Podczas wiecu wyborczego w Karolinie Południowej Donald Trump opowiedział o rozmowie, jaką odbył z przywódcą jednego z krajów europejskich. „Jeden z prezydentów dużego kraju wstał i zapytał mnie: „Proszę pana, czy jeśli nie zapłacimy, a zostaniemy zaatakowani przez Rosję, obronicie nas?” Odpowiedziałem mu: Nie zapłacicie swoich zaległości, to nie będę was bronił. W rzeczywistości zachęcałbym ich [Rosję – red.], żeby zrobili z wami, co zechcą. Musicie zapłacić swoje rachunki” – mówił Donald Trump, nie ujawniając, o przywódcę jakiego kraju chodzi. 

W 2014 roku, po aneksji Półwyspu Krymskiego przez Rosję, sojusznicy NATO zgodzili się na wstrzymanie cięć wydatków dokonanych po zimnej wojnie i przejście do wydawania 2 proc. swojego PKB na obronność do 2024 roku. Od tego czasu bezpośrednie finansowanie NATO rośnie – choć nie w tempie niezbędnym do osiągnięcia celu wyznaczonego w 2014 roku. Według „The New York Times” Trump wielokrotnie groził wycofaniem Stanów Zjednoczonych z NATO, określając Sojusz jako „przestarzały”.

Ekspert o słowach Donalda Trumpa nt. obrony NATO przez USA. „Bądźmy czujni”

Selektywna obrona przez Stany Zjednoczone zza oceanu wybranych państw NATO jest militarnie niemożliwa. Jeżeli Trump złamałby traktat wobec państw zachodniej Europy – Niemiec, Holandii, Belgii czy Francji – to nie mógłby bronić Polski czy Estonii

– tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, absolwent bezpieczeństwa narodowego na Uniwersytecie Georgetown i doktor w zakresie stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Waszyngtonie. 

– Bez portów atlantyckich, dobrej sieci kolei i autostrad Europy Zachodniej obrona Polski przez Stany Zjednoczone jest niemożliwa. Powietrzem przez ocean Amerykanie potrafią przerzucić tylko małe siły. To może być obecność sygnalna, ale nie siły zdolne do prowadzenia dużej wojny. To zupełna fikcja. Ze strony Trumpa to może być niezrozumienie zasad. Ze strony jego profesjonalnych doradców, którzy znają się na sprawach międzynarodowych, jest to oszustwo. Oni wypowiadają się teraz uspokajająco wobec Polski. Mówią, że Trump ma specjalne miejsce w sercu dla Polski. Nie będzie bronić Francji, ale będzie bronić naszego kraju. Opiera się to na przekonaniu, że głupim Polakom, można wcisnąć każdą ciemnotę. Bądźmy czujni. Odrzucajmy takie obłudne argumenty – podkreśla ekspert.  

Zobacz wideo
Tusk odpowiedział Dudzie: Byłbym usatysfakcjonowany, gdyby Rada Gabinetowa była live we wszystkich telewizjach

Dr Kostrzewa-Zorbas ocenia wypowiedzi Trumpa: Przygotowanie do przyszłej polityki zagranicznej

– Trump czyni te wypowiedzi na potrzeby kampanii wyborczej, ale także jako przygotowanie do swojej przyszłej polityki zagranicznej, jeśli zostałby ponownie prezydentem – uważa nasz rozmówca. Jak zaznacza dr Kostrzewa-Zorbas, ten pierwszy wymiar jest groźny na dwóch płaszczyznach bieżącej i długoterminowej.

Jak mówi ekspert, Trump wykorzystuje częstą niewiedzę amerykańskich wyborców o sprawach międzynarodowych, europejskich, by uzyskać większe poparcie. Jednocześnie kształtuje też świadomość opinii publicznej, co będzie mieć skutki długoterminowe. – Długoterminowe to nie musi oznaczać – na kilka lat, a miesięcy. Trump ma wielką zdolność kształtowania opinii publicznej. W szczególności wśród zwolenników Partii Republikańskiej. On zmienia partię na coraz bardziej skrajnie prawicową, radykalną. Ugrupowanie to było inne jeszcze rok temu, przed początkiem obecnej kampanii prawyborczej – ocenia dr Kostrzewa-Zorbas. 

Zaznacza także, że Partia Republikańska była całkiem inna za pierwszej prezydentury Trumpa. – Stworzył otoczenie osób, które docelowo mogłyby znaleźć się w jego administracji. To ludzie całkowicie posłuszni wobec niego. Inaczej niż było to na początku jego pierwszej administracji, gdy liczył się z oporem wpływowych osób na wysokich stanowiskach cywilnych, dyplomatycznych, wojskowych i wywiadowczych. Teraz wszystkie opory przełamałby dużo łatwiej. Poprzez swoje otoczenie i inne ukształtowanie Partii Republikańskiej – mówi nasz rozmówca.

Ekspert: Sondaże zaniżają poparcie Trumpa. Popiera go więcej wyborców

Doktor przypomina, że Trump w latach 2015-2016 dokonał wrogiego przejęcia Partii Republikańskiej. Jako biznesmen przejął ugrupowanie wbrew woli większości. – To mu się udało i od tamtej pory zmienia partię. Czyni ją prorosyjską, biegunowo zaprzeczając dziedzictwu partii – działalności Reagana, który poprowadził wolny świat do zwycięstwa w zimnej wojnie. Trump jest anty-Reaganem i zmienia partię w anty-reaganowską – ocenia.

W najnowszych krajowych sondażach wyborczych Trump ma lekką przewagę nad Bidenem. Nie zawsze i nie jest to wysoka przewaga. Jednak, jak podkreśla nasz rozmówca, te badania mierzą preferencje wyborców w skali kraju. Aby były dokładniejsze, powinny być prowadzone w poszczególnych stanach z przeliczaniem na skład Kolegium Elektorów (konstytucyjny organ państwowy dokonujący co cztery lata wyboru amerykańskiego prezydenta i wiceprezydenta). Stąd wiarygodność tych badań jest niższa.

– Prawdopodobnie te obecne sondaże zaniżają poparcie Trumpa. Popiera go więcej wyborców w małych stanach, a to ci wyborcy mają większy wpływ na skład Kolegium Elektorów i na to, kto ostatecznie zostanie prezydentem – podsumowuje dr Kostrzewa-Zorbas.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.