
-
W styczniu 2026 roku bezrobocie w Polsce wzrosło do 6 procent, osiągając najwyższy miesięczny wzrost od dwóch lat.
-
Magda, mimo licznych prób, nie może znaleźć pracy. Zwraca uwagę na trudności związane z powrotem na rynek pracy po przerwie.
-
Według ekspertów rynek pracy należy obecnie do pracodawców, rośnie liczba grupowych zwolnień, a firmy stosują nieformalne metody redukcji zatrudnienia.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– Jestem na etapie radykalnych zmian. Decyzję podjęłam w zeszłym roku, to było pokierowane moją sytuacją prywatną – mówi Magda. Obecnie pracuje w szkole nauki jazdy, którą prowadzi razem z tatą. To jednak praca w nienormowanych godzinach, często popołudniami czy wieczorami, co trudno pogodzić z rodzicielstwem. – Czuję też trochę wypalenia zawodowego – dodaje.
Magda uznała, że najlepiej odnalazłaby się w pracy w administracji – nie miała wykształcenia w tym kierunku, ale zrobiła kurs administracyjno-biurowy. – Systematycznie od wakacji wysyłałam CV. Byłam w zeszłym roku na jednej rozmowie kwalifikacyjnej, niestety, jak powiedziałam, że chcę pogodzić pracę i rodzicielstwo, to chyba strzeliłam sobie w kolano. Wybrali moją znajomą – bezdzietną studentkę – opowiada.
Przyznaje, że po tej sytuacji przestała szukać – wysyłała średnio jedno CV tygodniowo. Przełom nastąpił w styczniu. – Mam więcej zapału. Od stycznia tego roku wysłałam ponad 30 CV. Biorę pod uwagę każdą branżę, byleby godzinowo się zgadzało i mogłabym się wykazać, możliwość dodatkowych szkoleń też jest dla mnie pożądana – podkreśla.
Magda wspomina też rozmowę w firmie leasingowej. – Zaproponowali mi od razu dzień próbny. Przyszłam z nastawieniem, że mam wykonywać pracę biurową, ale szef miał na mnie inne plany i przez 1,5 godziny próbowali mnie przekonać, żebym została handlowcem. Kilka dni się nad tym zastanawiałam, im dłużej to trwało, tym bardziej czułam, że to nie dla mnie – opowiada.
Mimo niepowodzeń Magda patrzy w przyszłość pozytywnie. – Jestem nastawiona, że będzie odpowiedni czas dla mnie to się w końcu uda – mówi.
Bezrobocie w Polsce. Ponad 200 wysłanych CV. „To było dołujące”
U Szymona poszukiwania pracy trwały prawie 14 miesięcy. Wcześniej pracował w IT w rolach administratora aplikacji i projekt menadżera. – Poprzednia firma została sprzedana, a ja przez brak umowy o pracę (pracował na B2B) nie zostałem objęty programem ochrony pracowników – wspomina.
Szymon przyznaje, że wysłał ponad 200 CV, przechodził przez wiele etapów rekrutacji. Najwięcej było ich sześć.
– W IT większość procesów polega na przejściu wielu etapów i zadań, a później proszeniu się o informację zwrotne. Zaobserwowałem też, że wiele firm prowadzi ghoust recruting, czyli otwieranie stanowisk w celu sprawdzenia popytu na daną dziedzinę, a nie w celu faktycznego zatrudnienia – dzieli się swoimi doświadczeniami Szymon.
Przyznaje, że miał chwile zwątpienia, a cała sytuacja była bardzo dołująca. – Na szczęście moje umiejętności pozwalały mi na pracę na zlecenie dla różnych firm – dodaje.
Ostatecznie Szymon postanowił się całkowicie przebranżowić. – Zacząłem działać w obszarze SEO, otworzyłem własną działalność i koniec końców firma sama się do mnie odezwała z ofertą pracy – mówi.
Rekruter: Rynek pracownika już się skończył
O obecnej sytuacji na rynku pracy rozmawiamy też z przedstawicielem drugiej strony. Marcin, który ma wieloletnie doświadczenie w obszarze rekrutacji, a obecnie pracuje na stanowisku Business Partnera w dużej międzynarodowej korporacji, przyznaje, że rynek pracownika się już skończył. Dziś to pracodawca dyktuje warunki, a chętnych na stanowiska nie brakuje.
