
Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Założony w 1851 r. „The New York Times” to jeden z najbardziej opiniotwórczych dzienników na świecie. Jego redakcja od lat relacjonuje i komentuje najważniejsze wydarzenia na świecie z takich obszarów jak: polityka, gospodarka, nauka i kultura. Dziennikarze „The New York Times” zdobyli ponad 140 nagród Pulitzera.
Hugo Palencia wspomina, że mniej więcej o tej porze w zeszłym roku pracował jako kurier DoorDash i Uber Eats w Aurorze w stanie Kolorado.
Teraz mieszka w kongijskim hotelu, wciąż oszołomiony podróżą w kajdankach ze Stanów Zjednoczonych do tego kraju w Afryce Środkowej, o którym miesiąc temu ledwo słyszał.
16 kwietnia Palencia został deportowany do Demokratycznej Republiki Konga (nie mylić z sąsiednią Republiką Konga – przyp. Interia) wraz z 14 innymi imigrantami z Kolumbii, Ekwadoru i Peru. Wszyscy trafili do dużego hotelu położonego na obrzeżach stolicy kraju, Kinszasy. – Jestem na drugim końcu świata – mówi mężczyzna.
Ostatnio sprawa tej migracyjnej odysei trafiła przed sąd. Sędzia orzekł, że jedna
z zatrzymanych osób – Kolumbijka Adriana Maria Quiroz Zapata – została deportowana do Konga nielegalnie.
Sędzia wykazał, że Zapatę wysłano do Afryki wbrew stanowisku władz DR Konga. Te bowiem informowały administrację Trumpa o braku możliwości przyjęcia kobiety ze względu na jej stan zdrowia. W efekcie sąd nakazał urzędnikom imigracyjnym sprowadzenie Zapaty z powrotem do Stanów Zjednoczonych.
25-letni Palencia oraz inni deportowani, z którymi „The New York Times” rozmawiał
w hotelu, przyznali, że po przylocie postawiono ich przed wyborem. Przedstawiciele Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) – agencji ONZ – poinformowali ich, że mogą albo wrócić do swoich ojczyzn w Ameryce Łacińskiej, albo zostać w Kongu i radzić sobie na własną rękę.
Na podjęcie decyzji mieli siedem dni.
Deportacja z USA do Afryki. Nowa polityka administracji Trumpa
Tak zwana polityka deportacji do krajów trzecich, prowadzona przez administrację Donalda Trumpa, skutkuje wysyłaniem tysięcy imigrantów ze Stanów Zjednoczonych do odległych zakątków świata, całkowicie obcych i odmiennych od ich własnych ojczyzn.
W wielu przypadkach migranci są pozbawiani paszportów i telefonów, zamykani
w zagranicznych ośrodkach detencyjnych i zawieszani w próżni prawnej.
Administracja liczy na to, że groźba deportacji do takich krajów jak DR Konga, Sudan Południowy czy Kamerun zadziała odstraszająco na osoby planujące nielegalne przekroczenie amerykańskiej granicy. W niektórych przypadkach państwa te są znacznie bardziej niebezpieczne niż kraje pochodzenia imigrantów, co czyni to zagrożenie jeszcze bardziej dotkliwym.
Adwokatka deportowanych Alma David wyjaśniła, że kilku z nich było objętych w USA nakazami ochrony. Z tego powodu odesłanie ich do własnych ojczyzn – gdzie groziło im niebezpieczeństwo – było niezgodne z prawem.
Choć administracja Trumpa określiła deportowanych mianem „barbarzyńskich przestępców”, według rządu Konga żaden z imigrantów przebywających w hotelu nie był nigdy karany w Stanach Zjednoczonych.
Departament Bezpieczeństwa Krajowego nie skomentował sprawy 15 migrantów z Ameryki Łacińskiej deportowanych do Konga. W oświadczeniu przekazanym redakcji „NYT” agencja rządowa stwierdziła jedynie: „Każda deportowana osoba miała zapewniony pełny proces sądowy”.
Siedem dni na decyzję. Co czeka imigrantów w Kinszasie?
Inna Kolumbijka, która ze względów bezpieczeństwa poprosiła o zachowanie anonimowości, opowiadała, że jej i pozostałym migrantom obiecano pomoc. Jeśli zgodzą się na powrót do swoich krajów, Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM) obejmie ich ochroną, a w hotelu będą mogli pozostać „tak długo, jak będzie to konieczne”.
