– Całokształt białoruskich działań na przestrzeni ostatnich dwóch lat, mający na celu przygotowanie państwa i sił zbrojnych do ewentualnej wojny, miał przemyślany i kompleksowy charakter. Niemniej, przez wzgląd na liczne ograniczenia, między innymi  finansowe, Białoruś nadal nie jest w stanie samodzielnie zagrozić państwom bałtyckim czy Polsce przy użyciu siły militarnej – uważa Skorupa, który specjalizuje się w obserwowaniu aktywności białoruskiego wojska.

Spokojnie, to tylko ćwiczenia

Najnowsze ogłoszone białoruskie ćwiczenia dotyczą obrony terytorialnej (OT). Ministerstwo obrony w oficjalnym komunikacie poinformowało, że odbywają się one w obwodach homelskim i grodzieńskim graniczących z Polską, Litwą i Łotwą. Mają sprawdzać gotowość obrony terytorialnej na wypadek wprowadzenia stanu wojennego i konieczności obrony przed agresją zewnętrzną. – Przebieg ćwiczeń jednostek OT prowadzonych w poszczególnych rejonach oraz obwodach był i pozostaje relatywnie standardowy. Kolejno wezwanie rezerwistów, sformowanie pododdziału lub oddziału, zgrywanie jego elementów i podsumowujące ćwiczenie dowódczo-sztabowe. Trzeba jednak podkreślić zauważalne zwiększenie ich skali oraz częstotliwości – mówi Skorupa

Utworzono też nową formację nazywaną milicję ludową, która jest przewidziana dla ochotników niemających przydziałów mobilizacyjnych, których zadaniem będzie wspomagać służby mundurowe w rejonie swojego miejsca zamieszkania. Owi milicjanci też zaczęli ćwiczyć z OT. – Warto zauważyć, że niezależnie od ćwiczeń wojskowych, w ciągu ostatnich dwóch lat na Białorusi prowadzono liczne zajęcia dla organów administracji publicznej, zarówno cywilnej jak i wojskowej, przygotowujące ich przedstawicieli do realizacji działań w czasie kryzysu i wojny – dodaje analityk. To pokazuje, że Mińsk w sposób „przemyślany i kompleksowy” podchodzi do tematu poprawy zdolności do mobilizacji państwa i społeczeństwa.

Skorupa podkreśla jednocześnie, że to nie oznacza, iż Białoruś stała się nagle zagrożeniem dla Polski czy innych graniczących z nią państw NATO. – Nie dopatrywałbym się zagrożenia w ćwiczeniach białoruskiej OT, co wynika zarówno z charakteru jak i roli tej formacji, ale także zasobów ludzkich i sprzętowych, którymi ona dysponuje – mówi analityk i dodaje, że w jego opinii taka ocena dotyczy także całokształtu ćwiczeń białoruskich sił zbrojnych. Czyli kolejne ogłoszenia o ćwiczeniach Białorusinów nie powinny spędzać snu z powiek cywilów w Polsce. Ich możliwości są ograniczone. Co więcej, część białoruskich poligonów znajduje się blisko granicy z NATO i w zasięgu obserwacji sojuszniczych systemów rozpoznawczych. – Można zatem zakładać, że ewentualne zagrożenie z tego kierunku zostałoby wykryte odpowiednio wcześnie – stwierdza Skorupa.

– Kreowane w oficjalnym przekazie białoruskim twierdzenia na temat samodzielnego uderzenia w rejonie tak zwanego przesmyku suwalskiego, należy traktować raczej w kategoriach gry prowadzonej na użytek wewnętrzny – uważa analityk Rochan Consulting.

