
-
Według śledztw opisywanych przez Politico młodzi mężczyźni rekrutowani w Kiszyniowie trafiali do baz szkoleniowych na Bałkanach, gdzie uczyli się obsługiwać drony i materiały wybuchowe.
-
Mołdawscy prokuratorzy prowadzą śledztwo w sprawie ponad 80 osób podejrzewanych o podżeganie do masowych zamieszek, a Rosji zarzucono wpływanie na wydarzenia polityczne w Mołdawii.
-
Jak opisuje Politico, według minister spraw wewnętrznych Mołdawii celem rekrutacji sabotażystów były także osoby odpowiedzialne za infrastrukturę krytyczną Ukrainy, w tym dziennikarze, urzędnicy obrony i dowódcy.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Redakcja pochyliła się nad sprawą toczoną przed sądem w Mołdawii, podczas której zaczęła opadać kurtyna rosyjskiej rekrutacji sabotażowej.
Według zeznań jednego z mężczyzn, gdy ten zatrzymał się przed sklepem w centrum Kiszyniowa, nieznajomy przechodzień zaproponował mu od 300 do 500 dolarów i wyjazd na obóz za konkretne działania na rzecz Rosji. Dalsze instrukcje miały już napłynąć bezpośrednio z Moskwy.
Sabotaż na rzecz Rosji. Rekruci mieli trafiać na obozy obsługi dronów
Kilka tygodni później rekrut znalazł się w Serbii oraz Bośni i Hercegowinie, gdzie nauczono go sterować dronami i obsługiwać ładunki wybuchowe. Poinstruowano go również, jak nie dać się złapać podczas protestów. Jak twierdzą mołdawscy śledczy, działania te miały przygotować rekrutów na sabotaże we Francji i Niemczech.
Jak opisuje Politico, szkolenie odbywało się przed wyborami prezydencki w Mołdawii w 2024 roku, w których ponownie wygrała Maia Sandu. Uczestnicy rosyjskiego sabotażu twierdzą, że przekonywano ich również, iż jeśli Sandu nie wygra, „w kraju wybuchnie wojna, tak jak w Ukrainie„.
Inne operacje rekrutów polegały m.in. zapoznawaniu się z planami budynków rządowych i potajemnym przygotowywaniu miejsca startu dronów. Mołdawscy prokuratorzy prowadzą śledztwo w sprawie ponad 80 osób podejrzewanych o podżeganie do masowych zamieszek.
Mołdawia. Główny front w rosyjskiej wojnie hybrydowej w Europie?
Mołdawia leży w „strefie zainteresowań” Rosji, którą stanowią ziemię utracone przez Moskwę po rozpadzie ZSRR. Naddniestrze, separatystyczny region wzdłuż mołdawskiej granicy z Ukrainą, od 1992 roku pozostaje poza kontrolą władz w Kiszyniowie i jest rządzony przez prorosyjskie struktury przy wsparciu politycznym Kremla.
Jak zauważa Politico, w ostatnich latach Mołdawia była „głównym frontem w rosyjskiej wojnie hybrydowej w Europie”. Rząd Sandu zarzucił Moskwie ingerencję w referendum w 2024 roku dotyczące przystąpienia kraju do Unii Europejskiej oraz w wybory parlamentarne. Moskwa jednak zaprzecza.
Według – jak twierdzi Politico – dokumentu rozesłanego do urzędników unijnych przez władze Mołdawii, Rosja namawiała do sabotażu i dezinformacji także prawosławnych księży, a mieszkańcom tego kraju oferowała pomoc w zakładaniu i zarządzaniu kontami na Telegramie.
Chłopcy jako pomocnicy Kremla
Cytowana przez dziennik minister spraw wewnętrznych Mołdawii Daniella Misail-Nichitin miała stwierdzić, że rekrutacja sabotażystów przez Rosję miała również doprowadzić do śmierci osób odpowiadających za infrastrukturę krytyczną Ukrainy. Chodzi m.in. o znanych dziennikarzy, urzędników obrony i wysokich rangą dowódców.
„Rekruterzy w tej operacji, jak powiedziała, celowali we 'wrażliwych młodych mężczyzn’ bez kryminalnej przeszłości i z paszportami UE, jeśli to możliwe; niektórych z nich nawet w wieku 14 lub 15 lat” – opisuje Politico.

