
-
Premier Japonii Sanae Takaichi wykluczyła zmiany w zasadach sukcesji do tronu, popierając utrzymanie wyłącznie męskiej linii dziedziczenia.
-
Eksperci uznali, że uprawnienia do tronu powinny należeć tylko do męskich potomków w linii prostej, choć dopuszczono możliwość publicznej roli kobiet po zamążpójściu.
-
Badanie opinii publicznej z 2024 roku wskazuje, że 90 proc. respondentów popiera możliwość panowania cesarzowej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
O sprawie poinformowała w piątek stacja Channel News Asia (CNA), wskazując, że premier Japonii Sanae Takaichi sprzeciwiła się zmianom w imperialnej sukcesji. Jak zaznaczyła, rząd, podobnie jak i ona sama, „szanuje raport ekspertów, którzy uznali za właściwe ograniczenie uprawnień do tronu wyłącznie do męskich potomków w linii prostej„.
Stanowisko ekspertów, o którym mówiła Takaichi, zdaniem CNA zostało sformułowane jeszcze w 2021 roku. Wówczas grono specjalistów uznało, że „właściwe jest” ograniczenie uprawień do tronu wyłącznie do męskich potomków w linii prostej.
W trakcie dyskusji rozważano, czy należy pozwolić rodzinie cesarskiej na „adopcję” dalszych krewnych, co pozwoliłoby rozwiązać problem braku męskich potomków cesarza.
Eksperci, wypowiadając się bezpośrednio na temat kobiet w rodzinie cesarskiej, stwierdzili, że dopuszczalne byłoby pozwolenie im na kontynuowanie pełnienia funkcji publicznej po zamążpójściu.
Premier Japonii zdecydowanie o zmianach w sukcesji. „Szanuję raport ekspertów”
Komentarz premier Takaichi padł w obliczu rosnącej debaty na temat malejącej liczby męskich następców w dynastii. W obliczu tych problemów jeszcze w 2005 roku rządowy komitet zalecił, by tron dziedziczyło najstarsze dziecko niezależnie od płci.
Dyskusję ucięły jednak narodziny księcia Hisahito w 2006 roku. Jest to bratanek obecnego cesarza Naruhito i to właśnie na nim dziś spoczywa przyszłość dynastii.
Cesarz ma córkę, księżniczkę Aiko, ale została ona odsunięta na bok przez obowiązujące zasady sukcesji, uwzględniające wyłącznie mężczyzn.
Sanae Takaichi nie chce zmian w zasadach sukcesji
W przeszłości Takaichi zapewniała, że kwestia zapewnienia ciągłości rodu jest „pilna”. Miała ona zasugerować rozwiązanie polegające na włączeniu do rodu cesarskiego dalekich krewnych płci męskiej, nadal wykluczając dopuszczenie kobiet do władzy.
Choć 64-letnia Takaichi przebiła tzw. szklany sufit, zostając w ubiegłym roku pierwszą kobietą na stanowisku premiera Japonii, jej agenda polityczna daleka jest od postulatów feministycznych i reprezentuje twarde konserwatywne skrzydło.
Polityczka sprzeciwia się m.in. nowelizacji kodeksu cywilnego, która pozwoliłaby kobietom na zachowanie swojego nazwiska rodowego po ślubie. Opozycja wytyka jej również, że w obecnym gabinecie zasiadają zaledwie dwie kobiety.
Tradycjonaliści uważają, że „nieprzerwana linia imperialna” męskiej sukcesji jest fundamentem Japonii. Azjatycka telewizja opisuje, że tradycja nakazująca, by tylko mężczyźni obejmowali władzę w kraju, sięga około 2600 lat wstecz. Mimo to aktualne sondaże opinii publicznej wskazują na wysokie poparcie społeczne dla pomysłu panowania cesarzowej. W badaniu przeprowadzonym w 2024 roku przez Kyodo News aż 90 proc. respondentów opowiedziało się za takim scenariuszem.

