
Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Założony w 1821 r. brytyjski dziennik „The Guardian”, z którego pochodzi poniższy artykuł, jest jedną z najstarszych gazet na świecie. Jego dziennikarze wielokrotnie zdobywali najbardziej prestiżowe dziennikarskie nagrody, w tym m.in. Pulitzera.
Przez długi czas koty były trzymane na farmach mlecznych, by zabijały szczury, myszy i inne gryzonie. W marcu 2024 roku kilka kotów mieszkających w mleczarniach w górach Teksasu zaczęło się dziwnie zachowywać. Wyglądało to jak początkowa scena w horrorze. Koty zaczęły chodzić w kółko. Były pozbawione energii, osowiałe, traciły równowagę, zataczały się, miały drgawki, a w końcu cierpiały na paraliż i umierały w ciągu kilku dni od zachorowania. Na jednej farmie w północnym Teksasie takie dziwne objawy zaobserwowano u kilkudziesięciu kotów. Ponad połowa z nich wkrótce zmarła. Na ich ciałach nie zaobserwowano żadnych niezwykłych śladów urazów lub chorób.
Dr Barb Petersen, weterynarz z Amarillo, usłyszała historie o chorych kotach.
– Przyszedłem do jednej z moich mleczarni w ubiegłym tygodniu i nie było tam ani jednego kota. Nie mogłem tego zrozumieć, koty zazwyczaj podchodziły same do mojego auta – powiedział jej znajomy.
Przez około miesiąc Petersen badała tajemniczą chorobę panującą wśród krów mlecznych w Teksasie. Krowy miały gorączkę, produkowały mniej mleka, traciły na wadze. Ich mleko było gęste i żółte. Choroba rzadko kiedy prowadziła do śmierci, ale mogła trwać tygodniami, a spadek produkcji mleka uderzał w miejscowych rolników.
Petersen wysłała próbki płynów pobrane od chorych krów do laboratorium diagnostycznego na Uniwersytecie Stanowym Iowa, ale wszystkie testy na choroby zazwyczaj atakujące bydło wyszły negatywne. Zastanawiała się, czy choroba kotów i krów może mieć ze sobą coś wspólnego. Wysłała ciała dwóch zmarłych kotów do laboratorium w Iowa, gdzie przeprowadzono badanie ich mózgów.
Przeczucie doprowadziło Petersen do kilku istotnych odkryć. Krowy mleczne z północnego Teksasu cierpiały na wysoce zjadliwą ptasią grypę typu A (H5N1), a koty zaraziły od nich na skutek karmienia ich surowym mlekiem.
H5N1 kilka lat wcześniej pojawiła się w Azji, przybyła do Stanów Zjednoczonych przyniesiona przez migrujące ptaki i zaczęła niszczyć amerykańskie fermy drobiu w 2022 roku. Śmiertelność na H5N1 wśród drobiu sięga 100 proc. Amerykańscy rolnicy musieli od 2022 roku odstrzelić 150 mln kurczaków, by powstrzymać rozprzestrzenianie się nowego wirusa.
Badacze wiedzieli od lat, że koty są narażone na ptasią grypę. Początkowo chorowały na skutek zjedzenia zarażonych ptaków. Do czasu odkrycia Petersen nikt nie wiedział, że na ptasią grypę mogą zachorować również krowy, a wirus rozwija się w ich wymionach i może rozprzestrzeniać się przez mleko.
Ptasia grypa szaleje w Teksasie. Władze nie reagują
Zdroworozsądkową odpowiedzią na wykrycie H5N1 wśród bydła w Teksasie w 2024 roku byłoby obowiązkowe testowanie każdej krowy, ścisła kwarantanna mleczarni, w których wykryto grypę, obowiązkowe badania mleka, odszkodowanie finansowe dla rolników za wszystkie straty spowodowane chorobą oraz masowe testowanie pracowników, by upewnić się, że H5N1 nie może się rozprzestrzenić z krów również na ludzi. Nic z tego się nie wydarzyło.
Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA) jest przede wszystkim odpowiedzialny za zdrowie zwierząt, nie ludzi. Agencja Żywności i Leków (FDA) nie ma uprawnień do badania zwierząt. Centrum Kontroli Chorób i Prewencji (CDC) nie może badać zwierząt i pracowników rolnych bez zgody właścicieli farm. Same stany mają natomiast taką władzę. Jednak komisarz ds. rolnictwa Teksasu Sid Miller, prawicowy zwolennik teorii spiskowych, który kilka lat wcześniej przemawiał na wydarzeniu związanym z QAnon w Dallas, ocenił, że H5N1 „nie stanowi zagrożenia dla zdrowia publicznego”.
Przemysł mleczarski sprzeciwiał się rutynowym badaniom krów i pracowników. Produkcja mleczarska przynosiła ok. 50 mld dolarów rocznie w Teksasie. Miller jasno dał do zrozumienia, co myśli o federalnych kontrolerach odwiedzających mleczarnie w górach, w poszukiwaniu ptasiej grypy.
– Muszą się wycofać – powiedział.
Zmiany w produkcji mleka. Najwięksi gracze przejmują rynek
25 lat temu moja książka „Kraina fast foodów” pokazywała zagrożenia związane z kontrolowaniem systemu żywnościowego przez kilka wielonarodowych korporacji. Jak pisałem, prawdziwa cena taniego jedzenia nie pojawia się w menu. Industrializacja zwierząt, przekształcenie czujących istot w towary i brak nadzoru rządowego stworzyło nowe wektory dla niebezpiecznych patogenów.
Niektóre amerykańskie mleczarnie mogą posiadać nawet 100 tys. krów. Ogromna liczba zwierząt żyjących w jednej stodole, dojenie wielu krów tym samym sprzętem, nienakładanie kwarantanny i międzystanowe transporty krów z jednej gigantycznej mleczarni do drugiej pozwoliły H5N1 rozprzestrzenić się po USA.
Również w Wielkiej Brytanii przez ostatnie 30 lat przemysł mleczarski stał się znacznie bardziej scentralizowany i zależny od masowej produkcji. W 1980 roku w Wielkiej Brytanii istniało 46 tys. farm mleczarskich. Teraz jest ich nieco ponad 7 tys. Tylko cztery firmy odpowiadają za przetwarzanie 75 proc. brytyjskiego mleka.
Zmiany w rozmiarach, skali i strukturze przemysłu mleczarskiego doprowadziły również do zmian w strukturze siły roboczej. Obecnie w amerykańskich mleczarniach pracują przede wszystkim nowoprzybyli migranci z niskimi pensjami. Czasami pracują 60 do 80 godzin tygodniowo i często zmieniają pracę.
Spożycie wysoko przetworzonej żywności, czyli przede wszystkim fast foodów, ma związek z co najmniej 32 problemami zdrowotnymi w tym chorobami serca, nowotworami, cukrzycą, otyłością czy depresją
Amerykanin zarażony ptasią grypą. Tak, zgadliście – oczywiście w mleczarni
Pierwszą osobą, która zaraziła się H5N1 w USA, był pracownik mleczarni w Teksasie. Kilka tygodni po odkryciu ptasiej grypy u krów pracownik wykazał nieoczekiwany objaw choroby: zapalenie spojówek. Badanie wykazało, że zapalenie było wywołane przez H5N1. Poza tym przebieg choroby był łagodny. Pracownik nie miał problemów oddechowych ani gorączki i w pełni wyzdrowiał w ciągu kilku dni.
Mimo ryzyka, że H5N1 może po cichu rozprzestrzeniać się wśród pracowników oraz że może zmutować wewnątrz ludzkiego gospodarza i stać się zabójczym, wysoce zaraźliwym dla ludzi wirusem, przetestowano jedynie kilku pracowników.
Przemysł mleczarski sprzeciwiał się ich badaniu, a sami imigranci woleli unikać interakcji ze stanowymi lub federalnymi kontrolerami w obawie przed deportacją.
Pierwsza znana seria infekcji H5N1 u ludzi w USA wystąpiła wśród pracowników ferm drobiu w hrabstwie Weld w Kolorado w lipcu 2024 roku.
