
-
Dane z monitoringu motyli w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii, Holandii i Stanach Zjednoczonych pokazują znaczący spadek liczebności i różnorodności gatunków szczególnie związanych z określonymi siedliskami.
-
Gatunki motyli bardziej uniwersalne zwiększają swoją liczebność, podczas gdy te wymagające konkretnych roślin i warunków tracą siedliska i zanikają.
-
Lokalne sukcesy ochrony przyrody, takie jak reintrodukcja modraszka ariona w Wielkiej Brytanii, nie równoważą strat spowodowanych uproszczeniem krajobrazu, intensyfikacją rolnictwa, zanieczyszczeniem i zmianami klimatu.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Z 58 rodzimych gatunków motyli monitorowanych w Wielkiej Brytanii od 1976 r. aż 33 zmniejszyły liczebność, a 25 zwiększyło ją. Na pierwszy rzut oka można więc uznać, że przyroda po prostu się przestawia. Problem w tym, że wzrost dotyczy przede wszystkim gatunków bardziej elastycznych, a spadki uderzają w te, które potrzebują konkretnych roślin i konkretnych siedlisk.
To wniosek z danych UK Butterfly Monitoring Scheme, największego na świecie programu monitorowania owadów. Przez 50 lat zebrano w nim ponad 44 mln obserwacji. Wolontariusze przechodzili wyznaczone trasy co tydzień w miesiącach letnich, licząc motyle w ponad 7600 miejscach w całej Wielkiej Brytanii. Łącznie przeszli ponad 1,5 mln kilometrów. Tak długi i spójny zapis pozwala zobaczyć nie tylko krótkie wahania, ale zmianę całego krajobrazu.
Niektóre motyle stają się liczniejsze w ciepłym klimacie
Część gatunków rzeczywiście korzysta na ociepleniu klimatu. Purpurowy mieniak tęczowiec zwiększył liczebność o 136 proc., rusałka admirał o 330 proc., a rusałka ceik o 178 proc. Cieplejsza pogoda pozwala im przesuwać zasięg dalej na północ. Ale ten sam proces nie działa na korzyść wszystkich.
Najmocniej spadają populacje tzw. gatunków siedliskowych, związanych z określonym typem krajobrazu. Motyle zależne od wilgotnych łąk, świetlistych lasów albo bogatych w kwiaty muraw tracą miejsca, bez których nie są w stanie się utrzymać. W brytyjskich danych ddostojka adype straciła 66 proc. populacji, dostojka euffrozyna 70 proc., a ogończyk wiązowiec 80 proc.
Richard Fox, szef działu naukowego organizacji Butterfly Conservation, studzi uproszczone interpretacje. „To nie jest obraz owadziej apokalipsy, jaki przedstawiano kilka lat temu” mówi. Dodaje jednak od razu: „Dane bardzo wyraźnie pokazują, że w ciągu ostatnich 50 lat liczba motyli w Wielkiej Brytanii spadła, a szczególnie mocno ucierpiały gatunki wyspecjalizowane siedliskowo”.
To rozróżnienie jest ważne. Nie wszystkie motyle znikają z tych samych powodów. Tam, gdzie krajobraz został uproszczony, siedliska pocięte albo zubożone, najlepiej radzą sobie gatunki generalistyczne. Takie, które potrafią wykorzystać wiele roślin żywicielskich i lepiej znoszą zmiany. Gorzej mają te, których gąsienice potrzebują jednej rośliny albo bardzo konkretnych warunków światła, wilgotności i wysokości roślinności.
Gospodarka leśna ma duży wpływ na motyle
Dobrym przykładem są trzy gatunki dostojek, które stały się rzadkie między innymi dlatego, że przez ostatnie stulecie zanikało tradycyjne gospodarowanie lasem, w tym odroślowe cięcie drzew. Bez takich zabiegów las staje się ciemniejszy, gęstszy i uboższy w rośliny kwiatowe. Dla części motyli oznacza to utratę warunków potrzebnych do rozrodu.
