to dlaczego Amerykanie mieliby traktować go w ten sposób w imieniu Europy? Europa szybko wydaje się twarda, ale powoli działa. Wiedzą, czym jest Iran i jakie zagrożenie stwarza, ale brakuje im odwagi, nie wspominając o możliwości obrony” – napisał Rose.
Ambasador dodał, że europejskie stolice mają pełną świadomość, z kim mają do czynienia.
„Wiedzą, że Iranem rządzi fanatyczny reżim islamistyczny, który ma za sobą półwieczną historię apokaliptycznego terroryzmu i morduje dziesiątki tysięcy własnych obywateli, otwarcie wzywa do zniszczenia Izraela i 'śmierci Ameryce’ oraz nadal buduje rakiety balistyczne w celu ochrony swojego programu nuklearnego” – podkreślił.
„Trump nie prosił Europy, by walczyła z nami”
W dalszej części wpisu Rose zaznaczył, że Donald Trump nie oczekiwał od Europy bezpośredniego zaangażowania militarnego.
„I powiedzmy sobie jasno – prezydent Donald Trump nigdy nie prosił Europy, by walczyła [razem] z nami. Wszystko, czego Donald Trump chciał, to pozwolenie na korzystanie z lotnisk i baz, które opłaciliśmy, obsadzaliśmy i utrzymywaliśmy, by bronić Europy. Nie żołnierzy. Nie eskalacji. Tylko dostępu. Nawet to okazało się zbyt trudne” – napisał ambasador USA w Polsce.
Na końcu swojego wpisu dyplomata uderzył jeszcze mocniej w europejskich partnerów Waszyngtonu.
„Sojusze nie są trwałe, gdy jedna strona odmawia pomocy drugiej” – stwierdził.
Napięcia między USA a Europą rosną
Wpis Toma Rose’a wpisuje się w narrację Donalda Trumpa, który w ostatnim czasie określił NATO mianem „papierowego tygrysa” i zagroził, że wyprowadzi USA z sojuszu.
Napięcia między Stanami Zjednoczonymi a częścią państw Europy szczególnie wzrosły po rozpoczęciu wojny z Iranem. Część europejskich rządów nie chciała angażować się nawet pośrednio w amerykańskie działania, co w Waszyngtonie zostało odebrane jako brak solidarności sojuszniczej. Na pierwszej linii sprzeciwu wobec działań Trumpa stoi rząd Hiszpanii, który zabronił Amerykanom na korzystanie z lotnisk na terenie kraju samolotom, które są używane w działaniach przeciw Iranowi.
Z kolei Wielka Brytania przeciwnie, udostępniła swoje bazy w regionie działań zbrojnych, do prowadzenia przez USA „działań obronnych”.
Czytaj także: Radosław Sikorski: Mam nadzieję, że wszyscy polscy politycy wezmą poważnie amerykańskie deklaracje i priorytety – czytaj na Wyborcza.pl.
Redagował Jan Latała