Na terenie hrabstwa znajdują się fermy drobiu, jajek i ogromne mleczarnie, a także farmy bydła i rzeźnie opisane szczegółowo w „Krainie fast foodów”. Ich pracownicy często zmieniają miejsca pracy.
Na jednej z największych ferm produkujących jajka niedaleko Greeley w Kolorado grupa pracowników została poinstruowana, by ubijali kury, u których zdiagnozowano H5N1. Pracownicy spędzili godziny w gorących, słabo wentylowanych kurnikach, gdzie zabili niemal dwa miliony ptaków, a następnie zbierali ciała zwierząt. Pięciu pracowników miało później gorączkę, dreszcze, problemy z górnymi drogami oddechowymi i zapalenie spojówek. To była największy przypadek zarażenia się przez ludzi ptasią grypą w historii USA.
Żaden z pracowników nie był hospitalizowany, a wszyscy niedługo wyzdrowieli. Ich choroba pokazała, że łagodne i niesymptomatyczne przypadki ptasiej grypy mogą występować wśród pracowników ferm drobiu, jajek i mleczarniach w całych Stanach Zjednoczonych. Chorowało coraz więcej pracowników i krów, co powodowało zwiększone ryzyko niebezpiecznej mutacji wirusa. Epidemia w hrabstwie Weld wystąpiła ledwie cztery miesiące po tym, jak pierwszy pracownik mleczarni w Teksasie zachorował na ptasią grypę. Mimo to w całym kraju na H5N1 przebadano jedynie 200 pracowników.
Ptasia grypa to choroba odzwierzęca. Jest zaraźliwa i może przenosić się z kręgowców na ludzi. Tak jak bakteria E Coli (która pojawiła się na farmach bydła) i odporny na metycylinę gronkowiec (który pojawił się na przemysłowych farmach trzody chlewnej i zabija co roku 9 tys. Amerykanów), H5N1 jest po prostu kolejnym nieoczekiwanym kosztem masowej produkcji.
Wysoce patogeniczna ptasia grypa typu A (H5N1) nie wywołała jeszcze śmiertelnej epidemii wśród ludzi. Pasteryzacja zabija H5N1 w mleku, a wirus nie zmutował, by stać się bardziej zaraźliwym lub zabójczym. Jednak H5N1 stał się endemiczny wśród dzikiego ptactwa, kur, indyków i krów mlecznych w USA, przyjmując część ich genów.
Epidemia ptasiej grypy, która zabije miliony ludzi, może nie mieć źródła na farmach i może nie nadejść w przyszłym tygodniu, miesiącu czy roku. Zagrożenie jest jednak globalne. 9 grudnia H5N1 zostało potwierdzone u drobiu na ogromnej fermie w Lincolnshire w Wielkiej Brytanii. Wprowadzono trzykilometrową strefę wykluczenia, a wszystkie ptaki na tym terenie zostały ubite. To był drugi potwierdzony przypadek w ciągu tygodnia.
„Dlaczego nienawidzisz Ameryki?”
Gdy „Kraina fast foodów” została opublikowana w styczniu 2001 roku, nie oczekiwałem, że spodoba się gigantom przemysłu żywnościowego. I nie spodobała się. Książka ujawnia ich sposoby działania, przyglądając się ogromnej rozbieżności między zręcznym marketingiem a rzeczywistością praktyk biznesowych. Opisuje wpływ przemysłowego systemu żywnościowego na pracowników, konsumentów, farmy zwierzęce i środowisko.
„McDonald’s nie ma związku z niczym opisanym w książce. Myli się ona co do naszych ludzi, naszej pracy i naszego jedzenia” – brzmiało stanowisko firmy.
„Eric Schlosser zachowuje się jak 'policja żywnościowa’ i stara się zachęcić amerykańskich konsumentów, by już nigdy nie jedli fast foodów, ale również lekkomyślnie poniża przemysł, który przyniósł ogromne zyski naszemu narodowi” – stwierdził Krajowy Związek Restauratorów.
