
-
Donald Trump ogłosił atak na Wenezuelę, której celem było schwytanie Nicolasa Maduro.
-
Relacje USA i Wenezueli uległy zaostrzeniu po objęciu władzy przez Hugo Chaveza, m.in. z powodu zbliżenia Caracas do Iranu i Chin.
-
Prezydent USA wykorzystał pretekst prawny, by schwytać Maduro.
-
Pojmanie prezydenta Wenezueli nie kończy sprawy. Kolejnym krokiem jest stworzenie nowego rządu.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Donald Trump poinformował o skutecznym i zakrojonym na szeroką skalę ataku na Wenezuelę oraz schwytaniu prezydenta Nicolasa Maduro wraz z żoną.
– Wszystko, co obecnie obserwujemy, to historia starsza niż rządy samego Maduro – mówi amerykanista Rafał Michalski, który w rozmowie z Interią tłumaczy powody interwencji wojskowej USA. – Relacje amerykańsko-wenezuelskie zaczęły się radykalizować na początku XXI wieku, kiedy pojawił się Hugo Chavez – dodaje.
Chavez był wojskowym i socjalistycznym politykiem, rządził Wenezuelą od 1999 do 2013 roku. – Amerykańska opinia publiczna spodziewała się, że to nie będzie władza demokratyczna. Spodziewali się, że celem Chaveza może być budowanie jakiejś współpracy z państwami nieprzyjaznymi Stanom Zjednoczonym. Ale na początku wydawało się, że jest szansa na porozumienie – wskazuje nasz rozmówca.
Wenezuela w objęciach Iranu i Chin
W Wenezueli były amerykańskie spółki naftowe, których obecność miała dać szansę na porozumienie i zachowanie kanałów komunikacji. Waszyngton kusił Caracas ustępstwami. – To się zupełnie nie udało. To był rok 2006. W 2008 amerykańscy konserwatyści zorientowali się, że wektor polityki wenezuelskiej jest antyamerykański – tłumaczy Michalski.
Wtedy Wenezuela zaczęła dogadywać się z Iranem, od 2013 roku z Chinami. – To wejście na półkulę zachodnią państw postrzeganych przez Amerykanów jako zagrożenie – zaznacza amerykanista i wskazuje jeszcze jeden element istotny dla amerykańskiej interwencji – migrację.
Na początku XXI wieku Wenezuelczycy zaczęli masowo opuszczać swój kraj i w pierwszej kolejności udawali się na amerykańską Florydę. Tym samym w USA pojawiło się sporo ludzi o antysocjalistycznych poglądach. Ludzi, którzy popierają bezpośrednie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na Kubie i w Wenezueli.
Wenezuela. Amerykańska interwencja i słaba opozycja
– Kiedy w 2017 roku Trump pojawił się jako prezydent, stanął przed problemem, co zrobić z nowym prezydentem Maduro, skoro polityka ustępstw wobec Chaveza się nie udała. Pierwszym pomysłem była rozmowa z opozycją wenezuelską. Wiemy, że były to rozmowy szerokie. Amerykanie przecież nie uznali wyboru Maduro i uważali, że legalnym prezydentem jest przedstawiciel opozycji Juan Guaido – mówi dalej Michalski.
To był rok 2019. Ale mimo wsparcia międzynarodowego dla Guaido, Maduro został przy władzy. – Po trzech, czterech latach rozmów z opozycją, nie się nie zmieniło. Z perspektywy Departamentu Stanu reżim Maduro był nadal silny, a opozycja nadal słaba – wyjaśnia nasz rozmówca.
Guaido uciekł do USA w 2023 roku. W 2024 Maduro ponownie wygrał wybory, choć wyniki zebrane przez opozycję sugerowały, że prawdziwym zwycięzcą został Edmundo Gonzalez. To kolejny lider opozycji, który w wyborach zastąpił Marię Corinę Machado. Wenezuelską opozycjonistę, której nie pozwolono kandydować. W 2025 roku Machado otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla za „walkę o pokojowe i sprawiedliwe przejście od dyktatury do demokracji”.
