Grzegorz Sroczyński: Jakim prezesem był Obajtek?

Jakub Wiech: Prezesem z ułańską fantazją. Jego kadencja w Orlenie to przede wszystkim wielkie fuzje i przejęcia. Rozmach. Orlen miał rosnąć, rosnąć i rosnąć, żeby stać się motorem całej polskiej transformacji energetycznej, centralnym dawcą bezemisyjnych zielonych technologii dla gospodarki, a do tego miał zawojować rynki zagraniczne. Nie tylko te, które Orlen już opanował – Litwę, Czechy, do pewnego stopnia Słowację – ale też miał walczyć tam, gdzie konkurencja jest trudniejsza, czyli w Niemczech i Austrii. Taki był master plan Obajtka.

Oszołomski master plan?

Nie. To się biznesowo nawet broniło, tyle że nie szło tak, jak zakładano.

Nie szło?

Bo Obajtek jechał w kolejce górskiej połączonej z diabelskim młynem. Większość swoich pomysłów musiał realizować w czasie pandemii, kiedy rynki spadły w prawdziwą przepaść, potem Putin zaczął pełnoskalową wojnę w Ukrainie i wybuchł światowy kryzys energetyczny, rynki paliwowe znów szalały. Czy opłacało się w takich okolicznościach łączyć Orlen i Lotos? Czy należało sprzedawać Saudyjczykom część Rafinerii Gdańskiej? Czy warto było połykać PGNiG? To się okaże za ileś tam lat. Pewnie kilkanaście. Dziś można udowodnić, że to miało wielki sens biznesowy, ale tak samo można udowodnić, że było to głupie i ryzykowne.

„Pisowska gigantomania”. Pasuje?

Tak też nie da się powiedzieć. To nie była wizja czysto pisowska, skoro cały zakon PC spiskował przeciwko Obajtkowi i jego pomysłom, otoczenie Kaczyńskiego go nie znosiło, tyle że on z nimi nieustannie i spektakularnie wygrywał.

Dlaczego wygrywał?

Bo najlepiej trafiał do ucha prezesa Kaczyńskiego. Wierny druh prezesa – Piotr Naimski – został wyrzucony z rządu w przeddzień głosowania fuzji Orlenu i Lotosu. Były prezes PGNiG Piotr Woźniak poszedł nawet do TVN – czyli zdradził najgorzej – żeby tam opowiadać, że ta fuzja to dramat i ukryte koszty.

„Fuzja Orlenu z Lotosem to największa afera III RP” – powtarzają politycy Platformy.

Nie sądzę. Chyba że w czasie audytu wyskoczy z dokumentów coś spektakularnego.

„Odwrócimy tę szkodliwą fuzję”.

Nie zrobią tego. Po pierwsze: to bez sensu. Po drugie: ogromne koszty. Po trzecie: musieliby się kopać z Saudi Aramco, czyli z największa firmą naftową świata.

Ale po co to właściwie było? Po co ta cała fuzja?

Mówiło się o niej już przed Obajtkiem. Masz dwie spółki paliwowe działające na tym samym rynku i w tej samej branży, które trochę niby konkurują, ale tak naprawdę to nie, bo obie należą do tego samego właściciela, czyli do skarbu państwa. Ma to sens? Nieprzesadny. Taki układ nie daje realnej konkurencji rynkowej. Albo trzeba sprywatyzować jedną z tych spółek, żeby ruszyła prawdziwa rywalizacja, albo trzeba je połączyć i mieć z tego inną korzyść: wzmocniony wielki koncern, który może być narzędziem do realizacji interesów państwa. Postanowiono zrobić to drugie. Obajtek dodatkowo poszerzył tę wizję o kolejne spółki, bo wchłonął Energę, wchłonął PGNiG, przejął Ruch i Polska Press. Zaczął robić z Orlenu multigiganta jak z opowieści o koreańskich czebolach, które stają się silniejsze niż niektóre rządy.

Po co?