Rzecznik prasowy Amerykańskiego Instytutu Mięsa uznał, że moje dowody na problemy z bezpieczeństwem w fabrykach pakujących mięso były „anegdotyczne” i „zniesławiam przemysł w bardzo niesprawiedliwy sposób”. Prawicowy think tank The Heartland Institute stwierdził później, że „oszukuję młodych ludzi (…), by odwieść ich od kapitalizmu wprost do upadłej ideologii socjalistycznej”.
Według „Wall Street Journal” McDonald’s zatrudnił później DCI Group – „strategiczną firmę consultingową od spraw publicznych” mającą powiązania z przemysłem naftowym, tytoniowym i farmaceutycznym, by atakowała mnie w internecie. (McDonald’s zaprzeczył atakowaniu mnie za pośrednictwem stron trzecich i poinformował, że „docenia fakt, że podzieliłem się swoją opinią”).
Mimo ataków personalnych żaden z przedstawicieli przemysłu krytykujący książkę nie wskazał w niej żadnych faktycznych błędów.
Zaskakujące były incydenty, które miały miejsca podczas moich wystąpień publicznych, kiedy mówiłem o żywności. W różnych miastach często otrzymywałem te same wrogie pytania – zupełnie jakby zostały one przygotowane wcześniej.
Moje przemówienia przerywali protestujący, w moją stronę kierowano groźby. Gdy podpisywałem książki, u mojego boku stało czasami kilku uzbrojonych ochroniarzy, a podczas wizyty na uniwersytecie w Indianie, od czasu wylądowania na lotnisku w Indianapolis aż do mojego wyjazdu ze stanu kilka dni później, cały czas towarzyszył mi funkcjonariusz policji stanowej. Po dyskusji panelowej w Tucson zostałem napadnięty na parkingu przez mężczyznę, który zaczął mnie dusić i krzyczał: „Dlaczego nienawidzisz Ameryki? Dlaczego tak bardzo nienawidzisz Ameryki?”. To było dziwne i niepokojące doświadczenie.
To, co spotkało mnie, było jednak niczym w porównaniu do działań, których doświadczyli inni krytycy branży fast food.
W 2008 roku Burger King zatrudnił prywatną firmę, by zinfiltrowała Sojusz Student/Pracownik Rolny – pokojową organizację, która wzywała do bojkotu Burger Kinga po tym, jak okazało się, że część jego dostawców była powiązana z niewolniczą pracą na polach pomidorów na Florydzie. Właścicielka firmy Diplomatic Tactical Services udawała uczennicę college’u, by zbierać informację dla Burger Kinga. Udawanie młodej aktywistki jej jednak nie wychodziło i szybko wzbudziła podejrzenia. Niedługo później została ujawniona jako szpieg korporacyjny, co przyniosło złą prasę Burger Kingowi.
McDonald’s znacznie lepiej radził sobie ze szpiegowaniem krytyków. W latach 90. czasami połowa osób uczęszczających na spotkania Greenpeace była szpiegami zatrudnionymi przez McDonald’s. Jak ujawnił dziennikarz „The Guardian” Rob Evans, również Scotland Yard infiltrował londyński Greenpeace tajnymi agentami. Szpiedzy i tajni oficerowie policji pomogli McDonald’s zdobyć przewagę w sprawie McLibel – pozwie wymierzonym w dwóch członków londyńskiego Greenpeace.
Jeden z tajnych oficerów policji, udając, że jest aktywistą walczącym z McDonald’s, wszedł w romantyczną relację z członkinią Greenpeace, która trwała niemal dwa lata. Przez ten czas potajemnie zbierał informacje na jej temat. Z kolei jeden ze szpiegów McDonald’s sypiał z innymi aktywistami Greenpeace przez około sześć miesięcy, by zdobyć zaufanie i informacje. Śledztwo dotyczące działań ponad 139 tajnych funkcjonariuszy policji, którzy szpiegowali dziesiątki tysięcy aktywistów w latach 1968-2010, jest w trakcie.
