Molde FK przyjechało do Warszawy z jednobramkową zaliczką. Norwegowie zwyciężyli przed tygodniem na swoim terenie, wygrywając 3:2. Gospodarze tamtego starcia prowadzili już nawet 3:0 po pierwszych 45. minutach. Piłkarze Legii Warszawa zdołali jednak pokazać inne oblicze w drugiej odsłonie, zmniejszając rozmiar porażki.

Fatalny wieczór Legii Warszawa na pożegnanie z Ligą Konferencji Europy

Legioniści najwyraźniej nie wyciągnęli wniosków z pierwszej potyczki przeciwko norweskiemu rywalowi. Zanim mecz na dobre się rozkręcił, przynajmniej patrząc na stadionowy zegar, było już 0:2. Norwegowie za sprawą trafień Fredrika Gulbrandsena (w 1. minucie!) oraz Eirika Hestada – po 20. minutach mieli już awans na wyciągnięcie ręki.

Trzeba przyznać, że Molde obnażyło wszelkie problemy w defensywie Legii. Przy pierwszym golu zawiódł Radovan Pankov, ale również jego koledzy nie potrafili skutecznie zneutralizować przeciwników. Co gorsza dla polskiego zespołu, ofensywie gospodarze nie potrafili odpowiedzieć. Pierwsza naprawdę groźna sytuacja to doliczony czas gry i próba Marca Guala. Hiszpan z bliskiej odległości nie potrafił jednak dać nadziei golem do szatni. Zamiast 1:2, zostało na 0:2 i skutecznej interwencji bramkarza Olivera Petersena.

Na drugie 45. minut w szatni został zmieniony, ale też bezproduktywny Paweł Wszołek. Nieco wyżej został za to ustawiony zimowy nabytek Legii Ryoya Morishita. Japończyk dwoił się i troił na prawym skrzydle, kilkukrotnie świetnie obsługując kolegów. Idealną piłkę na głowę dostał np. Tomas Pekhart. Czech uderzył jednak obok bramki.

Gola zdobył za to Gual, ale jak się okazało, w 59. minucie Hiszpan był na spalonym. A piłkarze Molde? Trafili na 3:0, drugi raz wpisał się na listę strzelców Gulbrandsen. To było czwarte trafienie w dwumeczu z Legią. Na tym emocje w meczu ostatecznie się dobiegły końca. Norwegowie byli w dwumeczu po prostu zespołem dużo bardziej dojrzałym. Wygrywając z polskim klubem aż 6:2.

Cóż, wyszło na to, że „najlepszym” pokazem ze strony Legii w czwartkowy wieczór było zagranie na nosie UEFA. Aczkolwiek i w tym wypadku należy się spodziewać, że warszawski klub będzie w ostatecznym rachunku bardziej na minus niż plus.

Cztery kluby z PKO BP Ekstraklasy w europejskich pucharach

W sezonie 2023/24 kibice polskich klubów mogli się emocjonować występami głównie dwóch drużyn w rozgrywkach ze stajni UEFA. Wspomniana Legia zakończyła swoje granie na etapie pierwszej przeszkody w fazie play-off LKE, będąc jednak w grze najdłuższej spośród reprezentantów z PKO BP Ekstraklasy.

Drugim najlepszym był Raków Częstochowa. Mistrzowie Polski odpadli w IV rundzie eliminacji Champions League, co dało im pewne miejsce w fazie grupowej Ligi Europy UEFA. Ostatecznie zespół spod Jasnej Góry odpadł na tym etapie, nie przeskakując żadnego z rywali w czterozespołowej grupie zaplecza Ligi Mistrzów.

Symboliczne występy w europejskiej kampanii zaliczyły za to Lech Poznań i Pogoń Szczecin. Oba kluby pożegnały się z pucharami na etapie III rundy eliminacji LKE, co zwłaszcza dla Kolejorza było ogromnym rozczarowaniem.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.