Iran od dekad to zapowiadał, USA się nie przygotowały. Miny to tylko część problemu

Z 13 zaatakowanych dotychczas statków, żaden nie nadział się na minę. Za to w kilku przypadkach najprawdopodobniej zaatakowały drony nawodne. Nowa odsłona ulubionej broni słabych na morzu. Tych, których nie stać na poważną flotę, ale chcą utrudnić życie morskim potęgom w pobliżu swoich wybrzeży. Wypisz wymaluj Iran. Który dodatkowo jest idealnie położony do użycia zarówno min, jak i dronów, bo tuż przy jednej z kluczowych cieśnin świata.

Sugestywne zagrożenie spod wody

Niezależnie od tego, że na razie to drony wyrządziły więcej szkód, to miny stały się jednym z najczęściej powtarzanych słów w kontekście wojny morskiej z Iranem. Czy zostały postawione w cieśninie Ormuz? Czy jednak nie? We wtorek w amerykańskich mediach pojawiły się nieoficjalne doniesienia oparte o anonimowe źródła, które miały widzieć raporty służb wywiadowczych USA. Według nich „w ostatnich dniach” Iran miał zacząć stawiać na niewielką skalę miny w cieśninie Ormuz. Padło przy tym twierdzenie, że Irańczycy nadal mają około 80-90 procent swoich małych jednostek minowych. W reakcji prezydent Donald Trump napisał w mediach społecznościowych nieco kuriozalny post, stwierdzając między innymi: „…jeśli Iran umieścił jakieś miny w cieśninie Ormuz, przy czym my nie mamy żadnych raportów, aby tak uczynił, to chcemy, aby NATYCHMIAST je usunął!”. Inaczej groził jeszcze poważniejszymi konsekwencjami niż obecne masowe bombardowania. Nieco później sekretarz obrony Pete Hasgeth zapewnił, że wojsko USA z „bezwzględną precyzją” niszczy irańskie jednostki morskie zdolne stawiać miny.

Oficjalnego potwierdzenia minowania cieśniny nie ma, choć słowa Trumpa brzmiały tak, jakby nie chciał tego potwierdzić, ale jednocześnie nalegał, aby Iran tego zaprzestał i usunął to, co postawił. Nie bez powodu, bo gdyby stało się pewne, iż Irańczycy zaczęli stawiać miny w cieśninie Ormuz, to perspektywy wznowienia na niej normalnego ruchu statków jeszcze bardziej by się oddaliły. Tego Trump chciałby uniknąć. Problem w tym, że choć Iran od dekad zupełnie otwarcie szykował się do wojny minowej na Zatoce Perskiej i blokowania cieśniny Ormuz, to Amerykanie poszli na wojnę z nim bez widocznego przygotowania na taki scenariusz. Jakby nie wierzyli, że sprawy mogą zajść tak daleko.

Problem w tym, że choć US Navy jest bez wątpienia największą siłą na oceanach świata, wobec której regularna flota Iranu jest bezsilna, to Amerykanie nie mogą wszystkiego. Irańczycy od zawsze byli świadomi tej dysproporcji, dlatego inwestowali w asymetryczne metody walki. Morską partyzantkę. Teraz widzimy to w praktyce. Amerykanie bez problemu zdewastowali irańską regularną flotę z powietrza, ale ich własne okręty nie próbują zbliżać się do wybrzeża Iranu z powodu zagrożenia rakietami i dronami odpalanymi z lądu, oraz morskimi dronami uderzeniowymi i minami. Dlatego też mija drugi tydzień od pierwszych nieoficjalnych próśb właścicieli statków o eskortę w cieśninie Ormuz, które US Navy ma ciągle odrzucać, argumentując zbyt wysokim ryzykiem i brakiem odpowiednich sił. Nie zmienił tego nawet wpis Trumpa, w którym deklarował, że może polecić flocie podjąć się tego zadania.

Niedobór środków w arsenale USA

US Navy po prostu nie jest przygotowana do szybkiego poradzenia sobie z takim wyzwaniem. W pobliżu cieśniny Ormuz ma jeden zespół uderzeniowy lotniskowca, czyli sam lotniskowiec atomowy i 3 niszczyciele rakietowe eskorty. Do tego 6 kolejnych niszczycieli operujących swobodnie i nieznaną liczbę atomowych okrętów podwodnych. Z tej listy tylko niszczyciele nadawałby się do próby bezpośredniego eskortowania statków i zapewniania im ochrony przed atakami z powietrza oraz wody. To wszystko jednostki typu Arleigh Burke. Duże i silnie uzbrojone okręty. Wpłynięcie nimi do cieśniny Ormuz wiązałoby się jednak z wystawieniem ich na znaczne ryzyko. Najpewniej przed zdecydowaną większością ataków zdołałyby się obronić, zwłaszcza przy wsparciu lotnictwa, ale na wojnie potknięć nie sposób uniknąć. Ewidentnie amerykańscy admirałowie takiego ryzyka nie chcą na razie podejmować. Tym bardziej że istnieje niemała szansa natknięcia się na miny, a na to niszczyciele nie są przygotowane – wpadnięcie nawet na jedną mogłoby się w skrajnej sytuacji skończyć utratą okrętu.