Atak USA na Maduro. To „specjalna operacja”
Jednak nadal USA nie miały realnego wpływu na Wenezuelę. – Jeżeli nie opcja gospodarcza, to pozostaje opcja militarna. Pytanie jakie Biały Dom sobie stawiał, to jak silny jest reżim Maduro i czy można go szybko usunąć. I jeśli opozycja jest słaba, to wcale nie musi przejąć później władzy. To bezpośrednio powstrzymywało Trumpa przed interwencją przez cały 2025 rok – tłumaczy Michalski.
Jest 3 stycznia 2026 roku. Amerykanie w końcu decydują się na atak. – Bez przekraczania czerwonej linii – zaznacza Michalski. – Do rozpoczęcia szerokiej interwencji militarnej potrzebna byłyby zgoda Kongresu. Czy wydałby taką zgodę? To nie jest pewne. Dlatego ataki, które obserwowaliśmy, to dzisiaj bardzo źle brzmi, ale to była specjalna operacja – podkreśla rozmówca Interii.
Wskazuje też, że zgodnie z amerykańską konstytucją wojnę wypowiada Kongres. – Taka operacja jest operacją szeroką. To, co obserwowaliśmy, było operacją wąską, na specjalnie wyselekcjonowane punkty. Atak miał być ograniczony, bez drugiego czy trzeciego etapu – tłumaczy Michalski.
Do rozpoczęcia szerokiej interwencji militarnej potrzebna byłyby zgoda Kongresu. Czy wydałby taką zgodę? To nie jest pewne. Dlatego ataki, które obserwowaliśmy, to dzisiaj bardzo źle brzmi, ale to była specjalna operacja
Wyjaśnia też, że Donald Trump miał prawny pretekst do przeprowadzenia ataku. Biały Dom tłumaczy, że to kwestia walki z przemysłem narkotykowym, za który – o ocenie Białego Domu – w dużej mierze odpowiadał Maduro.
– Nawet dane publikowane przez Departament Spraw Wewnętrznych pokazują, że udział wenezuelskich narkotyków w USA jest minimalny. Kwestia narkotykowa pojawiła się, by wprowadzić operację specjalną. Biały Dom potrzebował prawnego uzasadnienia, zgodnie z definicją, że przedostanie się zakazanych substancji przez granicę amerykańską, to zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA – mówi dalej Michalski.
Zapobieżenie takiemu zagrożeniu jest pojedynczą operacją, która teoretycznie może mieścić się w segmencie prawnym operacji, które nie wymagają zgody Kongresu.
Nie oznacza to jednak, że atak i pojmanie Maduro kończą sprawę. Przed Stanami Zjednoczonymi kolejne zadanie. – Jeżeli udałoby się zmienić rząd przy ograniczonym udziale Kongresu, to jest pełne wypełnienie planu, który kształtował się u amerykańskiej prawicy – wskazuje rozmówca Interii.
Przyszłość Wenezueli. Pojawia się nazwisko Machado
Co dalej czeka Wenezuelę i kto mógłby nią pokierować, jeśli upadną siły lojalne Maduro? – Ze spekulacjami musimy być bardzo ostrożni. Ale był na początku zeszłego roku moment, kiedy Stany Zjednoczone rozmawiały z rządem Maduro o wypuszczeniu uwięzionych amerykańskich obywateli. W notatkach prasowych pojawiła się informacja, że amerykańscy przedstawiciele w Wenezueli spotkali się ze środowiskiem Machado – wskazuje Michalski.
– Być może Departament Stanu ma już wybranego jakiegoś polityka. A być może to wenezuelska opozycja będzie teraz miała duży wpływ na wybór nowego lidera – mówi dalej.
Jednak zmiana wcale nie musi być prosta. Siły lojalne Maduro i minister obrony zapowiedzieli opór wobec wojsk zagranicznych. To z kolei może oznaczać zaognienie konfliktu.
– Jeżeli doszłoby do oporu, uszkodzenia amerykańskiego mienia wojskowego, zabicia amerykańskiego żołnierza, to jest bardzo grząski grunt prawny, na którym Stany Zjednoczone mogłyby mieć pretekst do szerszej eskalacji – podkreśla Michalski.
W USA obowiązuje ustawa z 1973 orku, która stwierdza, że odpowiedź militarna musi być zatwierdzona przez Kongres. Ten zbiera się w poniedziałek.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
Trump dał CIA zielone światło. Zagroził atakiem na inny kraj
-
Trump o „dużym ataku na Wenezuelę”. „Maduro ujęty przez Delta Force”

