
-
Dubaj, Doha, Abu Zabi. Chaos, jakiego nie było od pandemii
-
Atak na Iran dezorganizuje. Rodzina z Poznania poleci 40 godzin
-
Ostrzał Iranu. Które linie lotnicze zawieszają loty?
-
Turbulencje także w Polsce. Cztery maszyny utknęły
-
Zatoka Perska. „Można się stamtąd wydostać, ale to trudne”
-
Utrudnienia po atakach. Na odszkodowania nie ma co liczyć
Poniedziałek jest trzecim dniem bardzo poważnych utrudnień w ruchu lotniczym. Po tym, jak Izrael i USA zaatakowały Iran, a ten odpowiedział gradem rakiet, wiele lotów w rejonie Bliskiego Wschodu zostało wstrzymanych. Na mapach flightradar24, które pozwalają śledzić ruch lotniczy na całym świecie w czasie rzeczywistym, od razu było widać, jak nad obszarem konfliktu pustoszeje przestrzeń powietrzna.
Dubaj, Doha, Abu Zabi. Chaos, jakiego nie było od pandemii
Wojna wymusiła zamknięcie kluczowych węzłów komunikacyjnych takich jak Dubaj, Doha czy Abu Zabi – wylicza agencja Reutera. Takiego szoku główne lotniska bliskowschodnie nie pamiętają od czasu pandemii COVID-19, która sparaliżowała branżę – wskazuje z kolei brytyjski „The Guardian”.
Tysiące pasażerów na całym świecie utknęło w portach lotniczych, tysiące lotów zostało odwołanych, bądź zakłóconych.
W piątek, zanim doszło do wymiany ognia na Bliskim Wschodzie, łączna liczba odwołanych lotów wynosiła 594, w sobotę było ich już 2 758, w niedzielę: 3 299. W poniedziałek liczba anulowanych lotów również przekroczyła dwa tysiące – wynika z danych Flight Aware.
Atak na Iran dezorganizuje. Rodzina z Poznania poleci 40 godzin
– Sytuacja na Bliskim Wschodzie w dużym stopniu dezorganizuje lotnictwo na świecie – potwierdza Jakub Kluziński, ekspert w dziedzinie transportu i lotnictwa z Instytutu Sobieskiego.
Jak tłumaczy, dopóki sytuacja nie ustabilizuje się na tyle, by bezpiecznie latać w regionie Zatoki Perskiej, linie lotnicze będą musiały nadkładać drogi, wybierając dłuższe trasy na kierunku Azjatyckim, gdzie zwykle i tak ruch był bardzo duży.
– Wielu pasażerów z Polski, z Europy leci z przesiadkami przez Stambuł czy Dubaj do Tajlandii. Jeśli ktoś ma taką możliwość, rozsądnie byłoby to odłożyć, aż sytuacja się nie unormuje – wskazuje.
Wyboru nie mają ci, którzy na miejscu już są. Chaos w ruchu lotniczym dotknął czteroosobową rodzinę z Poznania, która dziś wylatuje z Tajlandii. Planowo powrót miał odbywać się liniami Qatar Airways, z przesiadką w Dubaju, a jego szacowana długość wynosiła około 16 godzin. Lot został odwołany, ale jak usłyszała Interia, rodzinie udało się kupić bilety na kierunku Bangok-Seul-Wrocław. Jest jeszcze jedna „mała” niedogodność. Powrót do Polski w tej wersji ma zająć około 40 godzin.
Ostrzał Iranu. Które linie lotnicze zawieszają loty?
Lista przewoźników, którzy zawiesili loty w rejon Bliskiego Wschodu jest naprawdę pokaźna, znajdują się na niej m.in. najwięksi przewoźnicy europejscy: Aegean Airlines, airBaltic, Air Europa, Air France KLM, Finair, ItaAirways, Lufthansa czy Wizz Air.
Zawieszenie lotów ogłosił także polski przewoźnik PLL LOT. „Zgodnie z zaleceniami Agencji UE ds. bezpieczeństwa w ruchu lotniczym zdecydowaliśmy o zawieszeniu połączeń do i z Tel Awiwu (do 15 marca), Dubaju (do 4 marca) i Rijadu (do 8 marca)” – poinformował rzecznik linii Krzysztof Moczulski.