Dedykowane systemy do wykrywania i zwalczania min morskich mają w całym regionie tylko trzy okręty US Navy typu LCS, które stacjonują na stałe w Bahrajnie. Są to jednak jednostki względnie niewielkie i słabo uzbrojone. Żeby zająć się poszukiwaniem i niszczeniem min, potrzebują spokoju i ochrony. Jest to proces stosunkowo powolny i wymagający ostrożności. Irańczycy na pewno zrobiliby wszystko, aby spokojnie nie było. To jeden z filarów skutecznego używania min. Nie można ich zostawić samych sobie, bo wówczas przeciwnik może je metodycznie usunąć. To główne wyzwanie stojące przed okrętami przeciwminowymi. Zazwyczaj są niewielkie i słabo uzbrojone, ale muszą wysunąć się naprzód, wystawiając się na ciosy.

Przy czym zwalczanie min dzisiaj to nie klasyczne parawany i trały, przypominające wielkie sieci rybackie. Instalowany od 2024 roku na okrętach typu LCS moduł przeciwminowy to śmigłowiec MH-60 ze specjalistycznym systemem do wykrywania i niszczenia min, a do tego niewielka zdalnie sterowana łódź z oddzielnymi systemami do ich lokalizowania i detonowania. Ta ostatnia może działać na razie jedynie w zasięgu wzroku od okrętu matki, co istotnie ogranicza jej możliwości. Ponadto okręty mają jeszcze niewielkie podwodne roboty do wykrywania min. Do niedawna Amerykanie mieli na Zatoce Perskiej cztery starsze niszczyciele min typu Avenger. Zostały jednak wycofane ze służby we wrześniu i przetransportowane do USA. Miały po około 33-35 lat. Pomimo wieku, teraz na pewno bardzo by się przydały.

Ten opis sprowadza się do tego, że siłowe otwieranie cieśniny Ormuz byłoby dla US Navy ryzykowną operacją. Nie wspominając o tym, że trwałe jej otwarcie dla ruchu wymagałoby regularnych konwojów, co oznaczałyby duże obciążenie dla załóg nielicznych dostępnych okrętów i ryzyko szybkiego zużycia zapasów amunicji. Zwłaszcza rakiet przeciwlotniczych.

Dekady odpowiednich przygotowań

Ważne jest przy tym to, że Iran nie musi całkowicie uniemożliwić ruchu w cieśninie. Nie musi zatopić każdego okrętu i statku próbujących ją pokonać, aby skutecznie wpłynąć na żeglugę. Wystarczy wysokie ryzyko natknięcia się na minę albo spotkania z rakietą lub dronem, aby wywindować ryzyko do poziomu, który odstraszy armatorów od ryzykowania swojego majątku, pomimo znaczących wzrostów cen surowców. Na pewno znajdą się tacy, którzy będą ryzykować, ale bez zakończenia wojny lub znaczącej operacji US Navy i programu konwojów, sytuacja najpewniej nie zmieni się gruntownie.

Amerykanie zmagali się z czymś podobnym już pod koniec lat 80., kiedy w ramach wojny iracko-irańskiej na Zatoce Perskiej trwała tak zwana „wojna tankowców”. Obie strony regularnie atakowały statki służące do eksportu ropy przeciwnika, a przy okazji też różne jednostki neutralne. Na krótki okres w latach 1987-88 US Navy zorganizowała konwoje i prowadząc je, regularnie mierzyła się z irańskimi minami, małymi łodziami uzbrojonymi i rakietami przeciwokrętowymi. Irańczycy stawiali te pierwsze pod osłoną ciemności z różnych małych jednostek. Wystarczyła jedna udana noc, aby zrzucić na szlaku żeglugowym kilka min, które mogły potem miesiącami czekać na swoją okazję. To niewidzialne zagrożenie miało znaczną siłę psychologiczną, bo w opisach „wojny tankowców” miny regularnie są wymieniane jako kluczowy problem. Statystycznie znacznie poważniejszym były jednak ataki małych łodzi i rakiet (187 zweryfikowanych przypadków, wobec 10 spotkań z minami), bo po prostu US Navy nie miała sił, aby ciągle dozorować wszystkie szlaki morskie w pobliżu wybrzeża Iranu i chronić wszystkie statki. Choć były to czasy, kiedy flota USA była dwa razy liczniejsza i w rejonie Zatoki Perskiej miała znacznie większe oraz różnorodne siły, lepiej przygotowane do poradzenia sobie z takim zagrożeniem.

Od tego czasu US Navy znacznie się skurczyła i postawiła na duże oraz znacznie bardziej zaawansowane okręty, a Iran szykował się do asymetrycznej powtórki. I pomimo powszechnego skupienia się na minach, to tak samo jak podczas wojny tankowców, większą rolę mogą odegrać rakiety i małe łodzie. Tylko tym razem bezzałogowe. Na razie wszystkie 13 zaatakowanych statków to właśnie najprawdopodobniej ofiary rakiet i dronów. Amerykanie ewidentnie się na to nie przygotowali. Na razie Iran blokuje więc ruch statków z powodzeniem. W latach 80. pomimo ciągłych ciosów w żeglugę, ta trwała na dużą skalę. Dzisiaj ograniczone ataki na statki wystarczyły, aby niemal całkowicie zniechęcić armatorów do podejmowania ryzyka.

Udział
Exit mobile version