
– Byłam niepoprawną optymistką. Myślałam, że to nam się nie przytrafi. Nie mamy wielkiego domu, nic, co mogłoby kogoś szczególnie skusić. Miałam też poczucie, że włamania były częstsze kiedyś, a dziś to rzadkość – mówi Ola. Razem z mężem i dwójką dzieci mieszka na zamkniętym osiedlu domów wielorodzinnych. Do włamania doszło w środku dnia, w momencie, gdy wraz z mężem zawozili dzieci na stałe zajęcia dodatkowe. Dziś nie ma wątpliwości, że nie był to przypadek.
– Jestem przekonana, że byliśmy wcześniej obserwowani. Sprawca doskonale wiedział, kiedy wyjdziemy z domu i jak długo nas nie będzie. Ta świadomość jest najbardziej niekomfortowa. Myśl, że ktoś mógł śledzić nasze codzienne aktywności, sposób spędzania czasu i rytm dnia, do dziś wywołuje u mnie niepokój – tłumaczy.
Po powrocie do domu początkowo nic nie wskazywało na włamanie. Ola zauważyła jedynie ślad błota na schodach, który w pierwszej chwili zrzuciła na pośpiech jednego z domowników. Chwilę później dostrzegła jednak kolejne ślady butów w kuchni i łazience. Jedno z okien było uchylone, a moskitiera odsunięta.
– Wtedy już wiedziałam – wspomina. Sprawdziła szafki z biżuterią i jej przypuszczenia się potwierdziły. – To był ogromny szok. Trudno pogodzić się z myślą, że ktoś bez zaproszenia wchodzi do twojego domu i zabiera to, na co pracowałaś albo co dostałaś od bliskich – mówi.
Od razu wezwali policję, jednak mimo przeprowadzonych czynności sprawcy nie udało się ustalić. Postępowanie zostało umorzone. – Usłyszeliśmy, że takie przestępstwa są bardzo trudne do wykrycia – relacjonuje Ola.
Konsekwencje zdarzenia były jednak znacznie większe niż straty materialne. – Najbardziej odczuły to dzieci. Bały się zostawać same, sprawdzały, czy ktoś nie jest w domu. Ten lęk był bardzo realny – opowiada.
Po włamaniu zamontowali czujniki ruchu i alarm, a rozważają także instalację kamer monitoringu. – Nasze poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane. Może to zabrzmi naiwnie, ale cieszę się, że skończyło się tylko na stratach materialnych. Najważniejsze, że nikogo z nas nie było wtedy w domu – dodaje.
Nawet sto włamań dziennie
W Polsce do włamania z kradzieżą dochodzi średnio co 20 minut. To 60 tysięcy zdarzeń rocznie. – To błąd myślenia zakładać, że nas to nie dotyczy, bo nic nie mamy albo dobrze się zabezpieczyliśmy. To fałszywe poczucie bezpieczeństwa – mówi Andrzej Mroczek, były policjant i wykładowca kryminologii Uniwersytetu Civitas.
Jak podkreśla, każda kilkugodzinna nieobecność w domu to potencjalne ryzyko włamania. – Każde mieszkanie może stać się celem. Wszystko zależy od profilu sprawcy. Włamywacze z „niższej półki” pokonują proste zabezpieczenia i biorą wszystko, co wpadnie im w ręce: alkohol, leki, jedzenie czy kosmetyki – tłumaczy ekspert.
Z kolei profesjonaliści działają inaczej. – Planowanie, rozpoznanie, odpowiedni sprzęt. Cel jest prosty: jak największy łup przy minimalnym ryzyku – dodaje Mroczek.
Najczęściej wyważają drzwi lewarem lub łomem, stosują bumping, przewiercają albo wyłamują wkładkę zamka, a czasem po prostu wybijają szybę. – Sforsowanie zabezpieczeń trwa od 3 do 60 sekund, a splądrowanie mieszkania 3-8 minut -wyjaśnia.
„W takich sytuacjach człowiek zostaje całkowicie bezradny”
Damian mieszka i pracuje we Wrocławiu. Jak podkreśla, włamania w jego okolicy zdarzają się notorycznie. – Po takiej sytuacji nie można mówić o jakimkolwiek poczuciu bezpieczeństwa. Ono spada na samo dno. Nawet jeśli dom jest najlepiej zabezpieczony, kiedy z niego wychodzę, złodziej robi, co chce, bo i tak nie ponosi konsekwencji – mówi.
W swoim życiu przeżył dwa włamania – do swojego domu i do tego, w którym wykonywał zlecenie. Pracuje jako wykończeniowiec. – Straty wyniosły kilkanaście tysięcy złotych. Najbardziej bolało co innego. Usługa, którą zobowiązałem się wykonać, nie mogła zostać zrealizowana zgodnie z planem. Osoba, która pozbawiła mnie możliwości wykonania pracy, nie poniosła żadnych konsekwencji – zaznacza.
