Emiraty pokazują, jak walczą z dronami. Iran wysyła ich więcej, pomimo bomb USA

Nagranie udostępnione przez ministerstwo obrony ZEA to kompilacja ujęć z systemów pokładowych śmigłowców bojowych. Widać na nich serię zestrzeleń prostych dronów rodziny Shahed przy pomocy działek/karabinów. Użyte maszyny to najpewniej emirackie AH-64 Apache i mniejsze Bell 407.

Podobne nagranie udostępniło ministerstwo obrony Arabii Saudyjskiej. Na nim widać zestrzeliwanie dronów przy pomocy myśliwców oraz rakiet powietrze-powietrze.

Celowanie w codzienne życie

Na nagraniu z ZEA widać, że wojsko emiratów stara się polować na irańskie drony w możliwie ekonomiczny sposób. Ewidentnie nad Zatoką Perską stworzono strefę przechwytywania tych maszyn, w której patrolują śmigłowce i najpewniej też myśliwce. Preferowanym narzędziem zapewne są te pierwsze, bo seria z działka lub ciężkiego karabinu maszynowego jest znacznie tańsza niż rakieta powietrze-powietrze, plus na pewno ZEA ma większe zapasy amunicji do tych pierwszych. Problem w tym, że śmigłowce są względnie powolne (zazwyczaj rejon 200-300 km/h), więc trudno nimi bronić dużego obszaru. Prawdopodobnie z tego powodu będąca znacznie większą Arabia Saudyjska jest zmuszona używać znacznie droższego narzędzia, czyli samolotów.

Choć na nagraniach zwalczanie irańskich bezzałogowców wygląda jak przysłowiowe strzelanie do kaczek, to są one poważnym problemem dla wszystkich państw regionu. Powtarza się scenariusz znany aż nadto boleśnie Ukraińcom. Drony owszem lecą względnie powoli (poniżej 200 km/h), zazwyczaj na wysokościach rzędu kilkuset metrów i nie wykonują manewrów. Czyni je to łatwymi celami, kiedy już zostaną wykryte i przechwycone przez samoloty lub śmigłowce.

Problem w tym, że są tanie i mogą być używane masowo, nawet jeśli ponoszą bardzo ciężkie straty i zaledwie kilka procent dociera do celów. Najboleśniej przekonują się o tym ZEA, które podają, że od początku wojny wykryły już 1422 drony uderzeniowe (około połowy raportowanych przez wszystkie państwa regionu), z czego 1342 przechwyciły. 80 miało spaść na terytorium kraju. Daje to wynik 94,4 procent skuteczności obrony. Nie ma pewności, jakie szkody te 80 dronów wyrządziło. ZEA zarządziły cenzurę informacji tego rodzaju. Do sieci trafiają jednak co jakiś czas nagrania oraz zdjęcia satelitarne. Na przykład w sobotę przed południem jeden dron spadł blisko jednego z terminali lotniska międzynarodowego w Dubaju. Oficjalnie po „udanym przechwyceniu”. Choć na poniższym filmiku słychać silnik drona pracujący do końca i można nawet dostrzec niewyraźną sylwetkę nurkującą ku lotnisku. Śladów ognia obrony przeciwlotniczej nie widać i nie słychać. Osoba nagrywająca mówi o „kolejnym dronie lecącym ku lotnisku”.

Spowodowało to kilkugodzinne całkowite wstrzymanie lotów. Do niedawna najruchliwsze lotnisko świata tego samego dnia wznowiło funkcjonowanie, ale ciągle w trybie nadzwyczajnym z ograniczonym ruchem. Podobnie ograniczone są inne skutki irańskich uderzeń. Nie powodują one wielkich zniszczeń, ale zakłócenia w normalnym funkcjonowaniu atakowanych państw. Takie jest najpewniej ich zadanie. Przede wszystkim nie dawać spokoju, a jak się uda, to i zadać wymierne straty. Na przykład w poniedziałek rano trafiając w największą rafinerię Bahrajnu, wywołując znaczny pożar.

