-
Pozostawiona warstwa ściółki poprawia strukturę gleby, zwiększa jej zdolność do zatrzymywania wody oraz wspomaga obieg składników odżywczych.
-
Wielkie stosy liści stanowią kluczowe schronienie dla jeży, które jesienią przy temperaturze poniżej 10°C przygotowują się do hibernacji.
-
Polskie i europejskie miasta coraz częściej rezygnują z usuwania opadłych liści z terenów zielonych, traktując je jako zasób dla bioróżnorodności, a nie odpad.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Gdańsk jest kolejnym polskim miastem, które chce w prosty sposób wspierać miejskie ekosystemy. Wystarczy tylko nie grabić jesiennych liści. To takie proste, a jakie ważne.
Gdański Zarząd Zieleni (GZZ), który jest odpowiedzialny za utrzymanie miejskich parków, skwerów i trawników, celowo pozostawia część liści pod drzewami.
Nie wszystkie liście trzeba grabić – zauważa miejska jednostka. Z alejek parkowych, ścieżek i cmentarnych ciągów pieszych mokre liście są jednak usuwane. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo osób przemierzających te drogi.
Liście, których nie trzeba grabić
Inaczej wygląda sytuacja na terenach, gdzie opadłe liście mogą pełnić funkcję naturalnej ochrony przyrody. Dobrym przykładem są specjalnie wydzielone miejsca pod bukami w Parku Oliwskim w Gdańsku, zabezpieczone przeznaczonymi płotkami. Pozostawiona tam warstwa liści chroni glebę, poprawia jej strukturę, zwiększa zdolność zatrzymywania wody oraz wspomaga naturalny obieg składników odżywczych.
„Zasada jest prosta: tam, gdzie liczy się bezpieczeństwo i komfort, liście grabimy. Tam, gdzie liście wspierają przyrodę, zostawiamy je. Ze ścieżek i alejek w parkach i na cmentarzach usuwamy opadłe liście przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Mokra warstwa liści może być śliska, a przez to niebezpieczna dla spacerowiczów. W tych miejscach regularne wygrabianie i usuwanie liści są koniecznością” – tłumaczy Magdalena Kiljan, rzeczniczka GZZ.
Pozostawiona liściasta ściółka przyciąga również organizmy glebowe, między innymi dżdżownice. Ich działalność przyczynia się do spulchniania podłoża i przekształcania resztek roślinnych w naturalny kompost. W efekcie gleba staje się bardziej żyzna, a drzewa zyskują lepsze warunki do dalszego wzrostu. W ten sposób same drzewa, zrzucając liście, wspierają odnowę i poprawę jakości swojego otoczenia.
Góra liści stanowi również schronienie dla drobnych zwierząt, w tym niezwykle pożytecznych i uwielbianych przez Polaków jeży. Specjaliści zwracają na nie szczególną uwagę.
Jesienią, kiedy temperatura spada poniżej 10°C, zwierzęta zaczynają przygotowywać się do hibernacji. Ich naturalny pokarm, obejmujący między innymi dżdżownice, ślimaki, jaszczurki i owady, staje się niemal niedostępny. Jeży nie dokarmiamy mlekiem, ale można podać im niesolone mięso, karmę dla kota lub jajko i wodę w misce, przypominają specjaliści.
Co najważniejsze, jeże muszą znaleźć bezpieczne miejsce do przetrwania chłodniejszych miesięcy. Znajdują je m.in. w wielkich kopach liści. Wydział Ekologii i Energetyki Urzędu Miejskiego w Gdańsku przypomina zarazem, że jeśli znajdziemy wyraźnie chorego jeża, należy go zabezpieczyć w kartonie wyłożonym ręcznikiem papierowym i skontaktować się z ośrodkiem rehabilitacji zwierząt.
W europejskich miastach podejście do liści też się zmienia
W Warszawie też stopniowo zmienia się sposób gospodarowania jesiennymi liśćmi. Coraz częściej odchodzi się od przekonania, że należy je niemal wszędzie usuwać. Zamiast tego, za sugestiami przyrodników, miasto nieco zmieniło podejście w tej dziedzinie. Specjalista ds. dendrologii w stołecznym zarządzie zieleni Grzegorz Szczerba wyjaśnia, że liście nie powinny być traktowane jak odpady.
W miejscach, w których nie przeszkadzają mieszkańcom i nie wpływają negatywnie na estetykę przestrzeni, warto pozostawić je na ziemi. Wyjątkiem są między innymi reprezentacyjne trawniki oraz obszary, gdzie mogłyby utrudniać poruszanie się pieszym.
W stolicy grabienie odbywa się przede wszystkim wzdłuż dróg, na parkowych alejkach, reprezentacyjnych trawnikach oraz terenach intensywnie wykorzystywanych przez mieszkańców. Dendrolog zwraca uwagę, że znaczenie opadłych liści należy rozpatrywać w kontekście całego ekosystemu. Drzewa przez wiele lat, a niekiedy nawet stuleci, funkcjonują w jednym miejscu, korzystając z dostępnych tam zasobów. Zrzucane jesienią liście są elementem naturalnego obiegu materii, ponieważ z czasem rozkładają się i dostarczają glebie cennych substancji.
Z powodu niezliczonych korzyści podobne inicjatywy, jak w stolicy i Gdańsku, podejmowane są również za granicą. Przykładowo, w niektórych częściach Włoch, między innymi w okolicach Wenecji, promowane jest hasło podkreślające, że opadłe liście nie są odpadami. Ciekawą inicjatywę zorganizowała także jedna z restauracji w Czechach, która rozsypała suche liście na podłodze lokalu, tworząc naturalny dywan zachęcający gości do spacerowania po nim.

W Budapeszcie z kolei zrobiono prosty rachunek: liści nie opłaca się wywozić z miejskich przestrzeni. „Oszczędzamy i jednocześnie zachowujemy bioróżnorodność w przyrodzie” – mówili miejscy przyrodnicy, a mieszkańcy do nowego modelu przyrodniczego też się przyzwyczaili. O sprawie szerzej pisaliśmy tutaj.
Oczywiście podobne rozwiązania można wdrażać we własnych ogrodach i na działkach. Często to właśnie z prywatnych posesji liście znikają niemal całkowicie. Liście są na dodatek pakowane do brązowych, foliowych worków i zabierane przez miejskie służby zajmujące się gospodarowaniem odpadów. A szkoda, bo zwierzęta i ogrodowe rośliny mogłyby na tym skorzystać.