On uważał, że transformacja energetyczna nie będzie robiona rękami polskich polityków, którzy generalnie nie ogarniają tego tematu i nieprzesadnie są kompetentni, tylko zostanie scedowana na potężną spółkę, czyli na Orlen pod jego światłym kierownictwem. To było myślenie skopiowane w gruncie rzeczy od Niemców, że duże spółki realizują interes państwa, nawet jeśli są prywatne. Uważał, że Polska musi szybko wejść w zieloną transformację i dekarbonizację, a będzie to robił Orlen, więc bez mocnego Orlenu nie poradzimy sobie z odejściem od węgla.

Zielona transformacja, odejście od węgla? Pisowiec?

Bo Obajtek to nie jest postać jednoznaczna. Orlen opracował strategię neutralności klimatycznej i rozpoczął to Obajtek. Jako jeden z niewielu prezesów polskich spółek energetycznych nigdy nie siedział w gronie leśnych dziadków, którzy opowiadali banialuki, że zmiany klimatu to lewactwo, a my będziemy dobrze żyć z węglem. Jak zachował się prezes PGE Wojciech Dąbrowski w sprawie nowej strategii swojej spółki, która zakładała szybsze odejście od węgla? Gdy tylko górnicy ogłosili, że nie będzie żadnej dekarbonizacji, to się przestraszył i wycofał. Obajtek od początku mówił, że trzeba powiększyć Orlen, żeby dał radę wziąć na siebie koszty inwestycyjne w farmy wiatrowe i słoneczne, w technologie wodorowe – twierdził, że po to właśnie przejął PGNiG. Orlen miał mocno wejść w energetykę jądrową i stawiać małe reaktory modułowe SMR nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Środkowej.

To w ogóle było realne? Czy kiedy w gronie ekspertów od energetyki rozmawialiście o tych mocarstwowych planach Orlenu, to raczej rechotaliście, czy raczej kiwaliście głowami, że to ma ręce i nogi?

Różnie. Na pewno nie było dla nas oczywiste, że te plany to pisowskie oszołomstwo i gigantomania. Orlen tak naprawdę próbował powtórzyć drogę, którą przeszły wielkie europejskie koncerny. Austriacki OMV też ma aktywa energetyczne, gazowe, naftowe, a do tego produkuje plastiki. Podobna konstrukcja. Różnica jest taka, że OMV czy włoski koncern Eni zgromadziły to wszystko jeszcze przed restrykcyjnymi regulacjami Unii dotyczącymi wspólnego rynku, czyli nie musiały tłumaczyć się przed Brukselą z fuzji i dołączania kolejnych aktywów. Teraz mamy wspólnotowe prawo europejskie, które mocno zwiększa koszty takich wielkich wizji.

Bo Bruksela zaczęła się czepiać Orlenu?

Nie chodzi o czepianie się. Komisja Europejska ma obowiązek nie dopuścić do tego, żeby na jakimś rynku została zaburzona konkurencja. Mają to wpisane w traktatach. I Bruksela uznała, że nieskrępowana fuzja Orlenu z Lotosem może zaburzyć konkurencję na polskim rynku paliw. Co prawda – jak mówiłem – ta konkurencja i tak była pozorna i słaba, ale po fuzji powiększony Orlen miałby niemal cały rynek. Więc Bruksela powiedziała tak: okej, połączcie firmy, ale część aktywów Lotosu musicie komuś sprzedać, żebyście nie stali się zagrożeniem dla funkcjonowania rynku.

I dlatego Obajtek sprzedał Saudyjczykom Rafinerię Gdańską?

Musiał, bo kazała mu Bruksela. To był warunek zgody na fuzję: macie odsprzedać kilkaset stacji benzynowych Lotosu, udziały w produkcji paliw lotniczych – ale to były tak naprawdę fistaszki. Główny warunek dotyczył odsprzedaży udziałów w Rafinerii Gdańskiej. Warunek bolesny.

Bolesny?

Bo to wyjątkowy obiekt. Rafineria Gdańska przeszła kosztowną modernizację w ramach projektu EFRA – efektywnej rafinacji – i stała się jedną z najnowocześniejszych rafinerii w Europie, a może nawet na świecie. To była perła w koronie Lotosu, najważniejszy element.

Dlaczego Bruksela akurat to kazała sprzedać?