Niepokojące odwrócenie trendu

Najbardziej niepokojące w tej sytuacji jest to, że Irańczykom udało się w ostatnich dniach wyraźnie zwiększyć skalę ataków bezzałogowcami. O ile 5 marca, szóstego dnia wojny, państwa regionu doniosły o jedynie setce wykrytych, tak później nastąpił powolny wzrost tej liczby, aż do 180 w niedzielę 8 marca. Nadal jest to znacznie mniej niż 800 pierwszego dnia wojny, ale istotne jest w tym odwrócenie trendu spadkowego na przestrzeni ostatnich dób. Na tym tle gorzej dla Irańczyków wyglądają wyniki ich wojsk rakietowych, ale tu też niespodziewanie jest wzrost. 5 marca zdołały wystrzelić jedynie 35 rakiet (350 pierwszego dnia) i przez kilka kolejnych dni ta liczba była podobna, oscylując w rejonie 30. Dopiero w niedzielę niespodziewanie wzrosła do 55. Pytanie, czy będzie to anomalia, czy tutaj Iran też zdoła odwrócić trend na dłużej.

Pisaliśmy we wcześniejszym tekście, dlaczego skala irańskich ataków rakietowych drastycznie spadła i dlaczego Iranowi będzie łatwiej utrzymywać intensywniejsze ataki dronowe.

Problem w postaci dronów doprowadził do alarmowego szukania pomocy u Ukraińców. Choć oni sami, jak i środowisko eksperckie od lat ostrzegało, iż wojska zachodnie oraz między innymi krajów Zatoki Perskiej, nie traktują dość poważnie zagrożenia ze strony dronów „szachedopodobnych”. Bagatelizowanie problemu ma podłoże w tym, że tego rodzaju bezzałogowce są bardzo prostym celem dla nowoczesnych samolotów i śmigłowców. I co do zasady mają rację, bo zdecydowana większość zostaje zniszczona. Problem w tym, że przy odpowiednio masowych atakach przechwycenie wszystkich jest niemożliwe i zawsze coś się przedostaje przez obronę. I te 5,6 procent jak w przypadku ZEA może wystarczyć do osiągnięcia określonego celu strategicznego, czyli zakłócenia funkcjonowania gospodarki. Do tego na dłuższą metę stwarza poważny problem w postaci zużywania w obranie zapasów zaawansowanej amunicji, które trudniej uzupełnić niż wyprodukować proste drony uderzeniowe.

I tutaj cenne stają się doświadczenia Ukraińców. Już 5 marca mała grupa ich specjalistów miała na prośbę USA udać się do Jordanii i tram pomóc w zabezpieczeniu baz wykorzystywanych przez amerykańskie lotnictwo. Uprzednio w jednej z nich irański dron najprawdopodobniej zniszczył bardzo drogi i rzadki radar wczesnego ostrzegania systemu antyrakietowego THAAD. Ukraińcy mieli zabrać z sobą swoje drony przechwytujące. Kolejne grupy ukraińskich specjalistów mogą udać się do państw Zatoki Perskiej, ale nie ma na ten temat konkretnych informacji. Kijów na pewno będzie chciał za to uzyskać konkretne korzyści dyplomatyczne, istotne zwłaszcza wobec ogromnej obecności rosyjskiego biznesu w tych krajach, które są teraz finansowym centrum Rosji pozwalającym skutecznie omijać sankcje. Ukraińcy mogą zabrać z sobą nie tylko swoje drony przechwytujące, ale zwłaszcza praktyczną wiedzę w zakresie organizacji całego systemu wykrywania, śledzenia i przechwytywania uderzeniowych bezzałogowców. Mają z nimi do czynienia praktycznie co noc i to na większą skalę niż państwa zatoki.

Kluczowym pytaniem pozostaje, czy Irańczycy będą w stanie utrzymać swoją kampanię ataków, pomimo znajdowania się pod intensywnymi bombardowaniami. Rosjanie są w stanie nękać Ukraińców dronami uderzeniowymi na ogromną skalę, bo mogą praktycznie nieniepokojeni je produkować i wystrzeliwać. Irańczycy nie mają takiego luksusu. Na pewno zwalczanie ich wojsk rakietowych i dronowych pozostaje jednym z kilku kluczowych zadań lotnictwa Izraela oraz USA. W ciągu najbliższego tygodnia przekonamy się jednak, czy są one w stanie skutecznie zdusić potencjał uderzeniowy tak rozległego kraju i jak się wydaje jego zdeterminowanych sił zbrojnych.

Udział
Exit mobile version