
-
Humbak Timmy utknął na mieliźnie u niemieckich wybrzeży Bałtyku i mimo licznych prób ratowania, pozostaje w bardzo złym stanie.
-
Wieloryb jest poważnie osłabiony, poraniony, ma wodę w płucach oraz sieć rybacką w pysku, a naukowcy przewidują jego śmierć.
-
W przypadku śmierci zwierzęcia, jego ciało ma zostać wykorzystane do produkcji biopaliwa lub biodiesla.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Niemcy nazwali wieloryba Timmy. Ten młody humbak wpłynął na Morze Bałtyckie jeszcze w marcu i utknął na mieliźnie – najpierw niedaleko Niendorf kołu Lubeki w Niemczech. Gdy udało się go z niej ściągnąć za pomocą ciężkiego sprzętu i pogłębiarek, Timmy odpłynął, ale krótko potem znów wpadł na brzeg. To powtarzało się kilkukrotnie, co pokazuje jak dużym problemem dla takich zwierząt jest pływanie po Morzu Bałtyckim.
Nie chodzi nawet o jego płytkość, bo Bałtyk jest o wiele płytszy nawet od sąsiedniego Morza Północnego i jeszcze kilkanaście tysięcy lat temu był po prostu jeziorem. Bałtyk jest dość płytki, a przede wszystkim za słabo zasolony. Zbyt małe stężenie soli ma kolosalny wpływ na biologię waleni. Działa niekorzystnie na ich skórę, narządy wewnętrzne, zapewne także na nawigację. W Bałtyku to zaledwie 7-8 gramów soli na litr wody, co oznacza, że jest pięciokrotnie słabsze niż w oceanach. Najsilniejsze zasolenie mamy właśnie w rejonie Danii i cieśnin duńskich, więc tam wieloryby nie spodziewają się jeszcze problemów, gdy napotykają 20 gramów soli na litr wody. Im dalej w głąb Bałtyku, tym bardziej ono jednak spada i zaczynają się kłopoty. Wieloryby mają problem z nawigacją w tak słodkiej wodzie, a nade wszystko wpływa ona na funkcjonowanie ich organizmu. Przy okazji dramatu humbaka pod Lubeką biolog morski Robert Lehmann podawał, że tak niskie zasolenie wody jak w tym rejonie sprawia, że skóra zwierząt staje się bardziej rozmiękczona, a woda wnika do komórek. To źle wpływa na narządy i tkanki walenia, a na skórze pojawiają się obrzęki i rany. Zwierzę nie jest dostosowane do życia w takim morzu. I katastrofa gotowa.
Jakby tego było mało, Timmy ma w pysku resztki sieci rybackich, w które się zaplątał albo które połknął. One powodują, że nie może się odżywiać prawidłowo. Sieci rybackie pozostawione w morzu sieją kolosalne spustoszenie wśród morskich zwierząt, także wśród wielorybów.
To ostatnia próba uratowania humbaka z Bałtyku
Teraz Timmy leży na płyciźnie wyspy Poel koło Wismar. To dalej na wschód od Lubeki, bliżej polskiego wybrzeża. Niemcy podjęli wiele wysiłków, aby mu pomóc i ściągnąć go wielokrotnie na głębsze wody, ale nie dawały one rezultatu na dłuższą metę. Wieloryb wciąż wpadał na płytszą wodę. Nowy pomysł, o którym pisaliśmy w Zielonej Interii, zakłada zorganizowanie dużej, zapewne ostatniej akcji ratunkowej polegającej na przeciągnięciu pod zwierzęciem plandek i odpaleniu poduszek unoszących jego ciężkie ciało w wodzie. Następnie holowniki miałyby go zaciągnąć już nie kawałek jedynie ku głębszym wodom Bałtyku, ale dalej – może nawet na cieśniny duńskie albo i Morze Północne. Operacja jest droga, ale znalazł się prywatny biznes, który pokryje koszty.
Szanse na powodzenie akcji są minimalne. Ssak tkwi na mieliznach Bałtyku już od prawie miesiąca. „Wieloryb jest zbyt słaby i szanse, że wyląduje w Morzu Północnym i będzie mógł swobodnie pływać, są nikłe” – powiedział biolog morski Greenpeace, Thilo Maack, cytowany przez „Bild”. Mało tego, te szanse są nikłe nawet wtedy, gdy uda się go ściągnąć z mielizny i zaciągnąć na Morze Północne. Timmy jest tak poraniony i tak słaby, że mało prawdopodobne wydaje się, aby wrócił do normalnego życia. To obrażenia skóry, zapewne także obrażenia wewnętrzne plus trudna do usunięcia sieć rybacka w pysku. Naukowcy ustalili także, że w płucach wieloryba zebrała się woda, na co wskazują wyraźne szmery z płuc. Pojawiły się nawet sugestie, że humbak sam zrezygnował z przebijania się przez cieśniny duńskie i świadom swego końca, postanowił pozostać na bałtyckiej mieliźnie.
Chociaż więc mnóstwo ludzi śledzi losy wieloryba i trzyma za niego kciuki, naukowcy przygotowują ich na prawdopodobną śmierć zwierzęcia. Wspomniany „Bild” pisze już nawet o planach jakie są wobec ciała humbaka. Zostanie ono poddane oględzinom i sekcji, aby wyjaśnić powody śmierci i wpłynięcia ogromnego ssaka do Morza Bałtyckiego. To się czasem zdarza wielorybom, ale ostatnie wypadki są częstsze niż kiedyś, zwłaszcza w wypadku humbaków. A Bałtyk nie jest naturalnym miejscem ich występowania. Jedynym rodzimym waleniem bałtyckim jest niewielki morświn zwyczajny.
Niemieckie Muzeum Oceanograficzne w Stralsundzie i Uniwersytet w Rostocku wyraziły już zainteresowanie szkieletem humbaka. Rzecznik specjalizującej się w utylizacji zwierząt firmy SecAnim z siedzibą w Selm mówi, że firma zajmie się ciałem. Na łamach „Bildu” czytamy, że Timmy zostanie „w dużej mierze rozczłonkowany” i szczątki będą przetransportowane specjalnymi pojazdami do Malchin w Pojezierzu Meklemburskim. Tam ciało wieloryba będzie wykorzystane do produkcji biopaliwa neutralnego pod względem emisji dwutlenku węgla dla elektrowni i przemysłu cementowego lub wysokiej jakości, przyjaznego dla środowiska biodiesla.
Póki co jednak Timmy żyje i został przebadany przez nurków, którzy sprawdzili stan jego płetw. Humbak żyje i co jakiś czas wyrzuca w powietrze fontanny wody. Akcja ratunkowa rusza w sobotę 18 kwietnia.