Orlen posiadał już rafinerię w Płocku, rafinerię w Możejkach na Litwie, rafinerię w Kralupach w Czechach, gdyby jeszcze miał sto procent w Rafinerii Gdańskiej, to nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Środkowej byłby dominującym graczem. Bruksela nie kazała Orlenowi całkowicie się pozbyć Rafinerii Gdańskiej, tylko sprzedać co najmniej 30 procent udziałów jakiemuś zagranicznemu inwestorowi.

„Obajtek zaniżył cenę Rafinerii Gdańskiej o 3,5 miliarda”. „NIK podaje, że cena została zaniżona o siedem miliardów” . „Ktoś wziął pieniądze!” – cytuję nagłówki i wypowiedzi polityków z zeszłego tygodnia.

Moim zdaniem tu nie ma afery. Klucz do zrozumienia procesu fuzji Orlenu z Lotosem leży w osadzeniu go w czasie i zrozumieniu metod wyceny. Komisja Europejska wydała zgodę warunkową w sierpniu 2020 roku. Taka zgoda to specyficzny mechanizm, bo jeśli Bruksela domaga się odsprzedaży tak ważnych aktywów, to musi wiedzieć, że znajdzie się na to nabywca. Inaczej ktoś mógłby postawić zarzut, że warunki są nierealne i zostały postawione tylko po to, żeby uniemożliwić jakąś transakcję. Innymi słowy Bruksela w połowie 2020 roku musiała wiedzieć, że nabywca się znajdzie, bo prawdopodobnie Orlen już wtedy przyprowadził Saudyjczyków. A to z kolei oznacza, że jakieś ustalenia cenowe musiały zapaść już wtedy.

I co z tego wynika?

No na przykład to, że mówimy o połowie 2020 roku. Przypomnij sobie, jaki to czas: od kilku miesięcy trwa pandemia, wartość aktywów z sektora naftowego leci na łeb na szyję. W coraz nowych miejscach ogłaszano lockdowny, pełna panika, ropa naftowa w kontraktach futures na maj 2020 roku spadła poniżej poziomów zerowych, czyli producenci ropy dopłacali, byle ktoś ją zechciał zabrać z przepełnionych magazynów. Nagle okazało się, że na świecie mamy za dużo ropy i zaczęto ją trzymać w tankowcach, które stały w portach. To był najgorszy moment, żeby handlować takimi aktywami jak rafineria, bo nikt nie wiedział, co się będzie działo.

Przecież wiadomo było, że to zamieszanie jest tylko chwilowe. 

Wtedy? No skąd! Nikt nie wiedział, czy pojawi się szczepionka, jak długo potrwa pandemia i co będzie ze światową gospodarką. Nie pamiętasz tych wszystkich tytułów? „Po pandemii nic już nic nie będzie takie samo”. „Pandemia na trwałe zmienia gospodarkę”. Generalnie mało osób wiedziało cokolwiek, zdawaliśmy sobie tylko sprawę, że panuje ogromna niepewność, a już w sektorze paliwowym trwał istny armagedon. I właśnie wtedy Orlen musiał negocjować wstępnie kontrakt z Saudyjczykami, bo działał na musiku, musiał dopiąć tę fuzję.

Musiał?

Miał na to ograniczony czas, a w dodatku rozmawiał z potężną Saudi Aramco, który zatrudnia najlepszych na świecie negocjatorów branży naftowej. Natomiast ostateczną umowę z Saudyjczykami podpisano w listopadzie 2022, kiedy sytuacja była drastycznie inna.

Inna? Czyli?

Odwrotna. Trwała już pełnoskalowa wojna w Ukrainie, wybuchł kryzys energetyczny, a ceny paliw oszalały, tyle że tym razem w górę i każda rafineria to była żyła złota. W Europie zabrakło gazu, bo Rosja odcięła dostawy, więc cześć przemysłu przeszła na zasilanie olejem napędowym i cena paliwa jeszcze dodatkowo skoczyła. Koncerny paliwowe zarabiały na tym bimbaliony. Różnica między ceną wynegocjowaną przez Orlen wcześniej, a wartością firmy w 2022 roku jest znaczna. I to naturalne, bo mieliśmy zupełnie inne warunki makroekonomiczne.

