
W chwili pojawienia się ognia, po godz. 13 czasu lokalnego (godz. 5 w Polsce), na terenie zakładu pracowało 170 osób. Służby potwierdziły, że z 14 pracownikami nie udało się nawiązać kontaktu. Wśród poszkodowanych 24 osoby odniosły poważne obrażenia.
Wielu rannych to ofiary zatrucia toksycznym dymem oraz osoby, które ucierpiały, wyskakując przez okna płonącego budynku podczas próby ucieczki – podaje Yonhap. Władze zapowiedziały wnikliwe zbadanie przyczyny tragedii oraz oszacowanie szkód, gdy tylko uda się opanować płomienie.
Na miejsce skierowano 90 pojazdów gaśniczych i ponad 200 strażaków, wsparcie zapewniają także śmigłowce służb leśnych. Na nagraniach i zdjęciach publikowanych przez lokalne media widać gęste kłęby szaro-czarnego dymu, unoszące się nad niebieskimi dachami kompleksu.
Prezydent: Opanować żywioł
Wejście ratowników do płonącego budynku uniemożliwia ryzyko zawalenia się konstrukcji. Jak podaje Yonhap, w środku znajduje się ok. 200 kg sodu, który w kontakcie z wodą może spowodować eksplozję – zwraca uwagę dziennik „Korea Joongang Daily”. Jeden z dwóch budynków kompleksu uległ już całkowitemu zniszczeniu.
Prezydent Korei Południowej Li Dze Mjung polecił władzom „zmobilizowanie wszelkich dostępnych zasobów”, aby opanować żywioł i ratować ludzi. Krajowa Agencja Straży Pożarnej wydała rzadko stosowany ogólnokrajowy nakaz mobilizacji. Procedura ta jest uruchamiana wyłącznie w sytuacjach, gdy skala katastrofy przekracza możliwości reagowania lokalnych samorządów.
Przeczytaj też: „Tykająca bomba”. Porzucony na Morzu Śródziemnym rosyjski tankowiec dryfuje w stronę Libii.