Turbulencje także w Polsce. Cztery maszyny utknęły
Zamknięcie przestrzeni powietrznej w rejonie Zatoki Perskiej doprowadziło do turbulencji także w polskich portach lotniczych, choć jak ustaliła Interia, kłopoty mają głównie przewoźnicy w związku z anulowanymi lotami.
Na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie utknęły cztery samoloty linii lotniczych Etihad Airways, Emirates, Fly Dubai i Qatar Airways, które miały odlecieć kolejno do Abu Zabi, Dubaju oraz Kataru.
W sobotę dwa samoloty – PLL Lot do Dubaju i Qatar Airways do Kataru musiały zawrócić na lotnisko. Dwie kolejne linie przeprowadziły boarding, po czym okazało się, że lot został odwołany i pasażerowie muszą opuścić samolot.
Obecnie loty są odwoływane, o czym pasażerowie informowani są z wyprzedzeniem. – Od soboty do godz.11:00 w poniedziałek odwołano 58 rejsów – poinformował Interię Piotr Rudzki z biura prasowego lotniska im. Chopina.
Zatoka Perska. „Można się stamtąd wydostać, ale to trudne”
W samym rejonie Zatoki Perskiej, gdzie ruch lotniczy nie jest całkowicie zablokowany, wciąż można kupować bilety. Ten wariant wiąże się zwykle z dłuższym czasem oczekiwania na wolne miejsca w dostępnych rejsach.
– Mam znajomych w Bahrajnie. Mówią, że obecnie można wylecieć z Rijadu, dlatego próbują dojechać samochodem i stamtąd udać się do Europy. Można wydostać się z Zatoki Perskiej, natomiast jest to utrudnione – potwierdza Jakub Kluziński.
Przewoźnicy mają dodatkowo utrudnioną sytuację, w związku z wojną w Ukrainie.
– Nad Rosją nie lata dziś około 99 proc. linii lotniczych. Samoloty kierowały się więc nad Turcję i Tadżykistan, ale i te kierunki stają się niebezpiecznie bliskie Iranu. Sytuacja bardzo się komplikuje – mówi Interii ekspert z Instytutu Sobieskiego.
Jak słyszymy, alternatywą jest lot do Azji drogą na Biegunem Północnym, z ominięciem Rosji. – Linie fińskie regularnie realizują loty tamtą stroną. PLL LOT też jest do tego przygotowany – dodaje Kluziński.
Utrudnienia po atakach. Na odszkodowania nie ma co liczyć
Ataki doprowadziły do zamknięcia ważnych punktów przesiadkowych i anulowania lotów – na co w związku z tym mogą liczyć pasażerowie?
– Tak nadzwyczajna sytuacja jak obecnie – wybuch konfliktu – właściwie zdejmuje całą odpowiedzialność z linii lotniczych, które nie są zobowiązane do niczego poza ewentualnym zwrotem za niewykorzystany bilet. Natomiast pasażerom nie przysługują żadne odszkodowania – wskazuje ekspert.
– Na przykład linie Emirates poinformowały, że proponują albo przebukowanie biletu na inny termin, albo zwrot zapłaconej kwoty – dodaje.
Także polski przewoźnik PLL LOT zapewnia, że jest w kontakcie z pasażerami posiadającymi bilety na rejsy, które nie mogą się odbyć. Pomaga zmienić rezerwację na bilety innych, lokalnych przewoźników i powrót do Warszawy drogami alternatywnymi.
Na pytanie, kiedy sytuacja może ulec poprawie, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Donald Trump zapowiedział, że wojna potrwa cztery tygodnie. – Działania bojowe trwają obecnie z pełną mocą i będą kontynuowane, dopóki wszystkie nasze cele nie zostaną osiągnięte – zapewnił prezydent USA w niedzielnym orędziu.
– Dopóki nie będzie pewności, że zagrożenie minęło, linie lotnicze będą ostrożnie podchodzić do sytuacji. Nikt nie chciałby, żeby jakiś duży samolot z wieloma pasażerami cywilnymi, niechcący, został trafiony rakietą – konkluduje Jakub Kluziński.