Nie można było wtedy Saudyjczykom powiedzieć: „No, sorry, zmieniły się okoliczności, płaćcie więcej”?

Można było. I prawdopodobnie w pewnym momencie Orlen tak powiedział, tylko czy mógł grać ostro z Saudyjczykami? Miał nóż na gardle, oni to wiedzieli, bo bez tej transakcji nie byłoby zgody Brukseli na fuzję, no i pytanie kluczowe, czy istniał jakiś alternatywny kupiec. „Jak wy nie chcecie płacić więcej, to tamci kupią”. Jeśli możesz coś takiego powiedzieć, to masz jakąś pozycję negocjacyjną, a bez tego nawet ciężko blefować. 

Sam mówiłeś, że Rafineria Gdańska to perła w koronie. Każdy ją chciał kupić. Nie było tak?

I tak, i nie. Ta perła na pewno nieźle zarabiała w czasie kryzysu energetycznego po wybuchu wojny, ale dziś już okres rekordowych zysków minął. Poza tym ładowanie kasy w tego typu biznes jak rafineria, kiedy mamy w Europie ostrą politykę klimatyczną, nie jest takie znowu superprzyszłościowe. Wiesz jak banki na to patrzą? Coraz cześciej wolą się trzymać z dala od sektora paliw kopalnych. Nie do końca więc wiadomo, czy wycena takich aktywów – nawet nowoczesnych – rzeczywiście może być tak wysoka, jak twierdzą niektórzy. Rafinerię można wyceniać w taki sposób, że liczy się, ile kosztowałoby zbudowanie drugiej takiej samej jednostki. Handlowo jest to wyliczenie mało racjonalne.

Czyli twoim zdaniem z tą obajtkowa fuzją wszystko było okej?

Pojawia się cienki moment.

Cienki moment?

Bo mówimy o połączeniu Orlenu i Lotosu, czyli sztandarowym projekcie Daniela Obajtka. Projekt był obarczony mocną krytyką polityczną nie tylko ze strony ówczesnej opozycji, ale też we własnym obozie. Więc wyobraź sobie, że Orlen negocjuje ostrzej, w pewnym momencie Saudyjczycy się wykruszają, nikt inny w ten deal nie chce wejść, fuzja zostaje odwołana i przeciwnicy tego projektu dostają amunicję.

Woźniak z Naimskim wracają w chwale, a Obajtek wychodzi na kretyna?

Tak. Więc to była również gra o pozycję Obajtka w Orlenie i w obozie władzy. Pamiętasz jak o nim mówiono w PiS? „Daniel Wszystko Mogę Obajtek”. No i nagle by się okazało, że jednak „Daniel Nie Wszystko Mogę”. To byłby jego koniec, gdyby ta fuzja nie wyszła. Pytanie, na ile te wątki osobiste zaważyły na całościach negocjacji.

Ty co uważasz?

Bez spojrzenia w dokumenty negocjacyjne ocena jest niemożliwa. Ale obstawiam, że fuzja Orlenu z Lotosem jednak się obroni. Oni prowadzili negocjacje w innych realiach, niż później podpisywali umowę, bo cały ten czas od pandemii aż do wojny to istny rollercoaster na rynkach, co parę miesięcy wszystko się zmieniało.

No to może trzeba było odpuścić i ten sztorm przeczekać?

Może trzeba było.

Być może Orlen zgodził się na niską cenę za udziały w Rafinerii Gdańskiej z innego powodu: żeby wciągnąć Aramco w inwestycje w petrochemię oraz zagwarantować sobie dobre kontrakty na dostawy ropy od Saudyjczyków.

W umowie podobno zapisano sto milionów baryłek ropy rocznie.

Arabia Saudyjska jest teraz głównym dostawcą ropy do Polski. Udało się całkowicie zastąpić surowiec z Rosji.

No to jeśli nie musimy brać ropy rosyjskiej, to chyba jest to warte każde pieniądze?

Tak bym też nie powiedział. Saudyjczycy i tak by nam ropę sprzedawali, bo to są handlowcy. Ale nie wiemy, jakie warunki wynegocjowano, wiążąc te nowe dostawy ropy ze sprzedażą udziałów w Rafinerii Gdańskiej.