Fox zwraca uwagę także na mniej oczywisty mechanizm. W przypadku gatunków związanych z murawami znaczenie może mieć połączenie cieplejszego klimatu i zanieczyszczenia azotem, głównie pochodzącym z transportu. Więcej azotu oznacza szybszy wzrost traw. Wyższa roślinność daje więcej cienia przy gruncie, a to pogarsza warunki dla gąsienic, które potrzebują cieplejszego mikroklimatu.
„Deszcz stał się dziś rozcieńczonym nawozem, który spada na zbiorowiska roślinne i je zmienia” mówi Fox. „Zmiany w składzie, strukturze, a nawet chemii roślin muszą odbijać się na wyspecjalizowanych roślinożercach, takich jak gąsienice motyli”. Innymi słowy, nawet jeśli motyla nie zabija bezpośrednio upał, to wystarczy zmiana roślin i warunków przy gruncie, by rozsypał się cały układ, od którego zależy jego rozwój.
Hiszpania pokazuje ten sam kierunek
Brytyjskie dane nie są wyjątkiem. Podobny trend widać w innych częściach Europy i w Stanach Zjednoczonych. W USA od 2000 r. liczebność motyli spadła o 22 proc. dla 342 gatunków, dla których dostępne były statystycznie istotne dane. W Europie obraz jest jeszcze gorszy tam, gdzie szeregi czasowe są dłuższe. Belgia od 1992 r. straciła jedną trzecią gatunków motyli, a liczebność pozostałych spadła o 30 proc. W Holandii badania sugerują, że przetrwało zaledwie 16 proc. liczebności motyli obecnych pod koniec XIX wieku.
Hiszpańscy badacze opisują bardzo podobny mechanizm jak brytyjscy. Rob Wilson, entomolog z Museo Nacional de Ciencias Naturales w Madrycie, od kilku lat prowadzi regularne obserwacje w okolicach Colmenar Viejo. „W ciągu tych ośmiu lat gatunki, które kiedyś były liczne, stały się rzadkie, a inne, które i tak były nieliczne, przestały się pojawiać” mówi.
W Katalonii dane z monitoringu prowadzonego od 1994 roku pokazują spadek populacji motyli o 30 do 40 proc.Wśród gatunków łąkowych część straciła połowę liczebności, a wśród leśnych zdarzają się wzrosty, ale średni bilans nadal jest ujemny.
Są sukcesy, ale nie odwracają trendu
Ten obraz nie jest całkowicie jednolity. Dane z brytyjskiego monitoringu pokazują również, że dobrze zaplanowana ochrona przyrody może działać. Najmocniejszy przykład to modraszek arion. Gatunek uznano w Wielkiej Brytanii za wymarły w 1979 roku, a potem odtworzono dzięki reintrodukcji na odpowiednio zarządzanych murawach w Somerset. Od 1983 roku jego liczebność wzrosła o 1866 proc.
Podobnie było z innymi rzadkimi gatunkami. „Silver-spotted skipper” (Epargyreus clarus) zwiększył liczebność o 300 proc., a ogończyk śliwowiec o 844 proc. To pokazuje, że w wielu przypadkach wiadomo już, co trzeba robić: odtwarzać odpowiednie siedliska, przywracać mozaikę krajobrazu, dbać o konkretne rośliny żywicielskie i właściwy sposób użytkowania terenu.
Fox ujmuje to bez ozdobników: „Po prostu musimy robić tego znacznie więcej”. Problem nie polega więc na całkowitym braku wiedzy. Polega na skali działań. Miejscowe sukcesy nie równoważą strat, jeśli cały krajobraz nadal upraszcza się pod presją intensywnego rolnictwa, zabudowy, zanieczyszczeń i zmian klimatu.
Fox zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: „Nie chodzi tylko o to, że całkowita liczba motyli spadła. Chodzi też o to, że erozji ulega różnorodność”. To chyba najważniejszy wniosek z brytyjskich i hiszpańskich danych. Zostają gatunki bardziej pospolite i odporne. Znikają te, które były związane z bardziej złożonym krajobrazem. A wraz z nimi znika część zależności między roślinami, owadami i sposobem użytkowania ziemi.

