
Z jednej strony premier Donald Tusk i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, a z drugiej minister rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, a być może także minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Na szczycie władzy pojawił się nieoczekiwany konflikt, który powstał na życzenie samego premiera. Konflikt, który może kosztować Polskę krocie. Ale od początku.
Donald Tusk w zasadzie jednoosobowo wyrzucił do kosza przygotowywaną od miesięcy ustawę zwiększającą uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy. – Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawę uważam za zamkniętą – ogłosił szef rządu w poniedziałek.
Problem w tym, że jeśli tak się rzeczywiście stanie, Polska straci mnóstwo pieniędzy. Zwiększenie kompetencji PIP to nie widzimisię koalicjantów z Lewicy, ale konkretny kamień milowy do zrealizowania w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Włodzimierz Czarzasty, lider Lewicy, podał nawet kwotę – niezrealizowanie tego zobowiązania może się wiązać z utratą 11 mld zł w ramach KPO.
Zmiany w PIP autorskim pomysłem rządu Tuska
Co jednak najciekawsze – ten zapis to autorski pomysł rządu Tuska. W pierwotnej wersji KPO przygotowywanej przez gabinet Mateusza Morawieckiego nic na ten temat nie było. Punkt A4.7 wskazywał, że należy oskładkować umowy cywilnoprawne. Będąca wówczas w opozycji Koalicja Obywatelska ostro krytykowała ten zapis. I to ona, już po dojściu do władzy, zaproponowała zupełnie nowe rozwiązanie. To nowa koalicja rządząca wprowadziła zapis dotyczący większej roli Państwowej Inspekcji Pracy.
„Nadrzędnym celem reformy jest ograniczenie segmentacji rynku pracy i wzmocnienie roli Państwowej Inspekcji Pracy w skutecznym egzekwowaniu przepisów prawa pracy. W tym celu zmienione zostaną ramy prawne działania Państwowej Inspekcji Pracy, aby m.in. nadać Państwowej Inspekcji Pracy uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych zamieniających nieprawidłowo zawarte umowy cywilnoprawne w umowy o pracę” – czytamy w punkcie A4.7 zmodernizowanego KPO.
Zapis ten pojawił się w dokumencie już po tzw. rewizjach. Rząd od dawna musiał wiedzieć, co się w nim znajduje. Ostatnia rewizja została zaakceptowana 12 grudnia 2025 roku, a rząd przyjął ją trzy miesiące wcześniej. Nie jest więc to sprawa nowa, ale z jakiegoś powodu w ostatniej chwili premier ją zastopował.
KPO. Polska straci środki? Trzy warianty w grze
Co dalej? Rozwiązania są trzy.
Po pierwsze, Polska może całkowicie odejść od realizacji tej obietnicy i tego kamienia milowego, co wiąże się oczywiście z utratą gigantycznych środków.
Po drugie, rząd może dopracować rozwiązania zaproponowane przez resort rodziny w ramach tej ustawy, modyfikując nieco rolę Państwowej Inspekcji Pracy. Taki manewr będzie natomiast trudny i wymagałby sporej gimnastyki prawnej, bo w KPO jest jasno napisane, jakie uprawnienia ma mieć PIP.
Trzecia opcja to użycie innych narzędzi niż PIP, które sprawią, że umowy śmieciowe zostaną zamienione na umowy o prace. Zakres prac musi wpisywać się w obecny kamień milowy, ale potrzebna będzie dodatkowa rewizja, czyli zgoda Brukseli.
Pierwszy wariant – jak wynika ze słów polityków Lewicy – nie wchodzi w grę.
– W miejscu, gdzie jest stosunek pracy, powinna być umowę o pracę, a nie śmieciówka. To problem, z którym Lewica chce walczyć, ale za pomocą jakiego narzędzia, to będziemy rozmawiać. Nie tylko ja, ale również Włodzimierz Czarzasty – mówiła w Sejmie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
– Jeżeli jest takie oczekiwanie, by rozmawiać o innych narzędziach, to jesteśmy do takiej rozmowy gotowi. Każdy może mieć swoje zdanie, ale cel pozostaje ten sam, bo chcemy chronić polskich pracowników – dodawała.
Włodzimierz Czarzasty: – Lewica robi wszystko, żeby nie stracić tych pieniędzy. Mamy świadomość tych 11 miliardów złotych.
Drugi wariant, jak napisaliśmy, byłby bardzo trudny do realizacji, a przy okazji ze słów lidera PO wynika, że nie jest on największym entuzjastą poszerzania kompetencji urzędników z PIP. Pozostaje więc wariant trzeci.
– Oczywiście będziemy rozmawiać z KE na temat tych kamieni milowych. Da się to zrobić. Rewizje KPO odbywały się w przeszłości. Zwiększenie ochrony pracowników będą wdrażane, ale nie będą one odbywały się kosztem pracodawców i pracowników – mówił po posiedzeniu Rady Ministrów rzecznik rządu Adam Szłapka.
Ryzyko jednak jest, bo w KPO ten fragment został określony jako „reforma”, a do takich zapisów Bruksela przykłada szczególną wagę i oczekuje wykonania planu.
– Istnieje poważne ryzyko utraty tych środków, nie wiem jednak czy części, czy całości. Reformy mają być realizowane i tyle. To kamień milowy, a kamienie milowe trzeba wykonać. Chyba że obecna władza rzeczywiście może sobie kiedy chce i jak chce dowolnie zmieniać nasze KPO, tego nie wiem – mówi nam osoba z otoczenia poprzedniego rządu zaangażowana w ówczesne negocjacje z Brukselą.
„Granicznie trudne rozmowy”. To oni mają negocjować
Tymczasem wymiana ciosów między KO a Lewicą może zakończyć się zrzuceniem całego problemu na barki innego koalicjanta – Polski 2050. To resort funduszy nadzorowany przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz odpowiada w rządzie za negocjacje z Brukselą i zawiadywanie KPO. Jeśli koalicjanci wypracują inny, nowy kamień milowy, „przepchnąć” będzie musiała go Pełczyńska-Nałęcz i jej współpracownicy.
Problem w tym, że kolejna rewizja KPO może okazać się bardzo trudna. Mówi o tym wprost Jan Szyszko, wiceminister funduszy.
„Z punktu widzenia KPO napiszę krótko: reforma PIP znalazła się w Planie na mocy decyzji Rady Ministrów. Po trudnych, ale skutecznych negocjacjach reforma zastąpiła w KPO przymusowe oskładkowanie każdej umowy zlecenie. Nowa decyzja Pana Premiera zmienia sytuację i oznacza potrzebę nowych rozmów z Komisją. Będziemy do nich gotowi, gdy pojawi się nowa propozycja kamienia milowego. Rozmowy te będą tym razem granicznie trudne” – napisał w mediach społecznościowych.
Pod koniec grudnia Polska wystąpiła z szóstym i siódmym wnioskiem o płatność w ramach KPO na kwotę 29 mld zł. Kolejne miały być wystosowane w 2026 roku. Łącznie do Polski w ramach KPO ma trafić ok. 250 mld zł – część w formie dotacji, a część w formie pożyczki.