Analityk Piotr Kuczyński pisze, że płacimy sześć dolarów poniżej ceny spotowej. Cokolwiek to znaczy.

Jeżeli faktycznie udało się od Saudów wytargować cenę ropy poniżej spotowej, to jest to dobra wiadomość. Ale trzeba poznać całą formułę cenową, żeby to ocenić.

Czyli teraz Saudyjczycy w gruncie rzeczy sami sobie sprzedają ropę do swojej rafinerii w Polsce, więc sprzedają taniej?

Można tak powiedzieć. Sprzedają do częściowo swojej rafinerii – pamiętaj, że mają 30 procent udziałów w Rafinerii oraz prawo do połowy zysków z produkcji oleju napędowego i benzyny. I zapewniają obecnie prawie połowę dostaw surowca dla całego Orlenu.

No to może Obajtek zrobił dobry interes, wpuszczając Saudów do Rafinerii Gdańskiej?

To się okaże. Chcę ci po prostu pokazać, że ta transakcja ma różne okoliczności, nie jest to prosta piłka: „największa afera w III RP” albo „najlepszy deal trzydziestolecia”. Bo takimi hasłami obie strony się przerzucają.

Jeśli Obajtek na komisji śledczej powie coś w stylu: „Szanowni państwo, ta cena za udziały w Rafinerii Gdańskiej może faktycznie była beznadziejna, ale przecież wybuchła wojna, myśmy musieli natychmiast zastąpić czymś rosyjską ropę, Saudowie nam to zagwarantowali, więc odczepcie się, to był interes państwa polskiego”. Kupujesz takie tłumaczenie?

Nie do końca kupuję. Po pierwsze ropę od Rosjan myśmy brali dużo dłużej, dopiero w lutym 2023 roku przestaliśmy to robić i to nie sami z siebie, tylko Rosjanie zakręcili nam kurek. Po drugie główne negocjacje z Saudi Aramco trwały jeszcze przed lutym 2022, więc nie jest tak, że wybuchła wojna, Obajtek nagle wymyślił genialne rozwiązanie, żeby się uniezależnić od Rosjan. Ale prawdą jest, że plany od dawna były właśnie takie – nawet bez pełnoskalowej wojny w Ukrainie – żeby ropa z państw arabskich za kilka lat całkowicie zastąpiła ropę z Rosji. I to się udawało, udziały ropy rosyjskiej w przerobie Orlenu za Obajtka istotnie spadały.

Czytam takie komentarze: „Arabia Saudyjska to państwo prorosyjskie, za chwilę te udziały w Rafinerii Gdańskiej może odsprzedać Rosjanom”. Prawda?

To bzdura. Arabia Saudyjska jeszcze w 2020 roku toczyła z Rosją wojnę handlową. Te dwa kraje czasem mają wspólne interesy i rzeczywiście zawierają rozmaite deale, ale często się ścierają, a Saudowie generalnie bardziej trzymają z USA. Rafineria Gdańska jest dość dobrze zabezpieczona prawnie w Polsce, znajduje się na liście podmiotów podlegających szczególnej ochronie, gdyby Saudi Aramco chciało te aktywa komuś sprzedać, polski rząd musi wyrazić zgodę, więc taki scenariusz, że Rosnieft przychodzi i chce to kupić, nie istnieje. Gdyby nawet Saudowie taką umowę po cichu zawarli, to i tak Polska może ją unieważnić. Od wybuchu wojny w Ukrainie prawo własności w Europie nie jest już święte. Kiedy Niemcy się zorientowali, że kontrolę nad ich magazynami gazu i rafinerią w Schwedt mają Rosjanie, to ich po prostu zaczęli wywłaszczać. I nikt się nie oburzał, że to wbrew prawu własności.

Czyli Obajtek miał wizję, żeby zbudować państwowego molocha, to się udało, tylko nie wiemy, jak to się skończy biznesowo?

Tak. Orlen to największa spółka w Europie Wschodniej, największy pracodawca na Litwie, jeden z największych pracodawców w Czechach. Ma stację benzynowe od Niemiec przez Czechy, Słowację, Austrię, Węgry. Tego nie zaczął Obajtek, ale rozrost Orlenu za jego kadencji przyspieszył. Nie da się powiedzieć, że Obajtek uprawiał oszołomstwo, natomiast da się powiedzieć, że jako prezes odznaczał się ułańską fantazją. I ma też sporo za uszami.