Byłam w zeszłym roku na jednej rozmowie kwalifikacyjnej, niestety, jak powiedziałam, że chcę pogodzić pracę i rodzicielstwo, to chyba strzeliłam sobie w kolano
– W czasie pandemii koronawirusa mieliśmy rynek pracownika i on faktycznie mógł dyktować warunki. To my musieliśmy się troszczyć o kandydatów, bo była duża konkurencja na rynku. Były duże budżety, projekty międzynarodowe, do tego praca zdalna i bardzo wysokie zainteresowanie kandydatem – wspomina Marcin.
Przyznaje, że wtedy nie można było sobie pozwolić na wieloetapowy proces rekrutacyjny czy na to, żeby po prostu zwlekać z odpowiedzią do kandydata. – Teraz mamy rynek pracodawcy i to pracodawca dyktuje warunki – mówi wprost.
Dopytujemy też o to, jak dziś wygląda rekrutacja. Czy długo czeka się na odpowiedź i co ma wpływ na to, ile trzeba przejść etapów? Marcin nie ukrywa, że wszystko zależy od stanowiska i tego, jak wielu jest na nie chętnych. – Kiedy szukamy kogoś z konkretną specjalizacją i innym językiem niż angielski, na przykład niemieckim, to wtedy rekrutacja ma standardową dynamikę – mówi.
Powodem jest niska liczba dostępnych na rynku kandydatów i potrzeba ograniczenia ryzyka utraty ich zainteresowania przez przedłużający się proces.
– Natomiast jeżeli mówimy o kontekście osób w IT, które pracują na stanowiskach cieszących się wysoką popularnością na rynku, a mniejszym zapotrzebowaniem na pracę, jak na przykład testerzy, projekt managerowie, to tutaj faktycznie proces się wydłuża. Mimo tego zauważamy, że cały czas mamy kandydatów w puli, bo trudno jest im znaleźć pracę – mówi nam Marcin.
Ekspert o trzech czynnikach wzrostu bezrobocia
W końcu stycznia 2026 roku w urzędach pracy zarejestrowanych było 934,8 tys. bezrobotnych – wynika ze wstępnych szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To o 47 tys. więcej niż miesiąc wcześniej.
Powody wzrostu bezrobocia tłumaczy Michał Polakowski, specjalista ds. polityki społecznej z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – Obecny wzrost bezrobocia wynika z kilku nakładających się czynników. Po pierwsze, obserwujemy większą liczbę zwolnień – w tym zwolnień grupowych. Po drugie, rośnie liczba nowych rejestracji w urzędach pracy, a jednocześnie spada liczba wyrejestrowań w porównaniu z poprzednimi latami – mówi ekspert.
Przyznaje, że na przełomie roku wskaźnik bezrobocia rejestrowanego tradycyjnie rośnie – to zjawisko cykliczne. Wskaźnik ten odnosi się do liczby osób zarejestrowanych w urzędach pracy jako bezrobotne. – Jednocześnie na rynku pracy widoczne są zmiany strukturalne: wiele zakładów redukuje zatrudnienie, a zwalniani pracownicy rejestrują się jako osoby bezrobotne – mówi Polakowski.
Trzecim czynnikiem, który wpływa na poziom bezrobocia w dłuższej perspektywie, są zmiany prawne, wprowadzone przez nową Ustawę o rynku pracy i publicznych służbach zatrudnienia. Jak wyjaśnia specjalista z OPZZ, zgodnie z nowymi przepisami osoba deklarująca brak gotowości do podjęcia pracy nie jest już automatycznie wyrejestrowywana z urzędu pracy, jak miało to miejsce wcześniej. Skutki tej zmiany są wyraźnie widoczne w danych – liczba wyrejestrowań jest niższa niż w latach ubiegłych, co przekłada się na wyższy poziom bezrobocia rejestrowanego.
Zwolnienia „w białych rękawiczkach”. Tak działają firmy
Wiele osób dotknęły też grupowe zwolnienia, o których przez cały ubiegły rok było w Polsce głośno. – W 2025 r. pracodawcy zwolnili grupowo 29,5 tys. pracowników – mówiła w lutym w Sejmie podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Małgorzata Baranowska.
Michał Polakowski z OPZZ przyznaje, że obserwuje obecnie liczne redukcje zatrudnienia w sektorze przemysłowym, obejmujące duże grupy pracowników. Jednocześnie zdarza się, że pracodawcy starają się omijać formalne procedury zwolnień grupowych, ponieważ wiążą się one z określonymi obowiązkami po stronie firmy. W przemyśle trwają procesy restrukturyzacyjne, których konsekwencje w dużej mierze ponoszą pracownicy.