Urzędnicy agencji powiedzieli im, że jeśli odrzucą tę ofertę, będą zdani wyłącznie
na siebie i nie dostaną żadnego wsparcia np. w opłaceniu pokoju. Deportowani mają obecnie trzymiesięczne wizy turystyczne, które nie pozwalają im na podjęcie pracy w Kongu. Pozwolono im jednak na opuszczanie hotelu pod nadzorem.
W oświadczeniu przekazanym redakcji „New York Times” Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji zapewniła, że nie zmusza nikogo do powrotu do ojczyzny. Agencja dodała, że siedmiodniowy termin to minimalny czas udzielania wsparcia, który w razie potrzeby może zostać przedłużony.
Pierwszego wieczoru w hotelu, siedząc na plastikowym krześle w barze przybasenowym, Palencia wydał część swoich skromnych oszczędności na piwo Corona, by przypomnieć sobie o domu w Kolumbii.
– Wszyscy zastanawiamy się, czy bardziej boimy się powrotu do naszych krajów, czy pobytu tutaj, w takim miejscu – powiedział Palencia.
Jak wyjaśnił, amerykański sędzia nakazał jego deportację w 2023 roku po tym, jak mężczyzna dwukrotnie nielegalnie wjechał do USA. Sędzia uchronił go jednak przed odesłaniem do Kolumbii, powołując się na ryzyko tortur. Zamiast tego władze wysłały go do Konga.
– Termin wyznaczony przez IOM upłynął ponad dwa tygodnie temu i większość zgodziła się na powrót do ojczyzny – dodał Palencia.
Czekając za wysokimi, zwieńczonymi drutem kolczastym murami hotelu, imigranci mogą pływać, grać w tenisa, odpoczywać i spacerować po zadbanym, zielonym terenie. Prąd
i woda są dostarczane sporadycznie, od czasu do czasu przemknie jakiś szczur, ale
w pokojach jest klimatyzacja i łazienki, a goście mają zapewnione trzy posiłki dziennie. Jak podają władze kongijskie, wszystko to finansują Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji oraz rząd Stanów Zjednoczonych.
Hotel nie jest jednak luksusowy, a atmosfera bywa w nim napięta. Dziennikarze „NYT” zauważyli na miejscu dziesiątki izraelskich instruktorów wojskowych oraz kongijskich żołnierzy.
Poruszanie się po Kongu poza hotelem również stanowi wyzwanie. Kinszasa jest jednym
z największych i najbardziej tętniących życiem miast na kontynencie, ale charakteryzuje się starzejącą się, nieodpowiednią infrastrukturą i wielojęzycznością. Tamtejsze korki obrosły już legendą, a pasażerskie żółte minibusy, podskakujące na dziurawych drogach, nazywane są ponuro „Duchami Śmierci”.
Kontrowersyjna umowa USA z Kongiem
Kongo zmaga się również z jednym z najpoważniejszych kryzysów humanitarnych
na świecie. Wielu Kongijczyków zastanawia się, dlaczego ich rząd zgodził się przyjąć osoby deportowane ze Stanów Zjednoczonych, skoro kraj sam boryka się z problemem milionów wewnętrznych przesiedleńców.
– Ta umowa godzi w interesy Kongijczyków – ocenił Jean-Claude Katende, znany prawnik specjalizujący się w prawach człowieka.
Kongijskiemu rządowi zarzuca się, że idzie administracji Donalda Trumpa na zbyt duże ustępstwa, oferując między innymi preferencyjny dostęp do bogatych złóż minerałów.
Podczas jednej z rzadkich konferencji prasowych prezydent Konga Félix Tshisekedi oświadczył, że przed przyjęciem imigrantów postawił Stanom Zjednoczonym pewne warunki – deportowani nie mogli być „niegrzecznymi chłopcami”. Dodał jednak, że zgodził się ich przyjąć „po prostu dlatego, że tego chcieli Amerykanie”.
– Marzyli o amerykańskim śnie, a teraz żyją kongijskim snem – zażartował.
Palencia szybko zgodził się na powrót do Kolumbii, uznając, że ryzyko życia w Kongu jest większe niż to, z którym mierzył się w ojczyźnie.
– Nie wiem nic o Kongu poza muzyką, którą kolumbijscy artyści czasami wykonują
w hiszpańskich wersjach – powiedział. – Najlepiej byłoby, gdyby wysłano mnie prosto
do domu. Ten kraj jest trzy razy bardziej niebezpieczny niż moja ojczyzna – dodał.