Białoruskie wojsko się zmienia i korzysta z rosyjskich doświadczeń

To w znacznej mierze efekt tego, że białoruski dyktator Aleksandr Łukaszenka jest w trudnej dla siebie sytuacji. Po sfałszowaniu wyborów w 2020 roku i brutalnej pacyfikacji społeczeństwa oraz udzieleniu daleko idącego wsparcia Rosji w inwazji na Ukrainę, kontakty z Zachodem przeżyły załamanie, a kraj został objęty dalszymi sankcjami. Dyktator jest w daleko idącym stopniu uzależniony od Kremla i musi zmagać się z kryzysem gospodarczym. Jego recepta jest podobna do tej stosowanej przez Władimira Putina, czyli represje, militaryzacja kraju i narracja o konflikcie z wrogim Zachodem. Standardowym jej elementem jest twierdzenie, że Polska szykuje się do inwazji na Białoruś, wobec czego konieczne są przygotowania do obrony. W takich realiach zwiększenie aktywności ćwiczeń nie może dziwić. Zwłaszcza, że Białoruś nie ma środków, aby istotnie zwiększyć siły zbrojne i je unowocześnić. Robi więc, co może, przy ograniczonych zasobach.

– Po pierwsze białoruskie siły zbrojne dokonały szeregu korekt w programach szkolenia bojowego, adaptując doświadczenia zebrane przez Rosjan na Ukrainie. Ogólnodostępne materiały potwierdzają, iż większy nacisk położono na szkolenie indywidualne – mówi Skorupa. – Niedawno z ust białoruskiego prezydenta padła nawet zapowiedź całkowitej rezygnacji z nauki musztry, na korzyść innych bardziej przydatnych umiejętności – dodaje. Takich jak na przykład walka w okopach czy medycyna pola walki. Białorusini duży nacisk kładą też na szerokie wprowadzenie dronów, także do jednostek niższych szczebli. – Do programów szkolenia wprowadzono chociażby zrzucanie granatów przy pomocy bezzałogowych statków powietrznych czy korygowanie ognia pośredniego na dużych dystansach z ich pomocą – opisuje analityk. Do tego prawdopodobnie formowane są pododdziały przeznaczone do zwalczania bezzałogowców.

Na wyższych szczeblach duży nacisk ma być kładziony na zwiększenie samodzielności w prowadzeniu działań. Brak tej umiejętności jest jednym z istotniejszych problemów wojsk państw poradzieckich. Na dużą skalę trenowana jest też zdolność do szybkiego oraz sprawnego przejścia oddziałów ze stanu pokojowego na wojenny. – Na przykład w kwietniu 2023 roku przeprowadzono ćwiczebne rozwinięcie 11. Brygady Zmechanizowanej do struktur czasu wojny, co skorelowane było z wezwaniem kilku tysięcy rezerwistów oraz podjęciem sprzętu pozostającego w bazach przechowywania – mówi Skorupa. W Polsce tego rodzaju ćwiczenia są rzeczą niesłychaną od czasów PRL.

Aktualnie Białorusini ćwiczą coś podobnego, obok wspomnianych na początku ćwiczeń OT. Jeszcze w marcu rozpoczęto tak zwaną kontrolę gotowości bojowej między innymi 19. Brygady Zmechanizowanej. To też oznacza wezwanie kilku tysięcy rezerwistów i podjęcie sprzętu z baz przechowania. – Dodatkowo niektóre działania odbywają się to poza poligonami, co jest kolejnym utrudnieniem zwiększającym realizm szkolenia – zaznacza Skorupa. Wezwani aktualnie pod broń rezerwiści mają przechodzić szkolenie pod okiem instruktorów, którzy uprzednio sami przeszli cykl szkolenia w Rosji, chłonąc rosyjskie doświadczenia z wojny w Ukrainie. Według Skorupy, prawdopodobnie jest, że Białorusini wysłali już kolejną kilkudziesięcioosobową grupę żołnierzy do rosyjskiego 333. Centrum Szkolenia Bojowego na poligonie Mulino.

