Ceny paliw rosną. Program CPN został zakończony, ale końca wojny na Bliskim Wschodzie nie widać.
Dodatkowo sytuacja międzynarodowa coraz bardziej się komplikuje, od kiedy w poniedziałek jemeńscy rebelianci Huti ogłosili blokadę morską dla Arabii Saudyjskiej na Morzu Czerwonym.
Jak podawała agencja Reutera, w środę cztery tankowce płynące przez ten akwen do Azji zmieniły swoje trasy. Zamiast płynąć na południe w stronę cieśniny Bab al-Mandab, zawróciły i obrały kurs na Kanał Sueski. Cieśnina ta – obok cieśniny Ormuz – jest kluczowa zarówno dla bezpieczeństwa międzynarodowego, jak i sytuacji na globalnych rynkach.
Czytaj też: Atak Huti na saudyjskie tankowce na Morzu Czerwonym. Ceny ropy w górę
Nie bez znaczenia jest też… pogoda. To wszystko składa się w mozaikę czynników, które wpływają na to, ile w najbliższym czasie zapłacimy na stacjach paliw.
Ile Polacy zapłacą za paliwo? Analityk wylicza
– Mamy do czynienia z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie i otwarciem kolejnego frontu wojennego. Pojawiły się groźby blokady cieśniny Bab al-Mandab, co stanowi dodatkowe zagrożenie obok już problematycznej cieśniny Ormuz. Do tego dochodzą pierwsze w tym sezonie sztormy tropikalne w rejonie Zatoki Meksykańskiej – wylicza w rozmowie z Interią ekspert rynku paliw i analityk Rafał Zywert, dyrektor działu prognoz i analiz w Reflex.
Jak mówi, wszystkie te czynniki sprawiają, że ceny ropy typu Brent powracają do poziomu 95 dolarów za baryłkę, a to przekłada się na wzrost cen hurtowych oraz tych na stacjach benzynowych. Jak to wygląda w praktyce?
– W bieżącym tygodniu średnia cena oleju napędowego w kraju zbliży się do poziomu 8 zł za litr, a za benzynę 95-oktanową zapłacimy średnio około 7,40 zł – mówi Zywert. Jak dodaje, prognozy na przyszły tydzień wskazują jednak, że cena diesla na stałe zagości powyżej progu 8 zł, a benzyna osiągnie pułap 7,50 zł za litr.
Rozmówca Interii zauważa, że choć wciąż brakuje nam nieco do historycznego rekordu ceny oleju napędowego z marca tego roku, który wyniósł 8,75 zł, sytuacja na rynku benzyn jest trudna.
Ceny paliw. Idziemy w kierunku rekordu
Nie bez znaczenia jest też pora roku. – Jesteśmy w pełni sezonu wakacyjnego, kiedy popyt jest znacznie wyższy. Obecnie benzyna jest najdroższa od czerwca 2022 roku, czyli od momentu gwałtownych wzrostów po wybuchu wojny na Ukrainie, kiedy to rekordowy poziom wyniósł 7,96 zł. Ceny są zatem zdecydowanie wyższe niż przed rokiem, co sprawia, że wakacyjne wyjazdy stają się odczuwalnie droższe – ocenia.
A co dalej? Rafał Zywert przyznaje, że sytuacja jest niezwykle dynamiczna, a przedłużające się utrudnienia w przewozie surowca z Bliskiego Wschodu są bardzo dotkliwe.
Choć cieśninę Bab al-Mandab da się ominąć, kierując statki przez Kanał Sueski – jak to zrobiły opisywane przez agencję Reutera w tym tygodniu tankowce – taka zmiana wydłuża transport. – A czas działa na naszą niekorzyść – mówi Zywert.
I zwraca uwagę je dodatkowy i trudny do przewidzenia czynnik, jakim jest sezon huraganowy w Stanach Zjednoczonych.
– Jeżeli w sierpniu lub wrześniu dojdzie do uszkodzeń infrastruktury rafineryjnej w Zatoce Meksykańskiej, uderzy to bezpośrednio w rynek benzyn. USA odpowiadają za blisko 36 proc. światowej konsumpcji tego paliwa, a od wybuchu wojny znacznie zwiększyły eksport swoich produktów naftowych. Ewentualne zniszczenia spowodowałyby przerwanie kolejnych łańcuchów dostaw, co tworzy wyjątkowo niekorzystny dla nas splot okoliczności – wskazuje.
Będzie nowy CPN? Piotr Arak: Rząd może nie mieć wyjścia
Co na to rząd? W piątek w Sejmie premier Donald Tusk w rozmowie z dziennikarzami został zapytany o powrót programu osłonowego CPN („ceny paliwa niżej”), wprowadzonego czasowo przez rządzących w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie.
– Z budżetu państwa nie możemy bez końca łożyć na to pieniędzy. I tak długo wytrzymaliśmy, utrzymując najniższe ceny paliw w Europie, ale ta wytrzymałość budżetu też ma swoje granice – powiedział Tusk. Jak zaznaczył, rząd z góry zapowiadał, że program CPN będzie tymczasowy. – I tak wydłużyliśmy ten okres. (…) I tak długo wytrzymaliśmy, utrzymując najniższe ceny paliw w Europie – dodał.
Program CPN przestał obowiązywać z końcem czerwca. Z danych przedstawionych przez Ministerstwo Finansów wynika, że program kosztował około 4,7 mld zł.
Tymczasem – jak zauważa Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, wcześniej dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego – ceny hurtowe paliw osiągają obecnie pułapy zbliżone do rekordów z lat 2022-2023.
– W nadchodzących tygodniach te kosztowne paliwa trafią do odbiorców końcowych, co sprawi, że obecne, i tak już wysokie ceny, jeszcze wzrosną – mówi w rozmowie z Interią.
Piotr Arak wskazuje, że bez interwencji regulatora trudno liczyć na poprawę, tymczasem „nasza kołdra fiskalna jest bardzo krótka”. – Nie dysponujemy już taką przestrzenią do zwiększania deficytu, jaką mieliśmy w latach ubiegłych. Przed rządem stoi zatem ogromne wyzwanie: kiedy i w jakiej formie wprowadzić ewentualny mechanizm osłonowy, by zminimalizować dotkliwe dla konsumentów podwyżki – dodaje ekonomista.
Pytany, czy jego zdaniem rząd może zdecydować się na taki krok, mówi krótko: jeżeli w tym lub przyszłym tygodniu nie pojawią się perspektywy na uspokojenie rynku paliwowego, rząd zostanie do tego zmuszony.
– Ceny benzyny mogą bowiem swobodnie przekroczyć barierę 8 złotych, a w przypadku oleju napędowego zbliżyć się nawet do 9 złotych za litr. To poziomy niebezpiecznie bliskie wartościom dwucyfrowym – dodaje.
Jak przypomina jednak, koszt programu CPN zmusił ministerstwo finansów do powiększenia deficytu sektora finansów publicznych.
– W bieżącym roku może zabraknąć dodatkowych wpływów, które mogłyby pokryć te koszty. To z kolei naraża nas na krytykę ze strony Komisji Europejskiej, bo Polska i tak znajduje się już pod lupą ze względu na procedurę nadmiernego deficytu – kwituje.
Justyna Kaczmarczyk


