
W sobotę pod wieczór (6 czerwca) z ratownikami z Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego skontaktowała się rodzina młodego turysty, który samotnie się wybrał w Tatry. Wyszedł na Staroleśny Szczyt (słow. Bradavica, 2489 m n.p.m.), na który nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny. Stamtąd wysłał do bliskich zdjęcie. Następnie kontakt się z nim urwał.
Polscy ratownicy przekazali słowackim kolegom informację o zaginięciu mężczyzny. Ratownicy z HZS (słow. Horska Zachranna Sluzba) rozpoczęli poszukiwania za pomocą drona. Akcja była jednak poważnie utrudniona ze względu na gęstą mgłę.
Funkcjonariusze sprawdzili również okoliczne parkingi. Na jednym z nich, w Tatrzańskiej Polance odnaleźli samochód, który należał do poszukiwanego.
W niedzielę rano (7 czerwca) poszukiwania w górach zostały wznowione. W Kwietnikowym Żlebie (słow. Kvetnicový žlab) ratownicy znaleźli zwłoki mężczyzny. Nie przeżył upadku, którego długość szacowana jest na 300 metrów.
Tatry. Trudne warunki wysoko w górach
– W wyższych partiach Tatr, szczególnie na stokach i w żlebach o ekspozycji północnej powyżej 2000 m n.p.m., nadal zalegają płaty śniegu. Jest ślisko – ostrzega Tatrzański Park Narodowy. Parkowcy i ratownicy radzą turystom, by szczególnie uważali podczas przekraczania pól śniegowych na szlakach. – Należy posiadać doświadczenie w zimowej turystyce górskiej oraz odpowiedni sprzęt zimowy (raki, czekan, kask) wraz z umiejętnością obsługi – radzi TPN w komunikacie turystycznym.
Długi weekend w Tatrach. Nie żyją dwie osoby
25-latek jest drugą osobą, która zginęła w Tatrach podczas długiego weekendu. W czwartek (4 czerwca) doszło do tragedii po polskiej stronie gór. Pod Rysami upadku nie przeżył 50-letni mężczyzna, jego towarzyszka odniosła bardzo poważne obrażenia.
W sobotę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu prokurator Justyna Rataj-Mykietyn poinformowała, że poszkodowani byli znajomymi z czasów studiów i wspólnie zaplanowali wyprawę w Tatry. Wyjazd miał stanowić formę uczczenia 50. urodzin kobiety.
Prokuratorka przekazała też, że mężczyzna miał raki w plecaku, jednak nie korzystał z nich w chwili wypadku. Tej informacji zaprzeczyli ratownicy TOPR-u. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w momencie wypadku mężczyzna miał założone raki. Zdjęli je ratownicy, kiedy przygotowywali zwłoki do transportu.
Redagowała Marta Wolf