„Historia XX wieku została zdominowana przez walkę z państwowymi systemami totalitarnymi. XXI wiek bez wątpienia będzie naznaczony walką o ograniczenie nadmiernej władzy korporacji” – pisałem w „Krainie fast foodów”. Cóż, chociaż w połowie miałem rację. Obecnie musimy mierzyć się z oboma tymi zagrożeniami.
Jednym z głównych celów książki było pokazanie, jak prywatne interesy są realizowane kosztem interesu publicznego. Działania przemysłowego systemu żywnościowego dobrze ilustrują szersze problemy. Śledztwo dotyczące przemysłów bankowego, kosmicznego, chemicznego, obronnego, zdrowotnego, rozrywkowego czy programistycznego dałoby podobne wnioski.
Konkurencja ustępuje miejsca zmowie
Konsumenci mają obecnie jedynie iluzję wyboru. Połączenia i przejęcia przedsiębiorstw mające miejsce w ostatnich 40 latach znacząco zmniejszyły liczbę firm sprzedających żywność, co jest ukrywane poprzez wymyślanie różnych nazw marek.
Przykładowo Starbucks jest największą siecią kawiarni na świecie. Jednak rodzinna niemiecka firma JAB Holding Company sprzedaje więcej kawy pod różnymi nazwami firm, w których częściowe lub całościowe udziały ma JAB. Te firmy te m.in. Keurig, Krispy Kreme, Peet’s Coffee, Stumptown Coffee, Green Mountain Coffee Roasters czy Pret a Manger.
Gdy wielkie korporacje zdobywają zbyt dużą władzę, ceny oferowane dostawcom, pensje dla pracowników i ceny pobierane od konsumentów nie są już kształtowane przez siły rynkowe. Agencje rządowe stają się „niewolnikami” firm, których działalność rzekomo miały regulować. Firmy te więcej zarabiają dzięki obniżaniu pensji, podnoszeniu cen i manipulowaniu dostawami. Gdy cztery przedsiębiorstwa mają wspólnie 40-procentowy udział w rynku, to konkurencja zaczyna ustępować miejsca zmowie. Coś, co wcześniej było wolnym rynkiem, stało się oligopolem.
Obecnie cztery firmy kontrolują 56 proc. światowego rynku ziaren i 61 proc. rynku pestycydów. Pięć firm kontroluje między 70 a 90 proc. światowego handlu zbożem. Cztery firmy kontrolują ponad 80 proc. dostaw wołowiny do USA, 70 proc. wieprzowiny i 60 proc. drobiu. Cztery firmy kontrolują ok. 75 proc. amerykańskiego rynku jogurtów i 79 proc. rynku piwa. Trzy firmy kontrolują 93 proc. rynku gazowanych napojów. Hodowla przemysłowa rozszerzyła swoją monopolistyczną władzę nawet na genetykę zwierząt hodowlanych. Dwie firmy dostarczają stada hodowlane dla ponad 90 proc. światowej populacji kur niosek i indyków.
Zanieczyszczone kanapki i mleko w proszku dla niemowląt
Ukryte siły rynkowe mogą się ujawnić, dopiero gdy coś pójdzie nie tak. Latem 2024 roku w związku z wykryciem bakterii E Coli wycofano na wszelki wypadek kanapki ze sklepów i supermarketów w całej Wielkiej Brytanii. Setki ludzi zachorowały, dwie zmarły.
Raport brytyjskiej Agencji Bezpieczeństwa Zdrowotnego stwierdził później, że „analizy epidemiologiczne dostarczyły solidne dowody na to, że pakowane kanapki z sałatą najprawdopodobniej były przyczyną infekcji”. Źródłem bakterii E Coli była najprawdopodobniej sałata. Chociaż nigdy nie powiązano tego z żadną konkretną firmą produkującą kanapki, epidemia doskonale pokazała, w jaki sposób przygotowywana jest nasza żywność. Wiele produktów zostało wyprodukowanych przez tę samą firmę: Greencore – być może największego na świecie producenta świeżych, pakowanych kanapek.