Co ma za uszami?

Moim zdaniem dużo większym skandalem niż fuzja z Lotosem jest przedwyborczy manewr z cenami paliw. Kompletnie nieprzejrzysty. Od sierpnia 2023 roku ceny paliw w hurcie zaczęły się rozjeżdżać z cenami w całej Europie Środkowo-Wschodniej, dochodzimy coraz bliżej wyborów 15 października, a cena na Orlenie wynosi 5,99 zł za litr benzyny 95, czyli zawsze poniżej sześciu złotych.

Żeby dobrze to wyglądało?

Prawdopodobnie. Wszędzie w Europie jest drożej, ceny rosną, a na Orlenie dzieje się odwrotnie. Jeśli faktycznie Orlen sztucznie zaniżał ceny paliw z powodów politycznych, to jest to działanie na szkodę spółki i kwalifikuje się na zarzuty prokuratorskie. Ale to nie koniec. Bo pojawia się drugi zarzut, że Orlen przed wyborami sięgnął po zapasy interwencyjne albo strategiczne, rzucił je na rynek, żeby te ceny utrzymać poniżej sześciu złotych. Gdyby to się potwierdziło, no to brak słów.

Dlaczego brak słów?

Wiesz co to są zapasy strategiczne? W niektórych sytuacjach to dla państwa być albo nie być. Na przykład gdyby doszło do uszkodzenia rurociągu paliwowego albo sabotażu w instalacjach przetwórstwa, to te zapasy nas ratują. Polska w razie czego może funkcjonować przez parę miesięcy bez nowych dostaw. Jeśli te rezerwy rzucasz na rynek, żeby obniżyć cenę i dowieźć wynik wyborczy, to narażasz na ryzyko cały kraj. Ministerstwo co prawda stwierdziło – oczywiście za czasów PiS – że rezerwy interwencyjne nie zostały uruchomione, ale nie mamy pewności, czy to nie manipulacja, bo istnieją dwa rodzaje rezerw: kontrolowane bezpośrednio przez rząd oraz te, które kontrolują spółki. I ta sytuacja o wiele bardziej wymaga wyjaśnienia niż fuzja Orlenu z Lotosem. Chociaż rozumiem, że w przypadku fuzji można mówić o wielkich liczbach, siedem miliardów robi wrażenie.

Tusk mówi: „Nawet ktoś taki jak pan Kamiński uważał, że Obajtek robi rzeczy niedopuszczalne”. O co mu chodzi?

O opinię ABW dotyczącą spółki Orlenu, która miała stawiać w Polsce małe reaktory jądrowe, kontrwywiad stwierdził: nie róbcie tego w ten sposób.

Ale dlaczego? Bo te reaktory są niebezpieczne?

Nie w tym rzecz. Kontrwywiad uznał, że projekt jest obarczony „zagrożeniem dla interesów państwa”. Prawdopodobnie chodziło o konstrukcję praw własnościowych w spółce, która miała stawiać te reaktory.

Spółce kogo z kim?

Orlen stworzył joint venture z firmą Synthos Green Energy, która należy do Michała Sołowowa. Natomiast te małe reaktory miało dostarczyć amerykańsko-japońskie konsorcjum GE-Hitachi.

To po co tam w ogóle Sołowow? Nie mógł się Orlen dogadać bezpośrednio z GE-Hitachi?

Tyle że to Sołowow pierwszy dogadał się z GE-Hitachi i zaklepał sobie reaktor BWR-300 na wyłączność.

Wymyślił, że takie reaktory będzie w Polsce stawiał?

Tak.

Po czym Orlen powiedział: ale to my też chcemy?

Owszem. Według mojej wiedzy spółka Synthos Green Energy ma wyłącznosć na budowę reaktorów BWR-300 w Polsce i kilku krajach naszego regionu Europy, między innymi w Czechach.

I to jest dziwne?

W ogóle. Dogadał się, pierwszy zaklepał, no to ma wyłączność na całkiem chodliwy towar.

