
Partie polityczne mają to do siebie, że chętnie chwalą się nie tylko osiągnięciami, wynikami czy programami, ale też swoją wielkością. Swego czasu PSL przekomarzało się z PiS, kto jest największą polską partią polityczną. Politycy SLD, kiedy łączyli się z Wiosną, przekonywali, że od teraz ich formacja będzie po prostu większa. Podobnie ostatnio, kiedy Nowoczesna i Inicjatywa Polska dołączały do PO, mówili politycy nowej Koalicji Obywatelskiej.
Liczba członków partii politycznej nie zawsze świadczy o jej faktycznej sile i roli. Wystarczy spojrzeć na Solidarną Polskę, która choć formalnie była niewielką formacją, w rzeczywistości przez osiem lat rządów PiS posiadała bardzo duże wpływy. Była jednak zbyt mała strukturalnie, by myśleć o wystawianiu własnych list w wyborach, a zazwyczaj jest to jeden z „punktów honoru” dla liderów danego ugrupowania.
W ostatnich miesiącach rewelacją sondaży i badań staje się Konfederacja Korony Polskiej. – To da się wyjaśnić. Braunowi idzie w górę, bo PiS spada. To przypomina sytuację z 2007 roku, gdy wyborcy rozczarowani brakiem koalicji i sporem PO-PiS przerzucili się na PSL. Dzisiaj jest część wyborców, która obstawia koalicję PiS-Konfederacja i oni w obliczu tej całej „łajnoburzy” między Kaczyńskim i Mentzenem, idą do Brauna – przekonywał w wywiadzie dla Interii prof. Jarosław Flis.
Ilu członków ma partia Grzegorza Brauna?
Po dobrym starcie w wyborach prezydenckich Grzegorza Brauna jego formacja nie traci impetu i coraz śmielej rozpycha się na politycznej scenie. Jedno z podstawowych pytań dziś brzmi: czy Braun jest politycznym solistą, czy idą za nim ludzie? Czy jego ugrupowanie będzie w stanie wystawić własne listy w 2027 roku? A jeśli tak, ilu dziś ma członków?
– To dane wewnętrzne partii, których nie udostępniamy – przekazała Interii Marta Mrzygłód, sekretarz generalny Konfederacji Korony Polskiej, przewodnicząca Korony w okręgu tarnowskim.
– Nie podajemy informacji na temat liczby członków – przekazał z kolei Interii poseł Roman Fritz, który w Koronie pełni też funkcję rzecznika prasowego.
– To znaczące liczby, kilka tysięcy osób – uchylił jedynie rąbka tajemnicy Michał Gwadera, przewodniczący kieleckiej Korony.
Tajemnicy, bo informacja o liczbie członków Korony jest w tej formacji ściśle strzeżona. Z kilku powodów. Po pierwsze, by uśpić czujność politycznych konkurentów i nie dawać im pretekstu do ewentualnych konfrontacji na liczby. Po drugie, by nie zniechęcić potencjalnych nowych członków, którzy noszą się z zamiarem dopisania do partii. Po trzecie, by grać tajemnicą, która jest jedną z charakterystycznych cech tej formacji. Po czwarte, by do 2027 roku wprost nie odpowiedzieć, czy Korona jest w stanie wystawić własne listy.
Powyborczy boom w Konfederacji Korony Polskiej
Odpowiedź jest jednak prosta już dzisiaj – Korona wystawi własne listy, bo ma do tego przygotowane struktury. Partia jest podzielona wewnętrznie na 41 okręgów, które odpowiadają okręgom wyborczym. Różnią się one od siebie liczbą członków – tam, gdzie Korona jest bardziej rozpoznawalna i ma większe poparcie (głównie na wschodzie kraju), tam liczba członków jest większa. Według informacji Interii największe z nich liczą po kilkaset osób, a najmniejsze po kilkadziesiąt.