Greencore mające swoją siedzibę w Irlandii sprzedaje rocznie ok. 600 mln pakowanych kanapek, które są następnie sprzedawane pod logo innych marek takich jak Boots, Marks & Spencer, Sainsbury’s, Tesco czy WH Smith. Wideo nagrane w fabryce Greencore w Nottinghamshire w Anglii pokazuje setki pracowników stojących przy taśmie w ogromnej chłodni. Noszą białe płaszcze i zielone siatki na włosy i ręcznie dodają składniki na kromki, które przejeżdżają przed nimi na taśmie. Fabryka działa 24 godziny na dobę i tworzy setki różnego rodzaju kanapek. Znane małe opakowania z kanapkami, które następnie są ustawione w lodówkach w sklepach spożywczych, na stacjach benzynowych i lotniskach nie wskazują, że to, co znajduje się wewnątrz, zostało wyprodukowane na masową skalę.
Znacznie poważniejsza forma ukrytych sił rynkowych została ujawniona, gdy jesienią 2021 roku dziecko z Minnesoty zaraziło się bakterią cronobacter sakazakii. Cronobacter to patogeniczna bakteria, która może być niebezpieczna dla niemowlaków mających mniej niż dwa miesiące, wcześniaków lub dzieci z obniżoną odpornością. Po zarażeniu się cronobacter odsetek śmierci wśród takich niemowlaków wynosi między 40 a 80 proc. Wiele z tych, które przeżywają, cierpi później na uszkodzenia mózgu i napady padaczkowe. Dziecko z Minnesoty trafiło do szpitala na trzy tygodnie, ale przeżyło.
Niedługo później cronobacter zainfekowało troje kolejnych noworodków w innych stanach. Dwoje z nich zmarło. Wszystkie zachorowania były powiązane z mlekiem modyfikowanym w proszku dla niemowląt produkowanym w jednej fabryce – jednej z największych tego typu w USA, zajmującej ponad 7 hektarów, czyli więcej niż tuzin boisk futbolowych. Fabryka znajdowała się w Sturgis w stanie Michigan i była własnością firmy Abbott Nutrition.
Gdy inspektorzy z Agencji Żywności i Leków odwiedzili fabrykę w Sturgis na początku 2022, znaleźli wiele śladów cronobacter. Urzędnicy FDA opisali później warunki panujące w fabryce jako „szokujące” i „rażąco niehigieniczne”. Abbott dobrowolnie zamknęło fabrykę i wycofało z rynku trzy marki modyfikowanego mleka w proszku dla niemowląt, które były tam produkowane.
Abbott twierdziło, że rządowi inspektorzy nie byli w stanie znaleźć żadnych dowodów „na powiązanie naszego mleka w proszku z tymi zachorowaniami wśród niemowląt”. Jednak Frank Yiannas, który był wicekomisarzem w FDA w tamtym czasie, uważał, że twierdzenia Abbott były mylne.
– Fabryka Abbott w Sturgis nie prowadziła odpowiedniej kontroli zanieczyszczenia modyfikowanego mleka w proszku dla niemowląt – zeznał przed Kongresem.
– Prawdopodobnie wiele innych mlek w proszku produkowanych w tej fabryce zostało zanieczyszczonych bakterią cronobacter sakazakii. Następnie nie zostały one przebadane, trafiły do sprzedaży i zostały spożyte przez noworodki – dodał.
Fabryka Abbott w Sturgis produkował około jedną piątą wszystkich mlek w proszku dla niemowląt w USA. Gdy fabryka w Sturgis została zamknięta na pół roku, rodzice mieli problem ze znalezieniem mleka w proszku w całym kraju, co doprowadziło do panicznego wykupywania towaru, które trwało przez cały 2022 rok. Monopolistyczna władza znacznie osłabiła odporność systemu żywnościowego, co doprowadziło do ryzyka, że niektóre dzieci nie będą miały co jeść.
W momencie pisania tego artykułu amerykański rynek mleka w proszku dla niemowląt nadal jest kontrolowany przez te same cztery firmy. W Wielkiej Brytanii rynek ten jest jeszcze bardziej skoncentrowany: jedna firma – Danone – kontroluje go w około 71 proc.