– Na oddzielną wzmiankę zasługuje także intensyfikacja szkolenia rezerwistów. Rocznie jest to około 10 tysięcy obywateli, którzy w ramach zazwyczaj kilkunastodniowych zbiórek mają możliwość odświeżenia swoich umiejętności oraz nabycia doświadczenia w obsłudze nowszego sprzętu wojskowego – opisuje analityk. W ich szkolenie są zaangażowani między innymi byli członkowie grupy Wagnera, posiadający doświadczenie bojowe.

Mimo wszystko, to nie jest ta skala

Skorupa zaznacza, że pomimo tego wszystkiego skala większości białoruskich ćwiczeń nadal nie jest wielka, co jest wynikiem ograniczonego potencjału całych sił zbrojnych i państwa. – Większość przedsięwzięć szkoleniowych, pomimo obecnej w mediach otoczki informacyjnej, angażuje relatywnie niewielkie siły. Bez wątpienia niewystarczające do skutecznych działań zbrojnych przeciwko państwom Sojuszu Północnoatlantyckiego – mówi analityk. Jako przykład podaje aktualny sprawdzian gotowości bojowej obejmujący formalnie dwie brygady. Wspomnianą 19. BZ i do tego jedną obrony powietrznej. – Bezpośrednio w rejony przygraniczne przerzucono najprawdopodobniej tylko wybrane pododdziały dwóch batalionów (batalion to około pół tysiąca ludzi i np. w pancernym 31 czołgów – red.) 19. BZ. Zważywszy na fakt, że podczas ostatniej inspekcji białoruskiego prezydenta, dowódca Północno-Zachodniego Dowództwa Operacyjnego przyznał, iż równolegle na litewskim poligonie Pabrade znajdują się trzy pełne bataliony państw NATO, liczba ta nie wydaje się robić wielkiego wrażenia – stwierdza Skorupa.

Takiej ogólnej oceny nie zmienia fakt, że od 2022 roku Białorusini otrzymali z Rosji między innymi systemy rakiet balistycznych/manewrujących Iskander czy przeciwlotniczych S-400. – Do służby wprowadzono też śmigłowce Mi-35M, kolejny dywizjon systemów artylerii rakietowej Polonez, batalionowy zestaw transporterów BTR-82A czy szereg nowych lub zmodernizowanych systemów łączności, walki radioelektronicznej i środków radiotechnicznych – opisuje analityk. Formowane jest nowe dowództwo operacyjne, powstał już nowy pułk obrony powietrznej, oraz pododdziały bezzałogowców czy walki radioelektronicznej.

– W związku ze wszystkim, co zostało powiedziane, można dojść do wniosku, iż zdolności białoruskiego wojska uległy zwiększeniu. Należy jednak pamiętać, iż równolegle z powyżej opisywanymi procesami, białoruska armia przekazywała rosyjskiej zarówno swój sprzęt, jak i amunicję oraz paliwo. Dodatkowo, poza wskazanymi wcześniej wyjątkami park sprzętowy białoruskich jednostek pancernych, zmechanizowanych czy artylerii pozostawał niezmieniony – mówi Skorupa. Co oznacza, że ciągle się starzeje, a wraz z intensywniejszymi szkoleniami i wydzieleniem dodatkowych sił do obrony granicy, dodatkowo szybciej się zużywa. Przekłada się to na zacytowane na wstępie zdanie o tym, że w ocenie analityka Białoruś jest w stanie samodzielnie zagrozić państwom bałtyckim czy Polsce przy użyciu siły militarnej.

Dodatkowo w ocenie Skorupy siły zbrojne Białorusi powinny być postrzegane mimo wszystko jako przedłużenie armii rosyjskiej, a nie jako całkowicie samodzielny byt. – Oczywiście, nie znaczy to, że białoruska armia nie jest w stanie prowadzić s operacji obronnej. Niemniej, czy gdyby białoruskie władze były przekonane o jej ewentualnym powodzeniu, to czy potrzebowałyby na swoim terytorium rosyjskiej broni atomowej? – stwierdza analityk.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.