Jeden z działaczy opowiada nam, że w jego okręgu co tydzień dwie lub trzy nowe osoby chcą się zapisać. – Sytuacja się unormowała, bo prawdziwy boom przeżyliśmy po wyborach prezydenckich. Wówczas w krótkim czasie tylko w jednym okręgu pojawiło się kilkaset nowych deklaracji. To była moc – słyszymy.
Dobra kampania Brauna sprawiła, że zainteresowanie Koroną rosło i wciąż się utrzymuje. Sęk w tym, że do jego formacji nie tak łatwo się zapisać. Na początku trzeba przede wszystkim zdecydować, czy chce się być członkiem, czy jedynie sympatykiem Korony.
Członek ma zdecydowanie większe prawa, ale też obowiązki. Jak opowiada nam jeden z braunistów, bycie członkiem Konfederacji wiąże się z prestiżem – to wyłącznie członkowie mogą nosić charakterystyczne odznaki, mają prawo głosu w wyborach regionalnych, ale też są zobowiązani do płacenia składek. Sympatyk jest niższy rangą, nie musi płacić składek, nie może nosić odznaki, ale jest zobowiązany do przestrzegania statutu. Jeśli tego nie robi, partia żegna go bez żalu.
Staż kandydacki w Koronie, czyli partyjna weryfikacja
Jak już wspomnieliśmy, członkiem lub sympatykiem Korony nie jest tak łatwo zostać. Wcześniej trzeba przejść tzw. staż kandydacki – samo wypełnienie deklaracji członkowskiej i opłacenie składki nie sprawia, że ktoś automatycznie staje się członkiem Korony. Musi na to zasłużyć. Staż kandydacki trwa od miesiąca do nawet dwóch lat. O weryfikacji decyduje przewodniczący regionu.
– Obserwuje się i weryfikuje kandydata, czy się nadaje na pełnoprawnego członka. Sprawdzamy, czy uczciwie pracuje, czy jest zaangażowany, czy nie ma jakiejś niezweryfikowanej przeszłości. Do czasu aż będziemy pewni – słyszymy od jednego z polityków Korony.
– Łatwo do nas przyklejają się różni ludzie. Jacyś prowokatorzy, niepewni ludzie. Dlatego jesteśmy bardzo ostrożni – przekonuje nasz rozmówca.
Dopiero wykazanie się w trakcie stażu sprawia, że potencjalny kandydat może zostać członkiem Korony. To ciekawa formuła i zazwyczaj niespotykana na takim poziomie rozwoju partii politycznej. Przypomnijmy, że na dobrą sprawę historia Konfederacji Korony Polskiej jest dość krótka. Mimo że formacja ta powstała kilka lat temu, wchodziła w skład koalicyjnej Konfederacji. Dopiero po rozstaniu z Krzysztofem Bosakiem i Sławomirem Mentzenem Grzegorz Braun na dobre poszedł „na swoje”.
A to oznacza, że zaczął budować struktury, a w takich momentach zazwyczaj liderzy działają na zasadzie „wszystkie ręce na pokład”. Chcą szybko dysponować pokaźną liczbą współpracowników, by natychmiast zaangażować ich w kampanijne procesy – ktoś bowiem musi wieszać plakaty, rozdawać ulotki, rozmawiać z sąsiadami. Im więcej takich osób – myślą liderzy – tym lepiej, dlatego nie przykładają większej wagi do tego, kto do nich dołącza. Braun natomiast idzie inną drogą i na tym etapie rozwoju postanowił skrupulatnie dobierać współpracowników.
Ma czas do 2027 roku, ale już z obecną bazą byłby w stanie zapełnić wyborcze listy. – Bez problemu, bo wychodzimy do ludzi. To nasza polityka, która robi robotę – uśmiecha się rozmówca Interii.
Konfederacja Korony Polskiej notuje różne sondażowe odchylenia, ale w zasadzie wszystkie mieszczą się w przedziale 5-10 proc. A to oznacza, że partia Brauna bez większego wysiłku powinna przekroczyć próg wyborczy, choć jej apetyt może wzrosnąć do wyniku dwucyfrowego.

