Fiorentina – Jagiellonia Białystok. Wielki mecz Polaków we Włoszech w rewanżu – Liga Konferencji Europy UEFA – Sport Wprost


W kontekście rywalizacji polskiego klubu z Fiorentiną, w głowie kibiców mogły być stosunkowo niedawne wydarzenia związane również z Ligą Konferencji UEFA. Tak się bowiem złożyło, że w 2023 roku w ćwierćfinale tych samych rozgrywek Lech Poznań mierzył się z rywalem z Florencji.


I scenariusz dwumeczu okazał się być… niemal identyczny. Choć jednak z dużo większym uśmiechem po regulaminowym czasie gry po stronie Jagiellonii Białystok. Kolejorz przegrał bowiem w Poznaniu 1:4, żeby w rewanżu wyjść w 69. minucie na prowadzenie 3:0 we Florencji. Poznaniacy nie zdołali jednak dowieźć do końca rezultatu, nie doprowadzili do dogrywki, a skończyło się na ostatecznym 3:2 dla Lecha. Czyli honorowej wygranej.

Jagiellonia Białystok zaczarowała we Florencji. Fiorentina uratowała skórę!


Co ciekawe, piłkarze z Białegostoku do Florencji pojechali również z trzybramkową stratą. Kto jednak widział mecz Jagiellonii u siebie, wiedział, że włoski zespół wykazał się skutecznością – ale wcale nie był aż tak wyraźnie lepszy – żeby zwyciężyć aż 3:0. Piłka nożna jednak nie wybacza błędów, zwłaszcza wtedy, kiedy mierzysz się z solidnym rywalem.


Fiorentina w Serie A ma jednak w sezonie 2025/26 ogromne kłopoty. Klub z Florencji ciągle jest na granicy strefy spadkowej, a długi czas okupował nawet ostatnie miejsce we włoskiej elicie. Cóż jednak z tego, nadal mowa o drużynie, która należy do Serie A – a więc mowa o jednej z pięciu najlepszych lig w Europie.


Trzeba jednak oddać, że choć Fiorentina ostatecznie awansowała do 1/8 finału LK, to Jagiellonia w 90 minutach zwyciężyła 3:0, w kapitalny sposób odrabiając straty sprzed tygodnia. Bohaterem spotkania można okrzyknąć Bartosza Mazurka.


Warto dodać, że mowa o chłopaku, który jest wychowankiem klubu z Białegostoku – i dodatkowo jest z rocznika 2007. Czyli ma 19 lat. Nie sprawiło to jednak, że podopieczny trenera Adriana Siemieńca miał jakiekolwiek kompleksy. Wręcz przeciwnie, Mazurek pokazał, jak zdolna jest polska młodzież na piłkarskich boiskach.


Mazurek gola numer 3 zdobył w 49. minucie, a gospodarze z Florencji zdali sobie sprawę – już w przerwie – że sytuacja jest naprawdę poważna. Na boisku zaczęli się pojawiać bowiem liderzy klubu z Serie A, którzy pierwotnie mieli zapewne odpocząć, co mogło sugerować nadmierną pewność co do sukcesu. Dość napisać, że na drugą część gry na boisku pojawił się… nowy bramkarz, słynny Hiszpan David de Gea. Nawet on musiał dwukrotnie wyciągać piłkę ze swojej siatki.


Raz po strzale wspomnianego Mazurka, a drugi – już na końcowe 4:2 dla Jagiellonii – kiedy do siatki trafił niezawodny Jesus Imaz.


Hiszpan ustalił wynik spotkania, choć w pewnym momencie dogrywki zrobiło się już bardzo nieciekawie, bo jedynie 3:2 z perspektywy przyjezdnych. Jagiellonia nacisnęła gospodarzy z Florencji, ale kolejny raz wyszło doświadczenie włoskiego rywala.


I kiedy trzeba było, to po prostu Fiorentina zdobyła dwa kluczowe gole. Pierwszy bo – tak się wydaje – błędzie bramkarza Sławomira Abramowicza. Świetnie radzący sobie między słupkami golkiper wyszedł do piłki, wybiając ją, ale po chwili dostał ją za kołnierz, nie mogąc skutecznie interweniować.


Ale niech jednak, choć skończyło się bez awansu, w głowach pozostanie wynik 4:2 i fakt, że Jagiellonia rzeczywiście była o krok od ogromnej sensacji. Powrót z 0:3 do ostatecznego triumfu 3:0 w regulaminowym czasie we Florencji, a ostatecznie 4:2 – choć bez awansu – będzie smakować. Może nie dzisiaj, ale kibice z Białegostoku powinni mieć powód do dumy.


Fiorentina wygrała dwumecz 5:4. Decydujący okazał się mecz sprzed tygodnia i to 0:3 w Białymstoku. To koniec europejskich pucharów dla Jagiellonii w sezonie 2025/26.

Udział
Exit mobile version