
W piątek (5 czerwca) Szeptycki na antenie radia TOK FM został zapytany o miejsce UPA w ukraińskiej pamięci historycznej. Jak stwierdził, była to formacja walcząca o niepodległość Ukrainy i „trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni”, zastrzegając jednocześnie odrębność oceny zbrodni wołyńskiej.
Do jego słów odniósł się podczas spotkania z wyborcami w Nowym Targu Przemysław Czarnek. – Natychmiast do dymisji i to cały rząd z Tuskiem na czele, bo to jest zdrada narodowa – wzywał
Czarnek wzywa do dymisji rządu
Czarnek, wskazywany przez Prawo i Sprawiedliwość jako kandydat na przyszłego premiera, ocenił, że obecność Szeptyckiego w rządzie jest „potężnym skandalem”. – Mówi o ludobójcach na Wołyniu, że byli to jakby polscy żołnierze niezłomni – zarzucił politykowi. Wiceszef Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że „taki człowiek nie powinien być w polskim rządzie”.
Były minister edukacji zarzucił rządowi odpowiedzialność za braki kadrowe w ochronie zdrowia oraz zadłużenie placówek medycznych. Krytykował również politykę migracyjną i klimatyczną Unii Europejskiej oraz działania rządu w zakresie bezpieczeństwa państwa.
Odniósł się także do działalności Ministerstwa Kultury, zarzucając resortowi wspieranie twórców „obrażających polskość”. Poruszył również kwestię interwencji Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak w sprawie zakończenia akcji darmowych lodów dla uczniów z czerwonym paskiem w Pszczynie.
Przydacz oburzony słowami Szeptyckiego: Co ten człowiek jeszcze robi w rządzie?
Wcześniej do słów Szeptyckiego odniósł się także Marcin Przydacz. – Nie ma zgody na to, aby porównywać morderców dzieci i kobiet do polskich bohaterów podziemia z Armii Krajowej, do polskich bohaterów podziemia antysowieckiego po 1944 roku – zaznaczył, o czym pisaliśmy na Gazeta.pl.
– Co ten człowiek jeszcze robi w polskim rządzie, po takiej wypowiedzi? Następnego dnia powinien albo sam złożyć dymisję ze wstydu, albo powinien zostać wyrzucony. A jeśli Donald Tusk tego nie chce robić, to jeżeli pan Zgorzelski, pan Kosiniak bronią polskiej historii, polskiej prawdy, powinni zażądać w trybie pilnym od ministra i od premiera, żeby tego człowieka wyrzucić z polskiego rządu – stwierdził szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej.
„Trzeba twardo domagać się minimalnego szacunku”
Przydacz odniósł się też do decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego z końca maja, który nadał jednej z jednostek sił zbrojnych swego kraju imię „Bohaterów UPA”. – Jest absolutnie wskazane, bo jest poparte prawdą historyczną i tutaj trzeba twardo domagać się minimalnego szacunku do pomordowanych, poprzez ekshumacje, poprzez ich ponowny pochówek i poprzez odejście strony ukraińskiej od gloryfikacji tych bandytów i zbrodniarzy – uznał.
Decyzja Zełenskiego dotycząca „Bohaterów UPA” spotkała się z oburzeniem polityków, w tym Karola Nawrockiego. Prezydent zapowiedział na poniedziałek (8 czerwca) posiedzenie Kapituły Orderu Orła Białego i zaproponował, aby jednym z punktów posiedzenia było odebranie Zełenskiemu tego odznaczenia.
Przypomnijmy, że UPA, czyli Ukraińska Powstańcza Armia, była formacją nacjonalistyczną dążącą do utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego. W latach 1943-1945 jej oddziały przeprowadziły czystki etniczne wymierzone w polską ludność cywilną, głównie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Według polskich historyków w ich wyniku wymordowano od kilkudziesięciu do ponad 100 tys. ludzi, w tym kobiet i dzieci.