Make America Healthy Again
Pod wieloma względami szkody wyrządzone systemowi żywnościowemu jedynie się pogłębiły przez 25 lat od pierwszego wydania „Krainy fast foodów”. Spożycie wysoko przetworzonej żywności, czyli przede wszystkim fast foodów, ma związek z co najmniej 32 problemami zdrowotnymi w tym chorobami serca, nowotworami, cukrzycą, otyłością i problemami ze zdrowiem psychicznym. Ponad połowa żywności spożywanej obecnie przez Amerykanów jest wysoce przetworzona.
Jest jednak nadzieja związana z szokującym wpisem prezydenta Donalda Trumpa chwilę po swoim ponownym wyborze w listopadzie 2024 roku, w którym zasugerował, że „Amerykanie zbyt długo byli przytłoczeni przez przemysł spożywczy, który stosował oszustwa, wprowadzał w błąd i dezinformował w kwestiach dotyczących zdrowia publicznego”.
Jeśli polityk, który pije 12 puszek dietetycznej coli dziennie, serwuje jedzenie z McDonald’s w Białym Domu, organizuje kampanijne wydarzenia w restauracjach McDonald’s i ciągle zamawia dla siebie zestaw dwóch Big Maców, dwóch kanapek Filet-o-Fish i czekoladowy shake czuje potrzebę krytyki przemysłu żywnościowego, to znaczy, że w amerykańskiej opinii publicznej zaszła drastyczna zmiana.
Niektóre fragmenty raportu MAHA (Make America Healthy Again, Uczyńmy Amerykę ponownie zdrową – red.) wydanego przed administrację Trumpa w maju 2025 roku sprawiają surrealistyczne wrażenie. Konserwatywna republikańska administracja wydała raport krytykujący wysoce przetworzoną żywność, wzywając do zakazania syntetycznych dodatków do jedzenia, ubolewający nad odsetkiem otyłych amerykańskich dzieci, atakujący agencje federalne za „korporacyjne podejście i powiązania z sektorem” oraz częściowo obwiniający „konsolidację systemu żywnościowego”.
Prawdziwe znaczenie kampanii Make America Healthy Again widać w ogromnym poparciu. Według sondażu przeprowadzonego przez konserwatywny think tank w 2025 roku 96 proc. amerykańskich wyborców częściowo lub w pełni zgadza się, że na wysoce przetworzonych produktach zawierających dodatki powodujące poważne ryzyko zdrowotne powinny znajdować się ostrzeżenia. Zgadza się z tym 97 proc. republikanów. Dodatkowo 70 proc. ankietowanych sprzeciwia się podawania w szkołach posiłków zawierający potencjalnie szkodliwą wysoce przetworzoną żywność, a 95 proc. popiera wymóg podawania świeżych owoców i warzyw podczas szkolnych obiadów.
Idealizm i pasja ruchu MAHA ukrywa jednak brudną prawdę: administracja Trumpa rozpoczęła gwałtowny atak na agencje rządowe zajmujące się dostępem do żywności, jej bezpieczeństwem i zdrowiem publicznym.
Masowe zwolnienia i zakończenie długotrwałych programów, których dopuścił się sekretarz ds. zdrowia i usług socjalnych Robert F. Kennedy Jr są bezprecedensowe. W momencie pisania tego tekstu Centrum Kontroli Chorób i Prewencji (CDC) straciło ok. jedną czwartą pracowników. Narodowe Centrum Zapobiegania Chorobom Przewlekłym i Promocji Zdrowia może stracić całe finansowanie na walkę z chorobami serca, udarami, otyłością czy cukrzycą.
Cięcia w Sieci Aktywnego Nadzoru Chorób Przenoszonych Przez Żywność – programu CBC – oznacza, że zatrucia żywnością w USA będą niedługo znacznie trudniejsze do wykrycia, co będzie korzystne dla firm sprzedających zanieczyszczoną żywność. Cofnięto również wypłatę 590 mln dolarów firmie Moderna na opracowanie szczepionki na ptasią grypę.