Takie osoby po jakimś czasie same rezygnują z pracy. To jest właśnie rozwiązanie grupowych zwolnień w białych rękawiczkach
Jak mówi specjalista, drugim istotnym czynnikiem są zmiany modeli biznesowych w centrach usług wspólnych, które przez lata dynamicznie rozwijały się w Polsce. Pracodawcy wprowadzają nowe rozwiązania organizacyjne, takie jak obowiązek powrotu do pracy stacjonarnej czy wdrażanie narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Często stają się one uzasadnieniem dla redukcji zatrudnienia.
– W sektorze usług dla biznesu widoczny jest również proces relokacji miejsc pracy do innych krajów – m.in. do Rumunii czy Indii – motywowany względami kosztowymi. To dodatkowo wpływa na skalę zwolnień w Polsce – zauważa Polakowski.
Marcin, pracujący na stanowisku Business Partnera w dużej międzynarodowej korporacji przyznaje, że wiele firm prowadzi zwolnienia grupowe w „białych rękawiczkach”.
– Wprowadzają rozwiązania, które skłaniają ludzi do tego, żeby sami odeszli. Takim przykładem jest to, że firmy zaczęły rezygnować z pracy zdalnej i ogłaszały powrót do biur – mówi Marcin.
Przyznaje, że praca zdalna stała się popularna szczególnie w czasie pandemii koronawirusa, wtedy firmy mocno ruszyły z ekspansją na rynek całej Polski. Kiedy przyszedł kryzys, to zamiast komunikatów o zwolnieniach i wypłacaniu rekompensat wiele firm wybrało inną drogę. Oficjalnie mówiono, że badania pokazują, że ludzie są bardziej zaangażowani w swoją pracę, kiedy przychodzą do biura, że wtedy się socjalizujemy itd., ale cel był inny: naturalna selekcja ludzi w firmie.
– To są przykłady osób, które pracowały w miastach, gdzie firma nie miała nawet siedziby. Oczywiście, mogły dojeżdżać codziennie powiedzmy z Bydgoszczy do Poznania, ale to jest kilka godzin drogi. Takie osoby po jakimś czasie same rezygnują z pracy. To jest właśnie rozwiązanie grupowych zwolnień w białych rękawiczkach – tłumaczy nasz rozmówca.
Bezrobocie w Polsce. Ekspert wskazuje największe wyzwanie
Jak rynek prac w Polsce będzie się kształtował w przyszłości? – Analizując dostępne dane, można przypuszczać, że w najgorszym wariancie stopa bezrobocia ustabilizuje się, przy czym bardziej prawdopodobne jest, że będzie spadać. Z naszej perspektywy kluczowe znaczenie ma jednak nie tylko sam poziom zatrudnienia, lecz także jakość tworzonych miejsc pracy – mówi Michał Polakowski z OPZZ.
Dodaje, że w sektorach takich jak przemysł często powstają dobrze wynagradzane stanowiska, oferujące stabilność zatrudnienia, zabezpieczenia socjalne oraz umowę o pracę. – Największym wyzwaniem jest obecnie to, że tradycyjne, stabilne miejsca pracy są likwidowane, a w ich miejsce nie powstają stanowiska o porównywalnej jakości – zwłaszcza pod względem wynagrodzenia i warunków zatrudnienia – podkreśla Polakowski.
Jego zdaniem rodzi to poważne wątpliwości i stanowi istotne pole do działania dla polityki publicznej, bo rolą państwa powinno być wspieranie powstawania dobrych, stabilnych miejsc pracy i umożliwianie obywatelom zmianę kwalifikacji. Specjalista podkreśla, że absolutnym minimum powinno być uznanie umowy o pracę za domyślną formę zatrudnienia.
– Tymczasem statystyki pokazują wzrost liczby umów cywilnoprawnych, zwłaszcza umów zlecenia. Niepokojące jest to, że ich liczba osiąga obecnie historycznie wysokie poziomy. Co więcej, Ministerstwo Finansów obcięło aż o 1,5 mld. złotych finansowanie przez Fundusz Pracy szkolenia i przekwalifikowania na ten rok – alarmuje Michał Polakowski z OPZZ.