Chociaż imigranci raczej nie odczują skutków konfliktu trwającego we wschodniej części DR Konga, mogą stać się ofiarami zagrożeń typowych dla najbiedniejszych rejonów świata: niewydolnego systemu opieki zdrowotnej, niebezpiecznych dróg, głęboko zakorzenionej korupcji oraz chorób tropikalnych, takich jak malaria.
Pułapka prawna i strach przed powrotem. Kolumbijka opowiada swoją historię
Imigrantka z Kolumbii wyznała, że nie może wrócić do ojczyzny. Torturowała ją tam uzbrojona grupa mężczyzn przy współudziale jej byłego partnera, pracującego dla rządu. Jak twierdzi, we wrześniu 2024 roku, starając się o azyl w Stanach Zjednoczonych, samotnie przekroczyła granicę z Meksykiem i została natychmiast zatrzymana przez amerykańskie służby.
Kobieta spędziła półtora roku w ośrodku detencyjnym Eloy w Arizonie, gdzie próbowała przejść przez procedurę imigracyjną bez pomocy prawnika. W zeszłym roku sędzia wydał w jej sprawie nakaz ochrony, jednak w marcu tego roku została zatrzymana przez funkcjonariuszy ICE podczas rutynowej wizyty w urzędzie imigracyjnym. („NYT” zweryfikował historię imigracyjną kobiety oraz nakaz ochrony przed torturami na podstawie dokumentów rządowych i akt sądowych).
„Gdzie to w ogóle jest?” – wspomniała swoją pierwszą myśl, gdy dowiedziała się, że ma zostać wysłana do Konga. – Mówiłam im: „Boję się tam jechać. Nie chcę, żeby wysłano mnie do Afryki. Nie możecie mi tego zrobić. To, co robicie, jest niezgodne z prawem”.
Jak przekazała adwokatka kobiety Alma David, urzędnicy IOM poinformowali Kolumbijkę, że nadal będzie otrzymywać pomoc od agencji w zależności od jej sytuacji, mimo że odmówiła powrotu do domu. Prawniczka dodała, że urzędnicy ONZ ds. migracji zaproponowali jej kontakt z inną agencją ONZ, która rozpatruje wnioski o azyl.
„Niewidzialne więzienie”. Życie z dala od amerykańskiego snu
W ciągu kilku tygodni spędzonych razem w Kongu deportowani bardzo się do siebie zbliżyli. Chodzą na spacery i siedzą do późna, czekając na okazję, by zadzwonić do swoich bliskich w ojczyźnie. Większość z nich spędza jednak dnie w swoich pokojach, chroniąc się przed tropikalnym upałem i burzami.
– Trzymamy się razem – powiedziała Kolumbijka. Wieczorami wspólnie tańczą i śpiewają
w rytm vallenato (kolumbijskiej muzyki ludowej, w której melodię prowadzi akordeon) lub latynoskiego trapu.
Aby umilić sobie czas, Palencia odtwarza na YouTubie piosenki Christiana Nodala i Yuriego Buenaventury. Przyznał, że kiedy rozmawia z bliskimi przez telefon, ci czasami płaczą. Trudno mu wtedy znaleźć słowa pocieszenia.
– Żaden człowiek nie powinien żyć w takim niewidzialnym więzieniu – powiedział. – Nie wiesz nawet, jak rano obudziło się twoje dziecko, jak czuje się żona i jak radzi sobie reszta rodziny. To niezwykle trudne, gdy najbliżsi na tobie polegają.
Uwięziona w Kongu Kolumbijka jest przerażona tym, co przyniesie przyszłość. Każdej nocy rozmawia ze swoją 10-letnią córką, ale nie powiedziała jej jeszcze, że wywieziono ją do Afryki. Nie chce, żeby dziewczynka się martwiła. Na razie udaje, że wciąż układa sobie życie w Stanach Zjednoczonych.
Autorzy: Ruth Maclean, Emiliano Rodríguez Mega, Pranav Baskar i Justin Makangara
Artykuł został w oryginale opublikowany na łamach „The New York Times”.
© 2026 The New York Times Company
Tłumaczenie: Monika Bortnowska
-
„The Washington Post”: Kraj, w którym skończyła się godność i Coca-Cola
-
„The Economist”: Czy Chiny zrobią z Afryki jedną wielką fabrykę?

