– Po naszej wizycie myślę, że wszystko jest otwarte i dostaliśmy wstępną zgodę ze strony Departamentu Stanu, żeby produkować rakiety do systemów Patriot. Byłyby produkowane w polskim przemyśle obronnym. To jest kwestia już konsorcjum, mamy takie zdolności na terenie Polski – mówił jeszcze w maju wiceszef MON Cezary Tomczyk, który w tej sprawie spotykał się z amerykańskimi odpowiednikami m.in. w Białym Domu.
To był pierwszy krok. Zanim jednak nad Wisłą rozpoczęłaby się produkcja Patriotów, wcześniej musiałoby powstać centrum serwisowania pocisków PAC-3 do systemów Patriot. Czegoś takiego nie ma nigdzie w Europie. Dlaczego to takie ważne?
Co kilka lat rakiety, którymi dysponują sojusznicy USA, muszą przejść proces serwisowania i certyfikacji. Dziś w praktyce wygląda to tak, że rakiety trafiają za ocean, co znacznie wydłuża cały proces. Sprawia też, że przez jakiś czas kraje sojusznicze nie mogą w pełni korzystać z systemu.
Powstanie centrum serwisowania w Europie wyraźnie usprawniłoby całą procedurę.
Drugim krokiem w tej sprawie było podpisanie przez wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza w Ankarze porozumienia z państwami chętnymi do kooperacji w tym zadaniu.
Szef MON podpisał więc porozumienie z Niemcami, Holandią i Szwecją – i wszystkie te kraje są obok Polski rozpatrywane jako potencjalne miejsce utworzenia centrum serwisowego.
A przynajmniej były, bo negocjacje wchodzą w decydującą fazę.
Jakiś czas temu z tego prestiżowego wyścigu wypadły Holandia i Szwecja. W grze pozostały więc dwa kraje – Polska oraz Niemcy. Według naszych informacji na finiszu to my jesteśmy faworytem.
– Decyzję ogłoszą Amerykanie. Powinna zapaść w ciągu 72 godzin – słyszymy w resorcie obrony.
Polacy w USA, Amerykanie w Polsce
Dla MON to sprawa niezwykle ważna, wręcz priorytetowa.
Resort zaangażował ogromne zasoby ludzkie w całą procedurę, a włączeni byli w nią prawdopodobnie wszyscy ludzie z kierownictwa.
Temat rozpoczął przy okazji wizyty w USA Cezarego Tomczyka. Kontynuował go w Ankarze Kosiniak-Kamysz, a tych samych spraw dotyczyła ostatnia wizyta w USA Pawła Zalewskiego i Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej.
W ciągu tych kilku miesięcy odbywały się też wizyty w drugą stronę.
Amerykanie nie słuchali jedynie polskich zapewnień, ale chcieli na własne oczy przekonać się, czy Polska jest gotowa, by podjąć się tego wyzwania.
M.in. w tej sprawie we wrześniu pojawił się w Polsce Thomas Dinanno. Nie jest to osoba przypadkowa, ale ważna postać w administracji USA. Dinanno to podsekretarz stanu ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego i jego głos jest w całej sprawie bardzo istotny.
Zaangażowany w negocjacje jest też Michael P. Duffey, inny amerykański urzędnik, zastępca sekretarza obrony ds. zaopatrzenia i zabezpieczenia logistycznego.
Dinanno pojawił się w siedzibie MON w towarzystwie ambasadora USA Toma Rose’a, który również włączył się we wspieranie polskiej kandydatury. Jak udało nam się ustalić, Rose przez cały ten czas odgrywa bardzo pozytywną rolę w całym procesie.
Co ciekawe, Polacy współpracują tu ponad podziałami. W sprawę zaangażowany jest też ośrodek prezydencki, który również wysłał bardzo ważny głos polityczny, że ta sprawa jest dla Polski ważna.
Po co Polsce centrum serwisowania Patriotów?
Dlaczego to tak istotne? Gdyby w Polsce powstało centrum serwisowania rakiet, byłby to gigantyczny sukces. I to z kilku powodów.
Po pierwsze, byłaby to niezwykle ważna informacja z punktu widzenia obecności amerykańskiej w Polsce.
Po drugie, Polska stałaby się punktem odniesienia dla innych krajów europejskich, które serwisowałyby u nas swój sprzęt.
Po trzecie wreszcie, Polska na poważnie znalazłaby się w łańcuchu dostaw.
A to jest wstęp do kolejnego, bardzo istotnego kroku, a więc produkcji rakiet nad Wisłą. Innymi słowy: budując kompetencje do serwisowania rakiet, budujemy jednocześnie zdolności do ich produkcji czy koprodukcji.
Gdzie mogłoby stanąć centrum serwisowania rakiet?
Sprawa jest otwarta, a Amerykanie oceniając nasz przemysł odwiedzili kilka lokalizacji. Zapewne najbardziej prawdopodobnym miejscem są Wojskowe Zakłady Elektroniczne WZE w Zielonce, ale szczegółowe kwestie zostaną ustalone dopiero po podjęciu kierunkowej decyzji.
Łukasz Szpyrka