Jednak wciąż mamy wpływ na bieg wydarzeń. W ostatnich latach powstała nowa dyscyplina, która przygląda się działalności ekonomicznej z systemowej perspektywy: rachunkowość rzeczywistych kosztów. Stara się zmierzyć prawdziwe koszty, które nie zawsze są odzwierciedlane przez ceny. W kontekście systemu żywnościowego bada koszty zdrowotne, środowiskowe i inne, które biznes zbyt często zrzuca na wszystkich innych. Rachunkowość rzeczywistych kosztów jasno daje do zrozumienia, że tanie, przemysłowe fast foody są znacznie droższe, niż możemy sobie na to pozwolić.
Według badań prawdziwych kosztów przeprowadzonych przez Fundację Rockefellera, Amerykanie wydali na żywność 1,1 bln dolarów w 2019 roku. Nie obejmuje to jednak wydatków na leczenie chorób związanych z żywnością, wpływu systemu żywnościowego na zanieczyszczenie powietrza i wody, społecznych kosztów niskich pensji dla pracowników systemu czy kosztów emisji gazów cieplarnianych i zmniejszenia bioróżnorodności. Gdy te dodatkowe koszty doda się do 1,1 bln wydatków, prawdziwy roczny koszt jedzenia Amerykanów zbliża się do 3,3 bln dolarów.
Dokładność tych szacunków może być kwestionowana. Trudno przypisać wartość pieniężną do pięknego wiejskiego krajobrazu, który został zniszczony pod budowę przemysłowych farm. Jak można wycenić tego typu stratę? Jednak główna idea rachunkowości kosztów rzeczywistych jest dobra. Szkody i korzyści płynące z naszego systemu żywnościowego są dystrybuowane nierówno.
Zmiana zachęt ekonomicznych może doprowadzić do ogromnych zmian w rzeczywistych wynikach. Ruch ekologiczny nauczył się już dawno temu, że gdy ci, którzy zanieczyszczają, muszą płacić za swoje zanieczyszczenia, powietrze i woda stają się czystsze. Gdyby na paczce mielonej wołowiny znajdowała się lista wszystkich niebezpiecznych patogenów obecnych w mięsie, siły rynkowe nagradzałyby firmy skupiające się na bezpieczeństwie żywności. Firmy chcące sprzedawać zanieczyszczone mięso musiałyby znacząco obniżyć ceny, by wynagrodzić swoje działanie.
W 2019 roku grupa Eat zajmująca się polityką żywnościową oraz medyczne czasopismo „Lancet” wydały raport pt. „Jedzenie w antropocenie” łączący niezdrowe diety ze szkodami środowiskowymi powodowanymi przez przemysłowy system żywnościowy. Stał się on jednym z najczęściej cytowanych i recenzowanych artykułów naukowych ostatnich 20 lat. Według raportu zmiany w tym, co jemy i jak produkujemy żywność, są konieczne nie tylko dla naszego zdrowia, ale też zdrowia planety.
Zmiana systemu nie będzie łatwa i może zająć lata.
Ale mamy budzące nadzieje przykłady z przeszłości. Przykładowo praca dzieci była niegdyś normą w amerykańskich fabrykach, do czasu zakazania jej przez Sąd Najwyższy USA.
Alternatywa dla zmiany będzie znacznie gorsza. Musi się więc ona dokonać.
Wraz z niezaprzeczalnymi dezinformacją i kłamstwami administracji Trumpa i niemożliwymi do uniknięcia szkodami wyrządzanymi przez jej praktyki, pojawiają się też nowe szanse. To dotyczy każdego miejsca, gdzie sprzedawana jest przemysłowa, wysoce przetworzona żywność.
Po trzech dekadach badania krainy fast foodów jestem wdzięczny za wszystkich przyjaciół, których poznałem. Czuję się zmotywowany przez wszystkich pracowników, rolników, farmerów i aktywistów, których spotkałem. Jestem pokorny, rozczarowany, zachwycony, oburzony i wściekły bardziej, niż mogę to wyrazić. Jednocześnie jestem jednak pełen nadziei.
Fragment pochodzący z jubileuszowego wydania książki „Kraina fast foodów: ciemna strona amerykańskich szybkich dań” wydanej 25 lat temu.
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz
Tytuł, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji

