-
Mieszkańcy Alberty zagłosują w referendum dotyczącym ewentualnego odłączenia prowincji od Kanady.
-
Thomas Lukaszuk, były wicepremier Alberty prowadzi kampanię „Forever Canadian”, sprzeciwiającą się secesji i podkreśla podziały polityczne między zwolennikami i przeciwnikami odłączenia.
-
Według raportu działania separatystów są podsycane przez USA i Rosję, co zagraża integralności demokratycznej Kanady.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W poniedziałek w kanadyjskiej Albercie odbędzie się referendum. Wyborcy dostaną dziewięć pytań, z których najważniejsze brzmi: czy prowincja powinna rozważyć odłączenie się od Kanady?
Według wcześniejszych sondaży większość mieszkańców Alberty chce pozostać w Kanadzie. O to, by w ogóle mogli się wypowiedzieć w tej kwestii, walczył m.in. pochodzący z Polski były wicepremier prowincji Thomas Lukaszuk.
– Mimo że sondaże są dla nas bardzo pozytywne, podchodzimy do nich z ostrożnością – wiemy z doświadczenia, choćby na przykładzie brexitu w Wielkiej Brytanii, że sondaże nic nie oznaczają, jeśli obywatele nie pójdą do urn – mówi Interii urodzony w Wejherowie polityk.
Kanada. Polak na czele „Forever Canadian”
Sprzeciwiający się ruchom separatystycznym Lukaszuk jest inicjatorem kampanii „Forever Canadian„. W zeszłym roku w jej ramach zbierano podpisy pod petycją w sprawie przeprowadzenia referendum. Zgromadzono 456 tysięcy podpisów, znacznie przekraczając wymagany próg 294 tys.
– Mieszkańcy Alberty nie są odmieńcami. Jesteśmy tak samo dumni z bycia Kanadyjczykami jak każdy inny obywatel tego kraju – mówił wówczas Tomaszuk.
Referendum w Kanadzie. Separatyści rosną w siłę
Od jakiegoś czasu ruch separatystyczny w Albercie rośnie w siłę. Jak zauważa Thomas Lukaszuk, głośniej zaczęło się o nim robić w trakcie pandemii COVID-19.
– Wówczas środowiska ultraprawicowe i antyszczepionkowe organizowały protesty przeciwko obostrzeniom, które następnie przekształciły się w konwoje ciężarówek oraz blokady granic i Ottawy. Dziś te same osoby stoją na czele separatystów. Jest to stosunkowo niewielka, ale bardzo dobrze zorganizowana grupa – tłumaczy w rozmowie z Interią.
Od Polaka słyszymy, że poparcie dla secesji skupia się głównie wśród mężczyzn w wieku od 20 do 45 lat, w większości urodzonych w Kanadzie i zamieszkujących rejony wiejskie.
– Zjawisko to bywa określane mianem „maple MAGA” ze względu na podobieństwo do ruchu MAGA w Stanach Zjednoczonych i specyficzne podziały polityczne między wsią a dużymi miastami – zauważa. „Maple”, czyli klon, jest oficjalnym symbolem narodowym Kanady.
Zwolennicy odłączenia Alberty skupieni są wokół Alberta Prosperity Project. Według nich biznes naftowy w prowincji jest źle zarządzany, obawiają się także m.in. polityki imigracyjnej Kanady.
Na początku października „The Globe and Mail” opisał kontakty lidera organizacji Mitcha Sylvestre i jego zespołu z działaczami amerykańskiej Partii Republikańskiej. Lider separatystów przekonywał w rozmowie z AFP, że interesy z USA „nie odgrywają żadnej roli” w Albercie, „dopóki nie wygrają i nie zostaną rządem”.
Czego Amerykanie chcą od Kanady?
Ewentualna secesja Alberty byłaby długim procesem zarówno dla prowincji, jak i dla pozostałej części Kanady. Alberta znalazłaby się w trudnym położeniu jako kraj zamknięty wewnątrz kontynentu, okrążony przez Kanadę oraz Stany Zjednoczone.
– Amerykańskie zainteresowanie odłączeniem Alberty wynika z chęci przejęcia kontroli nad jej zasobami naturalnymi, a nie z troski o dobrobyt prowincji – mówi Lukaszuk.
Przemysł naftowy Alberty odgrywa kluczową rolę w planach wzmocnienia gospodarki Kanady i zmniejszenia zależności od Stanów Zjednoczonych.
– Brak niezależnych rynków zbytu na ropę naftową, gaz czy produkty rolne zmusiłby Albertę do sprzedaży surowców po zaniżonych cenach do USA lub ponoszenia wysokich kosztów tranzytu przez terytorium Kanady – tłumaczy Lukaszuk.
Secesja Alberty oznaczałaby także konieczność stworzenia od podstaw własnych instytucji państwowych – od wojska i ochrony granic, po ambasady, konsulaty i pocztę.
Chcą odłączenia Alberty. Rosja i USA mieszają w kanadyjskiej polityce
Działania separatystów są wspierane z zewnątrz nie tylko przez USA – uważa Thomas Lukaszuk. Wskazuje także na wschód. –Rosja aktywnie działa w internecie, wykorzystując boty na platformach takich jak X czy Facebook. Sam ruch jest podsycany przez grupy populistyczne oraz obecny rząd prowincjonalny Alberty.
Obecność zagranicznych aktorów podsycających separatystyczne idee w sferze informacyjnej Kanady potwierdzono w wydanym w maju raporcie organizacji Global Centre for Democratic Resilience, Centre for Artificial Intelligence, Data and Conflict oraz DisinfoWatch.
Jak stwierdzono, działania podmiotów z Rosji i Stanów Zjednoczonych są zagrożeniem dla „demokratycznej integralności” Kanady.
Thomas Lukaszuk wskazuje na jeszcze inny aspekt secesji Alberty, mianowicie społeczny. – Kanadyjczycy w Albercie mają rodziny i majątki w różnych prowincjach. Wprowadzenie granic, paszportów, wiz czy odrębnych regulacji dotyczących ubezpieczeń i obrotu pojazdami wywołałoby ogromne utrudnienia w codziennym życiu – mówi.
Co na to wszystko młodzi mieszkańcy Alberty? – W zdecydowanej większości czują się dumnymi Kanadyjczykami – uważa Lukaszuk. Dla nich przynależność do Kanady jest czymś oczywistym. – Jak oddychanie tlenem – mówi Polak.
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl
-
„Wzbogaci nasz talerz”. Trump „zapowiada” powstanie 51. stanu USA


