
O tym, że Bartosz Gomułka zanotował przełomowy sezon klubowy, pisaliśmy na łamach WPROST w kontekście przyszłości siatkarza. Choć PGE Projekt Warszawa miał sporo pociechy z atakującego, nadal nie jest pewne, co będzie działo się w realiach stołecznego klubu, kiedy trafi tam Yuri Romano.
Rywalizacja z mistrzem świata to wyzwanie z najwyższej półki, ale „perełka” z ataku warszawian przeżywa obecnie naprawdę najlepszy okres w seniorskiej karierze.
Bartosz Gomułka numerem 1 w ataku? Nikola Grbić musi to widzieć
Mecz Polska – Ukraina i decyzje trenera Grbicia sprawiły, że w wyjściowym ustawieniu reprezentacji Polski było… mocno „po warszawsku”. Duet przyjmujących stworzyli Aleksander Śliwka i Bartosz Firszt. Do tego wspomniany Gomułka na ataku oraz środkowy Bartłomiej Lemański – który ma wrócić do PGE Projektu po kilku latach przerwy, kiedy był jeszcze siatkarzem AZS Politechniki Warszawskiej (2014-16).
Właściwie każdy z wymienionego kwartetu zagrał na plus, spoglądając całościowo na mecz przeciwko Ukraińcom. Na największe pochwały zasłużył Gomułka, choć nie opieramy się tu tylko o zdobycz punktową – pokaźną, bo ustrzelone „oczko” – 21. Leworęczny atakujący dołożył cztery asy serwisowe przy sześciu błędach, z czego trzy z nich na samo zamknięcie meczu.
Gomułka dopisał również trzy punktowe bloki, a jego skuteczność w ofensywie – czy 29 atakach – to poziom 48 proc. Dokładając do tego solidną postawę podczas turnieju Final Four Ligi Mistrzów, dosłownie sprzed kilku dni, atakujący z rocznika 2002, daje sporo argumentów do mianowania go „następcą Bartosza Kurka”. Rzecz jasna to w głównej mierze publicystyczna zabawa, bo chętnych do gry na ataku w reprezentacji Polski nie brakuje. W kolejce są m.in. Bartłomiej Boładź, mistrz z Aluronu CMC Warty Zawiercie, czy srebrny medalista PlusLigi – Kewin Sasak. Ten ostatni, pod nieobecność kontuzjowanego Kurka, był „jedynką” w hierarchii Grbicia w sezonie 2025. Sytuacja z Sasakiem zmieniła się jednak o tyle, że ostatnie kilka miesięcy nawet w szeregach Bogdanki LUK Lublin, siatkarz spędził albo poza kadrą meczową, albo w roli rezerwowego.
Problemy z kontuzją rozregulowały Sasaka, co może być twardym orzechem do zgryzienia dla trenera Grbicia. Tym bardziej że selekcjoner sam wspomniał w połowie kwietnia, przy ogłaszaniu szerokiego składu reprezentacji, że poczeka na atakującego Bogdanki LUK – ile będzie potrzeba. Za to przy finałach PlusLigi, po czwartym meczu, w którym świetnie zagrał Bołądź – MVP wielkiego triumfu Jurajskich Rycerzy w Lublinie – to w stronę wicemistrza olimpijskiego spoglądał, jako „jedynki” wśród atakujących kadry. Tak przynajmniej wybrzmiało to po spotkaniu, przed kamerami Polsatu Sport.
Czy zatem „perełka” z PGE Projektu będzie przykładem powiedzenia: Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta? Tego wykluczyć nie można. Regularnie dostarczane argumenty sportowe, to najlepszy sposób na przekonanie do siebie trenera Grbicia.
Wiadomo już jednak, że w sobotę (tj. 23 maja) w meczu z wicemistrzami świata Bułgarami, Gomułka nie zagra, podobnie jak Firszt. Obaj dostaną od selekcjonera wolne, a do treningów z kadrą mają wrócić po dwóch dniach, w poniedziałek. Serb wie już, na co stać wychowanka MOS Wola Warszawa.
Co ciekawe, historia zatoczyła koło. Gomułka debiutował bowiem w seniorskim zespole – również pod batutą Grbicia – dokładnie 28 maja 2025 roku, również przeciwko Ukrainie. Minął zatem prawie równo rok, ale obecna pozycja siatkarza oraz potrzeby samej drużyny narodowej (czyt. brak Kurka) jest już zupełnie inna.
Jak zatem widać, historia być może właśnie pisze się na naszych oczach.

