
-
Chiny budują nową, sztuczną wyspę i bazę wojskową na Rafie Antylopy na Morzu Południowochińskim, co dokumentują zdjęcia satelitarne.
-
W regionie Morza Południowochińskiego powstały już inne instalacje wojskowe, a obszar ten jest przedmiotem sporów między Chinami i państwami regionu.
-
Chiny rozszerzają działalność na oceanach, w tym na Pacyfiku, Oceanie Indyjskim i Arktycznym, oraz w Afryce. To element walki o strategiczną przewagę nad USA.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Satelity amerykańskiej firmy Vantor wykryły prace przy pogłębieniu dna morskiego wokół Rafy Antylopy na Morzu Południowochińskim. Na niezamieszkałej lagunie Chiny tworzą teren pod zabudowę – opisuje Indo-Pacific Defense Forum. To amerykańska organizacja ekspercka, finansowana przez dowództwo sił USA w rejonie Indo-Pacyfiku.
Prace trwają od października 2025 roku. Nowe zdjęcia z lutego wskazują, że ponad 20 pogłębiarek pompuje piasek i tworzy sztuczną wyspę. Przez pierwsze trzy miesiące projektu tylko jeden ze statków miał włączony transponder, umożliwiający jego identyfikację. Dlaczego Pekin po cichu tworzy instalacje na środku morza?
– Sprawa jest dłuższa, strategiczna i ten obszar to jeden z najbardziej zapalnych punktów, tak jak cieśnina Ormuz. Poziom napięcia jest zbliżony – mówi Interii dr Łukasz Gołota z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Wyjaśnia, że na Morzu Południowochińskim powstaje baza wojskowa. I to nie pierwsza.
Morze Południowochińskie. Chińska strategia faktów dokonanych
Rafa Antylopy to część Wysp Paracelskich. Chiny mają tam główną bazę z lotniskiem na wyspie Woody oraz kilka mniejszych. Teraz tworzą kolejną. Pekin jest też obecny w innych częściach Morza Południowochińskiego – na Archipelagu Spratly i ławicy Scarborough.
Praktycznie wszystkie z wymienionych wysp to tereny sporne. Inne państwa regionu uważają, że archipelagi są w ich wyłącznych strefach ekonomicznych albo na wodach międzynarodowych, a Chiny działają nielegalnie. W przypadku Wysp Paracelskich chodzi o Tajwan i Wietnam.
Co zatem robi Pekin? – Działa metodą faktów dokonanych. Budują sztuczne wyspy, od razu instalują tam systemy obrony przeciwlotniczej, radary. Militarnie zaznaczają swoją obecność – podkreśla dr Gołota. – Będą sobie rościć prawa do tych wysp, bo skoro tam jest ich infrastruktura, to ich wyspa i ich wyłączna strefa ekonomiczna – dodaje.
Zdaniem naszego rozmówcy Morze Południowochińskie stało się „symbolem przełamywania dominacji amerykańskiej w obszarze Indo-Pacyfiku”. Gołota wyjaśnia, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy mówią o swobodzie żeglugi w regionie. – To pośrednie zaprzeczenie chińskim pretensjom do Morza Południowochińskiego – podkreśla.
Chiny uważają Morze Południowochińskie za swoją strefę wpływów. Potrzebują jej, bo region jest strategiczny, a Pekin konsekwentnie i bezkompromisowo wdraża nową politykę, której nauczył się od Amerykanów.
Taktyka amerykańskiego admirała. „Klucz do rządzenia światem”
– Generalnie Morze Południowochińskie jest historycznie i doktrynalnie uznawane za morze wewnętrzne. Chińczycy opierają się na starych mapach i polityce „dziewięciu kresek” – tłumaczy dr Gołota. Chodzi o jednostronne roszczenia Chin z 1947 roku do większości obszaru morza. Natomiast nie chodzi tylko o historię.
– Chińczycy zarządzili tłumaczenie wszystkich książek Alfreda Mahana, amerykańskiego admirała z końca XIX wieku, który wywrócił do góry nogami myślenie o oceanach. Geopolityka wcześniej generalnie mówiła o kontrolowaniu ziemi i surowców. Amerykanie traktowali oceany jak mury. Mahan pierwszy głośno powiedział, że oceany nie są murami, tylko kluczami do rządzenia światem. Stąd otwarcie na świat, budowa floty, Kanał Panamski – wskazuje nasz rozmówca.
– Współcześnie Chińczycy zrozumieli historyczną powtarzalność, że kto rządzi na oceanach, ten rządzi globem. Tak było z Hiszpanią, Holandią, Anglią, Stanami Zjednoczonymi. Zrozumieli, że bardziej niż Syberię, opłaca im się podbijać oceany – tłumaczy Gołota.
Co więcej, Morze Południowochińskie jest strategiczne nie tylko dla Chin. Płynie tamtędy 80 proc. chińskich surowców, ale też jedna trzecia światowego handlu. Przez morze przebiega szlak, który łączy Europę z Azją, Chinami, Japonią i Koreą. – To tak jak z cieśniną Ormuz. Pekin rozumie, że ten, kto kontroluje szlaki handlowe, ten kontroluje rzeczywistość – mówi dalej rozmówca Interii.
Rosnąca pozycja Chin. „Rzucają rękawicę Amerykanom”
Chińskie ambicje sięgają daleko poza Morze Południowochińskie. 24 marca Reuters opisał, jak chińskie statki badawcze tworzą mapy dna i środowiska morskiego – instrukcje poruszania się dla okrętów podwodnych.
Działają w regionie Oceanu Spokojnego, Indyjskiego i Arktycznego. Jednostki pływały też wokół Tajwanu i Guamu. – Chińczycy są aktywni na oceanach, rzucają rękawicę Amerykanom. Budują dziesiątki okrętów i starają się złamać amerykańską dominację – tłumaczy dr Gołota.
Wskazuje też, że Chiny mają swoją bazę zamorską w afrykańskim Dżibuti. – To naturalna konsekwencja rosnącej pozycji Chin i aspiracji. Nie da się być mocarstwem. nie będąc aktywnym na oceanach. Chińczycy chcą mieć kontrolę. Na przykład Ocean Arktyczny to czysta ekspansja. Natomiast Morze Południowochińskie uważają za część swojej tożsamości i chcą mieć absolutne poczucie bezpieczeństwa w regionie – podsumowuje rozmówca Interii.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
Bój o dominację nad światem rozegra się w Europie. Oferta jest już na stole
-
Stworzyli zaporę nie do przejścia. Tajne „manewry” na Dalekim Wschodzie

