
-
W Dubaju aresztowano kilku obywateli Francji podejrzanych o filmowanie irańskich nalotów na Zjednoczone Emiraty Arabskie.
-
W Zjednoczonych Emiratach Arabskich grożą surowe kary za publikację i rozpowszechnianie materiałów z ataków, w tym do dwóch lat więzienia i wysokie grzywny.
-
Za udostępnianie, komentowanie lub przetwarzanie takich nagrań również można ponieść odpowiedzialność karną.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wojna na Bliskim Wschodzie coraz mocniej dotyka cudzoziemców mieszkających i podróżujących po krajach Zatoki Perskiej. Irańskie ataki na Arabię Saudyjską, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie powodują napięcie także w Dubaju, gdzie mieszkańcy obserwują przeloty i eksplozje związane z przechwytywaniem dronów i pocisków.
Mimo rosnącego niepokoju, władze emiratu od początku konfliktu wprowadziły całkowity zakaz filmowania takich zdarzeń i publikowania ich w mediach społecznościowych. Złamanie przepisów traktowane jest jako poważne naruszenie prawa.
Jak informuje RMC, w związku ze złamaniem tego przepisu w Dubaju aresztowano kilku obywateli Francji.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Francji potwierdziło, że Konsulat Generalny w Dubaju monitoruje sytuację zatrzymanych obywateli i zapewnia im wsparcie konsularne.
Zjednoczone Emiraty Arabskie. Surowe kary za publikację nagrań ataków
Zjednoczone Emiraty Arabskie uzasadniają restrykcje troską o bezpieczeństwo narodowe oraz ochronę wizerunku kraju. Nagrywanie i rozpowszechnianie materiałów z ataków może zostać zakwalifikowane jako cyberprzestępczość lub działanie zagrażające bezpieczeństwu publicznemu.
Kary są wyjątkowo dotkliwe. Osobom, które łamią przepisy, grozi nawet do dwóch lat więzienia oraz grzywna sięgająca 50 tys. euro. Przekonał się o tym m.in. obywatel Wielkiej Brytanii, który – mimo że usunął nagrania ze swojego telefonu – nadal może stanąć przed sądem.
Podobne regulacje obowiązują także w innych państwach regionu, jednak to właśnie Dubaj szczególnie rygorystycznie egzekwuje zakaz publikacji materiałów mogących wpłynąć na postrzeganie miasta na świecie.
Aresztowania za nagrywanie nalotów. Surowe prawo w Dubaju uderza w turystów i dziennikarzy
Jak opisuje korespondent Telewizji Polsat i Interii Tomasz Lejman, nie tylko turyści mogą napotkać trudności.
Dziennikarz relacjonujący sytuacje na Bliskim Wschodzie przekazał, iż oficjalna akredytacja i komplet dokumentów nie gwarantują swobody pracy w Dubaju. Po wybuchu konfliktu w regionie korespondenci napotykali się na nieformalną zasadę: wojny lepiej nie pokazywać zbyt wiele.
Akredytacja wydawana przez National Media Office na sześć miesięcy pozwala na relacje na żywo. Ale jak opisywał Lejman, już podczas pierwszych wejść na tle panoramy miasta pojawiała się ochrona lub policja, uniemożliwiając transmisję. Nawet zwykłe ujęcia ulic Dubaju mogły zostać uznane za niedozwolone. W praktyce każda próba pracy wymagała znajdowania miejsc, gdzie obecność kamery nie wywoła natychmiastowej interwencji służb.
Tomasz Lejman podkreślał, że dokument nigdy nie został cofnięty ani unieważniony, ale w czasie konfliktu przepisy są interpretowane różnie, a najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest wówczas zakończenie nagrania.
Zjawisko to dotyczy także mediów społecznościowych: publikacje pokazujące normalne życie w Dubaju nie napotykały przeszkód, natomiast materiały ukazujące alarmy, przechwycone drony czy napięcie w regionie są wzywane do usunięcia, a autorzy niekiedy byli wydalani z kraju.
Dubaj. Kolejne zarzuty wobec turystów
Sprawa francuskich obywateli wpisuje się w szerszą falę działań służb. Jak podał „The Guardian”, w ubiegłym tygodniu zarzuty postawiono co najmniej 20 osobom w związku z filmowaniem ataków na Dubaj.
Turyści mieli publikować materiały uznane przez władze za „nieprawdziwe informacje, plotki lub prowokacyjną propagandę”, która może destabilizować sytuację i wpływać na opinię publiczną. Minimalna kara finansowa w takich przypadkach wynosi około 20 tys. dirhamów (ok. 20 tys. zł), ale grzywny mogą sięgać nawet 200 tys. dirhamów.
Wśród oskarżonych znalazł się m.in. 60-letni Brytyjczyk z Londynu. Policja odkryła na jego telefonie nagranie irańskiego ataku rakietowego, mimo że – jak podkreślono – mężczyzna usunął je niemal natychmiast po interwencji służb.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Kary nie tylko za nagrywanie ataków
Eksperci zwracają uwagę, że odpowiedzialność karna w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie dotyczy wyłącznie autorów nagrań. Problemy mogą mieć także osoby, które je udostępniają, komentują lub przetwarzają.
Na ten aspekt wskazała Radha Stirling z organizacji Detained in Dubai. Jak podkreśliła, przepisy dotyczące cyberprzestępczości są bardzo szerokie i mogą objąć każdego, kto przyczynia się do rozpowszechniania treści uznanych za szkodliwe.
Sprawa budzi szczególne zainteresowanie, ponieważ Dubaj od lat uchodzi za globalne centrum turystyki i influencerów, dla których publikowanie treści w sieci jest podstawą działalności. Obecna sytuacja pokazuje jednak, że w obliczu napięć geopolitycznych nawet zwykłe nagranie może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych.
-
Atak w cieśninie Ormuz, nalot na bazę sojusznika USA. Niespokojna noc w regionie
-
Nie tylko Bliski Wschód. MSZ odradza podróże do trzech turystycznych państw

