Historia naszych spotkań z Walią wskazywała, że ten przeciwnik mocno nam odpowiada. W samym XXI wieku na terenie tego rywala wygraliśmy wszystkie cztery spotkania. Drużyna Roberta Page’a pokazała jednak wielką klasę w półfinale baraży, gdzie pokonała Finlandię 4:1. My z kolei wygraliśmy z Estonią 5:1, ale klasa tego rywala była zdecydowanie niższa niż klasa przeciwnika, z którym mierzyli się Walijczycy. Wydaje się właśnie, że przed finałem baraży, to ten zespół był minimalnym faworytem.

Pierwsza połowa bez goli, lecz z lampką ostrzegawczą

Spotkanie w Cardiff rozpoczęło się spokojnie. Widać, że obie ekipy za wszelką cenę nie chciały stracić gola. W pierwszym kwadransie to Polacy jednak byli bliżej zdobycia bramki, lecz po dośrodkowaniu Przemysława Frankowskiego piłki nie sięgnął Karol Świderski. Później strzał z dystansu oddał Jakub Piotrowski, lecz był wyraźnie niecelny.

W kolejnych fragmentach Walijczycy starali się napierać lewą stroną i szukać Kieffera Moore’a. Wysoki piłkarz sam mógł oddawać strzały głową lub zgrywać piłki do kolegów z drużyny. Przy stałych fragmentach gospodarzy byli niezwykle groźni. U nas z kolei wyróżniał się Nicola Zalewski. Podobnie jak w starciu z Estonią nasz lewy wahadłowy szarpał w ofensywie, zdobywał teren, choć oczywiście czasem był powstrzymywany przez twardo grających zawodników z Walii. Jakub Piotrowski natomiast często odczuwał bolesne starcia z rywalami. Wydaje się, że szwankowała współpraca napastników, a właściwie jej nie było. Robert Lewandowski często głęboko cofał się po piłkę, by pomóc w rozegraniu.

Ostatnie dziesięć minut pierwszej części gry sprawiło, że biało-czerwonym musiała zapalić się lampka ostrzegawcza. Walia zyskała przewagę, a w końcówce strzeliła nawet gola, ale Ben Davies na nasze szczęście był na minimalnym spalonym.

Druga połowa nie przyniosła rozstrzygnięcia

Drugą połowę gospodarze rozpoczęli z dużym animuszem. I znów groźny był Moore. Jego strzał zmierzał do siatki, ale fantastyczną paradą popisał się Wojciech Szczęsny. Po tej sytuacji na jakiś czas inicjatywę przejęli biało-czerwoni. W 58. minucie Lewandowski strzelał głową, ale był wytrącony z równowagi i Ward nie musiał interweniować. Później rozegraliśmy kilka składnych akcji, które mogły się podobać. Pojawiły się też stałe fragmenty gry, ale wynik nie ulegał zmianie.

Z biegiem czasu też zaostrzała się gra. Szczególnie agresywni byli gospodarze niesieni dopingiem swojej publiczności. Daniele Orsato pokazał też pierwsze żółte kartki, a jedną z nich otrzymał Zalewski.

W 76. minucie po stałym fragmencie gry Walijczyków nasi piłkarze przeprowadzili bardzo dobrą kontrę, lecz kiepskim strzałem zakończył ją Zalewski. W tamtym momencie Michał Probierz zaczął przeprowadzać pierwsze zmiany. Niezwykle zmęczonego Jana Bednarka zastąpił Bartosz Salamon, a w ataku Karola Świderskiego zastąpił Krzysztof Piątek.

Kolejne minuty obfitowały w kolejną porcję walki na śmierć i życie. Dało się też odczuć, że oba zespoły są poważnie zmęczone. W końcówce strzał z dystansu oddał Lewandowski, lecz poleciał obok bramki. Kapitan kadry starał się korzystać na współpracy z Piątkiem, który wygrał kilka pojedynków główkowych z obrońcami rywali. Ostatecznie jednak gole nie padły, więc arbiter zaprosił piłkarzy na dogrywkę. Niestety przykre było to, że mimo niezłej gry nie oddaliśmy celnego strzału na bramkę przeciwników.

wyszarpują awans na Euro 2024 po horrorze

Początek dogrywki był w miarę spokojny, gra toczyła się głównie w powietrzu. Nasz zespół nie starał się grać pochopnie. W 98. minucie gospodarze przeprowadzili groźną akcję, po której to my ruszyliśmy z kontrą. Znów pierwsze skrzypce grał Zalewski, który po lewej stronie przytrzymał piłkę i wyłożył ją Piotrowskiemu. Ten huknął jak z armaty, a piłka minimalnie minęła słupek. Niedługo później ten sam piłkarz zanotował fatalną stronę w środku boiska, ale na szczęście bez konsekwencji. Następnie to my znów ruszyliśmy, ale Frankowski oddał taki „centrostrzał”, a piłkę pewnie złapał Ward.

Orsato równo w 105. minucie zakończył pierwszą część dogrywki. Warto też odnotować, że w 101. minucie Sebastian Szymański zastąpił Piotra Zielińskiego, a niedługo później Taras Romańczuk zmienił Piotrowskiego.

W drugiej połowie dogrywki to znów Polacy byli stroną przeważającą. Niezmordowany był Zalewski. Warto też pochwalić Frankowskiego. Szarpał Lewandowski, Piątek dominował w pojedynkach powietrznych, ale wciąż nie mogliśmy zamknąć akcji. Walijczycy wyglądali na bardziej zmęczonych od podopiecznych Probierza. W końcówce dogrywki drugą żółtą kartkę otrzymał Mepham i Polacy mieli rzut wolny w pobliżu pola karnego, ale nic z niego nie wynikło. O awansie na Euro 2024 decydowały więc rzuty karne.

W nich lepsi okazali się Polacy, wygrywając 5:4! Komplet naszych zawodników strzelił gole z jedenastego metra, a ostatni strzał Walijczyka – Daniela Jamesa – obronił Wojciech Szczęsny. Po tym spotkaniu wielu kibicom przybyło siwych włosów na głowie.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.