W obu przypadkach Damian niemal natychmiast zadzwonił na policję. – Przyjechał funkcjonariusz i technik, który zabezpieczył odciski palców – wspomina. Sprawców do tej pory nie udało się złapać. – Drugi raz policja podeszła do sprawy w identyczny sposób. Szczerze mówiąc, zaczynam się zastanawiać, po co właściwie są. Zawsze wydawało mi się, że państwo ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo, a w takich sytuacjach człowiek zostaje całkowicie bezradny – dodaje.
W odpowiedzi na bezsilność Damian wraz z sąsiadami postanowili wziąć sprawy w swoje ręce.
– Zorganizowaliśmy własny system obserwacji, zwracamy uwagę na to, co dzieje się na osiedlu. Niestety włamania wciąż się zdarzają. Powinna zmienić się polityka w tym kraju. Politycy pokazują, że można robić wszystko i nie ponosić konsekwencji. Potrzebujemy innych decydentów i systemu, który doprowadza sprawy do końca – mówi.
Zwraca też uwagę na odpowiedzialność społeczną. – Ludzie nie czują się odpowiedzialni za innych, nie są uważni. A wystarczyłoby się rozejrzeć, żeby zapobiec wielu trudnym sytuacjom – podsumowuje.
„Bałam się wracać do domu”
Chociaż od tamtego dnia minęło już kilka lat, Ada wciąż pamięta go bardzo wyraźnie. Jak przyznaje, to doświadczenie zostanie z nią do końca życia. – Wróciłam do domu po spotkaniu ze znajomymi, zbliżała się północ. Byłam w swoim pokoju w domu rodzinnym. W lustrze odbijało się okno i wtedy zobaczyłam człowieka w czarnej kominiarce. Włamał się przez bramę, za chwilę mógł być w środku – wspomina. Gdy zorientował się, że został zauważony, uciekł.
– Szybko obudziłam mamę i wezwałyśmy policję – dodaje. Do kradzieży ostatecznie nie doszło, ale strach nie minął. Przez kolejne miesiące Ada żyła w ciągłym napięciu. – Bałam się wracać do domu po zmroku. Prosiłam znajomych, żeby mnie odprowadzali, albo rodziców, żeby po mnie wychodzili. Dużo mówiłam o tym zdarzeniu, to chyba był mój sposób radzenia sobie ze stresem – przyznaje.
Tym większym, że sprawcy nigdy nie udało się zatrzymać. – Policja częściej patrolowała naszą okolicę, a my jako rodzina byliśmy dużo bardziej czujni. Regularnie sprawdzałam, co dzieje się w ogrodzie, prosiłam rodziców, żeby wieczorem upewniali się, że nikogo tam nie ma – opowiada.
Ta ostrożność została z nią do dziś. – Wiem, że włamania naprawdę się zdarzają. Nie tylko w wiadomościach czy filmach – podsumowuje.
Jak włamanie wpływa na funkcjonowanie?
Doświadczenie włamania może silnie wpłynąć na samopoczucie psychiczne i fizyczne. Narusza podstawowe poczucie bezpieczeństwa i kontroli. – Dla wielu osób dom przestaje być miejscem spokoju, a zaczyna kojarzyć się z zagrożeniem – mówi psycholożka i psychoterapeutka Monika Machnicka. W konsekwencji pojawiają się silne emocje: lęk, złość, bezradność czy poczucie niesprawiedliwości.
Częste są także objawy fizyczne, m.in. napięcie, problemy ze snem, nadmierna czujność i trudność w relaksowaniu się. – Obniża się zaufanie do świata, a część osób funkcjonuje w stałym poczuciu zagrożenia. Zdarza się również wstyd lub irracjonalne poczucie winy, mimo że odpowiedzialność zawsze leży po stronie sprawcy – podkreśla ekspertka.
Radzenie sobie ze skutkami włamania bywa procesem. – Pomocne jest stopniowe odzyskiwanie kontroli, np. poprzez poprawę zabezpieczeń czy uporządkowanie przestrzeni – wskazuje Machnicka.
Ryzyko włamania można jednak ograniczyć. Albo chociaż próbować. – Pomaga czujność sąsiadów, wizyty rodziny lub znajomych, opróżnianie skrzynki pocztowej i usuwanie ulotek spod drzwi. Ważne jest też niechwalenie się wyjazdem w mediach społecznościowych – zaznacza Andrzej Mroczek.
Nie bez znaczenia są zabezpieczenia techniczne. – Solidne drzwi i zamki, czujniki ruchu, kamery z aplikacją, alarmy, czasowe włączniki światła, sejfy przymocowane do podłoża. Każda dodatkowa warstwa ochrony zwiększa szansę, że włamywacz zrezygnuje – podkreśla ekspert.
Dobra wiadomość? Włamań jest mniej niż jeszcze kilka lat temu. – Od 2023 roku statystyki pokazują wyraźny spadek. To efekt większej świadomości, nowoczesnych technologii, pomocy sąsiedzkiej oraz skuteczniejszych działań policji – podsumowuje Andrzej Mroczek.

