Bliski współpracownik Nawrockiego wezwany do prokuratury. Kaczyński wściekły. „Zegar tyka”

Andruszkiewicz wezwany po latach do prokuratury

Wiceszef Kancelarii Prezydenta Adam Andruszkiewicz w środę 4 lutego opublikował oświadczenie. Poinformował w nim, że został wezwany do prokuratury w charakterze podejrzanego. Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, celem śledztwa jest wyjaśnienie, czy doszło do sfałszowania około 500 podpisów na listach poparcia kandydatów Młodzieży Wszechpolskiej, którzy startowali z Komitetu Wyborczego Wyborców Ruch Narodowy w wyborach do sejmiku podlaskiego w 2014 roku. Przypomnijmy, że Andruszkiewicz kierował wtedy Młodzieżą Wszechpolską na Podlasiu.

„W ostatnich latach część mainstreamowych mediów insynuuje moje zaangażowanie w tę sprawę. Przez cały ten czas nie przedstawiono jednak żadnych konkretnych dowodów na potwierdzenie tej fałszywej tezy. Dla mnie, jako osoby publicznej, która przez lata zyskiwała coraz wyższe poparcie wyborców, a aktualnie ma zaszczyt współpracować z prezydentem, jest to sytuacja niezwykle trudna i krzywdząca” – napisał polityk. Zapewnił on również, że współpracuje ze śledczymi.

Zobacz wideo Kaczyński chce nowej konstytucji. „Nam się to należy!”

Dlaczego śledztwo tyle trwa?

Według doniesień TVN24 Prokuratura Okręgowa w Białymstoku prowadziła śledztwo w tej sprawie od 2016 roku. Nadzór nad nim sprawowała Elżbieta Pieniążek, będąca wówczas szefową tamtejszej prokuratury regionalnej. Według doniesień „Rzeczpospolitej” na stanowisko powołał ją ówczesny prokurator generalny i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Wcześniej prokuratorka pracowała w CBA. Według doniesień TVN24 była jedną z zaufanych osób twórcy tej służby specjalnej – Mariusza Kamińskiego

Pieniążek miała przekonywać śledczych, aby pobrali próbki pisma Andruszkiewicza do ekspertyzy, ale prokuratorzy argumentowali, że można to zrobić dopiero po uchyleniu jego immunitetu, o co zamierzali wnioskować. Pieniążek stwierdziła jednak, że zgromadzone dowody nie są wystarczające, aby to zrobić. – Jest to o tyle ciekawe, że prokuratorzy nigdzie wcześniej nie wskazali, jaki zarzut chcieliby przedstawić Andruszkiewiczowi. Więc jak można ocenić materiał dowodowy w takiej sytuacji? – mówili wówczas informatorzy reporterów „Superwizjera” TVN24.

Prowadzący śledztwo zgodzili się więc wezwać Andruszkiewicza jako świadka, aby pobrać jego pismo. Chcieli oni również przeprowadzić przeszukanie, aby zebrać ewentualne dowody, które mogłyby świadczyć o podrabianiu podpisów. Polityk odebrał wezwanie na przesłuchanie i potwierdził udział. 11 października prokurator Pieniążek zażądała w trybie „bardzo pilnym”, aby prokurator okręgowy przekazał wszystkie akta sprawy. Następnie oddała je do Prokuratury Krajowej. W związku z tym prowadzący śledztwo musieli odwołać przeszukania i przesłuchanie posła. Akta wróciły do nich miesiąc po wyborach samorządowych. Andruszkiewicz został, później, wiceministrem cyfryzacji.

W międzyczasie Prokuratura Krajowa informowała TVN24 o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego w sprawie „zbyt opieszałego prowadzenia przez białostockich prokuratorów śledztwa„. Według doniesień Polsat News, w związku z tym sprawa została później przekazana do Prokuratury Regionalnej w Lublinie, a jej ówczesny szef Jerzy Ziarkiewicz, który według doniesień „Gazety Wyborczej” był zaufanym człowiekiem Zbigniewa Ziobry skierował ją do Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Jak przekazała Wirtualna Polska, tamże aż czterokrotnie pobrano próbki pisma od Andruszkiewicza. Rzeczniczka prokuratury Agnieszka Kępka przekazała, że żadna z 11 opinii biegłych, które dostali do tamtej chwili lubelscy śledczy „nie wskazywała na sprawstwo Adama Andruszkiewicza”.

Według doniesień PAP pojawiły się jednak zarzuty, że celem przeniesienia śledztwa z Białegostoku do Lublina było jego spowolnienie, co prokuratura uznała za „całkowicie sprzeczne ze stanem faktycznym”. Jak wyjaśniła, przeniesienie wynikało bowiem z „nieprawidłowości prowadzonego postępowania przez prokuratorów Prokuratury Okręgowej w Białymstoku”. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” w 2024 roku ustalili jednak, że prokurator Ziarkiewicz miał latami blokować sprawy dotyczące polityków PiS. Jeden z informatorów przekazał, że akta miały być przetrzymywane w garażu, będącym swego rodzaju „zamrażarką”.

Jarosław Kaczyński jest oburzony

Sprawę Andruszkiewicza skomentował Jarosław Kaczyński. „Ręczne sterowanie działaniami prokuratury wkroczyło w kolejną fazę. Na celowniku neoprokuratury Żurka znalazł się p. minister Andruszkiewicz. Dwanaście lat od zdarzenia, po licznych opiniach grafologicznych potwierdzających jego niewinność i przy braku nowych dowodów, nagle ma stać się podejrzanym. Wyższa szkoła jazdy. Zegar tyka. W przyszłym roku wybory. Skończy się to bezprawie” – napisał prezes PiS w środę 4 lutego.

Więcej informacji na temat Andruszkiewicza znajduje się w artykule: „Nowy wątek ws. Andruszkiewicza i MW. Mogły być fałszowane także podpisy do eurowyborów”.

Źródła: Adam Andruszkiewicz (X), Jarosław Kaczyński (X), Gazeta Wyborcza, TVN24, Rzeczpospolita, PAP, Polsat News, Gazeta Wyborcza, Wirtualna Polska

Udział
Exit mobile version