Te małe reaktory to jest jakiś gamechanger dla energetyki?

Moim zdaniem tak. Obajtek uważał, że to nas szybko uniezależni od energii z węgla. Założenie jest takie, że małe reaktory zjeżdżają z jednej linii w fabryce, na miejsce się je przywozi, montuje i uruchamia. To są niemal kompletne moduły. Nie budujesz wielkiej elektrowni atomowej, co trwa dekadę i beton leje się hektolitrami. Taki mały reaktor BWR powstaje teraz w Kanadzie w Ontario, technologia jest mocno zaawansowana. Idą na to duże pieniądze między innymi z Departamentu Energii USA, który zapoczątkował projekt Phoeniks, czyli projekt zamiany elektrowni węglowych na jądrowe wsparte małymi reaktorami.

I ten pomysł Orlenu na stawianie w Polsce małych reaktorów idzie do przodu czy zdycha?

Formalnie idzie do przodu, a realnie jest zatrzymany. Do wyjaśnienia.

To jaki jest w zasadzie bilans Obajtka? Dobry? Zły? Przeciętny?

A co chcesz usłyszeć? Bo opinie zależą od tego, do jakiej bańki trafisz, jeśli zapytasz tych, którzy polajkowali profil Make Life Harder, to dla nich Obajtek jest tylko memem.

Ale że co? Że wójt Pcimia, he, he, ćwok się nie zna i tak dalej?

To też. Inni pewnie przyznają, że miał mocną wizję, ale był równie mocno uwikłany politycznie. Niektórzy pewnie dodadzą, że fuzje miały sens, bo państwa dziś znowu wzmacniają własne firmy, żeby mieć narzędzia nacisku na innych w czasach geopolitycznej zawieruchy.

A ty co sądzisz?

Brałem kiedyś udział w zwiedzaniu którejś z instalacji Orlenu, Obajtek podszedł do dziennikarzy i powiedział nam coś takiego: „Jak zaczynałem w Orlenie, to usłyszałem radę, że lepiej być zachowawczym, bo nikomu nigdy nie postawiono zarzutów za to, że czegoś nie zrobił. Ale ja nie będę słuchać tych rad, ja się nie boję, będę realizować swoją wizję”. Wiadomo, że w tej gadce Obajtka do nas było sporo PR-u, bo on w autopromocji jest mistrzem. Jak ktoś popatrzy na rozwój jego kariery, to zdolności PR-owe można tylko podziwiać. Poznałem go, kiedy kierował firmą Energa, a potem spotkałem już jako prezesa Orlenu – to były dwie różne osoby. Ten człowiek zmaga się z chorobą Touretta, która rzutuje na swobodę przemawiania, powoduje tiki i inne trudności, a on nieprawdopodobnie się wyrobił, to musiała być ciężka praca nad sobą. Ma silną motywację, żeby cały czas się wspinać i to może być imponujące, że potrafił przekuć siebie z wójta Pcimia na prezesa największego polskiego koncernu, a potem dokonać jednej z największych fuzji w historii polskiej gospodarki.

Ale?

No właśnie. Dobry PR jest ważny, ale nie zastąpi konkretów. Weźmy jego plany odchodzenia polskiej energetyki od węgla. Niby super, ale jednak nie wszystko dobrze policzone. Obajtek ogłosił, że będziemy mieli w Polsce czystą energię z siedemdziesięciu małych reaktorów jądrowych SMR, no a nie będzie ich tyle! Bo wtedy mielibyśmy z nich 20 GW mocy i duże elektrownie atomowe w ogóle nie byłyby nam potrzebne. Przeszacował.

Rozmach?

Tak. I to jest cały Obajtek. Chce być człowiekiem, który wszystkich zachwyci, zarzuci kraj tymi SMR-ami, zarzuci kraj wiatrakami, a wszystko jednak trochę przegięte.

***

Jakub Wiech (1992) – dziennikarz i analityk, redaktor naczelny serwisu Energetyka24.com, autor książek „Globalne ocieplenie. Podręcznik dla Zielonej Prawicy”, „Energiewende. Nowe niemieckie imperium” oraz – najnowszej – „Energetyka po prostu” (wydawnictwo Znak).

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.