
„W związku z powtarzającymi się aktami wandalizmu i zaśmiecania skierowałem oficjalne pismo policji oraz straży miejskiej. Wnioskuję o: zdecydowane zwiększenie częstotliwości patroli oraz bezwzględne podejmowanie interwencji wobec osób łamiących przepisy” – zadeklarował w mediach społecznościowych burmistrz warszawskich Bielan Grzegorz Pietruczuk.
Warszawa, Bielany. Burmistrz alarmuje ws. wandalizmu i zaśmiecania podczas grillowania
Czarę goryczy przelał krajobraz, jaki mieszkańcy zostawili po sobie na polanie przy ul. Papirusów w Parku Młocińskim. To popularny miejski teren rekreacyjny, gdzie można grillować lub aktywnie spędzić czas. W każdy weekend gromadzą się tam setki, może nawet tysiące osób.
Jak jednak alarmuje burmistrz Bielan, warszawianki i warszawiacy mają duży problem ze sprzątaniem po takiej aktywności na świeżym powietrzu.
Dziesiątki porzuconych grilli, setki butelek i opakowań, a nawet… zużyte pampersy. To krajobraz, jaki „turyści” zafundowali polanie przy ul. Papirusów. Sam las wcale nie wyglądał lepiej. Nasza cierpliwość się wyczerpała. Nie będziemy tolerować takiego braku kultury i szacunku do przyrody
Samorządowiec przypomniał, że od 2026 r. obowiązują też zaostrzone kary za nielegalne rozpalanie ognisk, wypalanie trwa oraz stwarzanie zagrożenia pożarowego. „Rozpalanie grilla pod drzewem, w otulinie i głębi lasu, wpisuje się w tę definicję. Za złamanie przepisów grozi kara grzywny do nawet 30 tys. zł” – zauważył.
W Parku Młocińskim są specjalne miejsca, gdzie można grillować lub rozpalać ogniska. Wiele osób jednak nic nie robi sobie z tych wytycznych i grillują na trawie lub w pobliżu drzew.
To nie pierwszy raz, gdy burmistrz Bielan otwiera dyskusję na ten temat. Jak mówi, mieszkańcy często bronią się, że zaśmiecanie wynika z przepełnionych koszy. Grzegorz Pietruczuk odpowiada jednak, że butelki wyrzucane są obok pojemników (mimo że te nie są przepełnione).
„Trudno wierzyć w moc edukacji, gdy ktoś rozpala ogień bezpośrednio pod znakiem zakazu, lub porzuca śmieci kilka metrów od nowych koszy. Argument o „pełnych śmietnikach” do mnie nie trafia – skoro daliśmy radę przynieść pełną butelkę, tym bardziej damy radę zabrać pustą i lżejszą do domu” – twierdzi burmistrz.
Wcześniej podobny problem pojawił się w Lesie Bielańskim. Skala dewastacji i koszt naprawy były tak duże, że dzielnica podjęła decyzję, aby zlikwidować altany, które miasto postawiło na tamtejszej polanie dla mieszkańców. „To miało być miejsce przyjazne mieszkańcom, ale nie możemy co tydzień wydawać publicznych pieniędzy na łatanie dziur po wandalach” – relacjonuje Pietruczuk.

