
Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Magdalena Bentkowska i Dariusz Szostek złożyli w środę ślubowania przed prezydentem Karolem Nawrockim. Na zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego czeka jeszcze pozostałych czworo sędziów wybranych w marcu przez Sejm. Na razie nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle Karol Nawrocki zechce odebrać od nich ślubowanie. – Są dwa zasadnicze powody, dla których prezydent przyjął ślubowania od dwóch osób wybranych przez Sejm – tłumaczył w środę szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. – Po pierwsze, proszę zwrócić uwagę na chronologię. Prezydent został zaprzysiężony 6 sierpnia i po zaprzysiężeniu zostały opróżnione dwa wakaty w TK – dodał.
Szef Kancelarii Prezydenta RP zaznaczył też, że „pierwsze wakaty w TK powstały już w grudniu 2024 r.”. – Jedyny powód, dla którego tak się zachowywała koalicja rządząca, była próba zniszczenia TK, odebrania mu możliwości funkcjonowania, torpedowania jego działań – powiedział.
– Drugi powód jest równie istotny, chodzi o kwestię tego, jak TK powinien funkcjonować. W TK dzisiaj znajduje się tylko 9 sędziów, konstytucyjny skład to 15 sędziów. Zgodnie z obowiązującą ustawą pełny skład TK to co najmniej 11 sędziów – przypomniał Zbigniew Bogucki.
Konstytucjonalista: Prezydent uważa, że jest półkrólem
Marcin Kozłowski, Gazeta.pl: Prezydent Karol Nawrocki zdecydował się odebrać ślubowanie od dwojga z sześciorga sędziów TK. Co pan sądzi o tej decyzji?
Dr Kamil Stępniak, konstytucjonalista: Prezydent zachowuje się jak uczeń, kapitan drużyny wybrany przez wuefistę. Wybiera sobie uczniów, z którymi będzie grał i którzy w jego przekonaniu nadają się do jego zespołu. Jeśli chodzi o kwestie Trybunału Konstytucyjnego, prezydent nie posiada żadnych prerogatyw.
To znaczy?
To znaczy, że rola prezydenta w całym postępowaniu jest rolą czysto dekoracyjną. On ma tylko przyjąć ślubowanie, które sędzia ma złożyć. Prezydent jest tylko biernym słuchaczem tego ślubowania. Nie posiada żadnych kompetencji ani ustawowych, ani konstytucyjnych, do oceny sędziów powołanych przez Sejm. Tym bardziej nie posiada kompetencji do tego, żeby sobie wybierać tych sędziów, którzy mu się podobają lub którzy mu się nie podobają.
Konstytucja w ogóle milczy o roli prezydenta, jeżeli chodzi o proces powołania sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Tę pokrętną logikę, którą można by było opisać słowami „ciemny lud wszystko kupi”, należy uznać po prostu jako nieprawidłową, nieprawdziwą.
Faktem jest, że koalicja rządząca zwlekała z wyborem sędziów. Pierwszy wakat powstał w TK już w grudniu 2024 r. *
To, co zrobiła koalicja, oceniam negatywnie. Rzeczywiście ci sędziowie powinni być wybrani w sposób niezwłoczny. To zresztą nie pierwszy raz, kiedy zwleka się z wyborem sędziów TK, a Zjednoczona Prawica również miała w tym zakresie przewiny i grzeszki, choć w mniejszym stopniu.
Trybunał Konstytucyjnym dla każdego ustawodawcy jest takim uwierającym w bucie kamieniem. Rządzący nie za bardzo za nim przepadają, bo ten organ ma ogromną władzę.
Zatem zastrzeżenia prezydenta są słuszne?
Ze stanowiskiem pana prezydenta jest tak, jak z widzem, który idzie do teatru. Widzowi może się coś nie podobać, może wyrazić negatywną opinię, ale zasadniczo nie ma wpływu na reżyserię spektaklu.
Rozumiem, że prezydent uważa, że w związku z posiadanym mandatem jest wręcz półkrólem i próbuje rozpychać w tym prezydenckim gorsecie, którym są jego prerogatywy. Ale konstytucja mówi wprost, jakie prerogatywy prezydent ma i wśród nich nie ma spraw dotyczących ślubowania sędziów TK.
Nawet jeśli uznać, że prezydent ma jakieś kompetencje w tej kwestii, choć ja się z tym nie zgadzam, to formalna odmowa zaprzysiężenia sędziów TK powinna wiązać się w takim razie z kontrasygnatą, czyli podpisem premiera. Rozumiem, że można ukuć wiele pięknych idei z faktu, że prezydent jest strażnikiem konstytucji. Natomiast to wciąż nie jest podstawa prawna do takich działań.
Sędziowie Dariusz Szostek i Magdalena Bentkowska po świętach rozpoczną pracę w Trybunale Konstytucyjnym. I od tego momentu trybunał będzie już funkcjonował normalnie, a rząd będzie publikował wyroki TK?
Jeśli chodzi o orzeczenia międzynarodowych trybunałów, do tej pory mieliśmy orzeczenia dotyczące tzw. sędziów dublerów. Trudno doszukiwać się w tych wyrokach uregulowania sytuacji i tych sędziów, którzy są uznawani za politycznych. Rząd Tuska przyjął teorię „zainfekowania całego trybunału”, czyli według rządzących, to, co tam się wydarzyło, powoduje, że cały trybunał jest niezdolny do orzekania. Wszyscy są chorzy, nawet jeśli status niektórych pojedynczych sędziów nie budzi wątpliwości.
Teraz koalicja rządząca jest w trudnej sytuacji. Politycy muszą zdecydować, czy wciąż będą uznawać trybunał za zainfekowany, czy będą uznawać przynajmniej te orzeczenia, które będą wydawane z udziałem dwójki nowo powołanych sędziów.
Sytuację komplikuje fakt, że na ślubowanie czeka pozostała czwórka.
Zakładam, że jeśli ci sędziowie nie zostaną zaproszeni do Pałacu Prezydenckiego, będą starali się złożyć ślubowanie w jakiś inny sposób, czy to przed Zgromadzeniem Narodowym, czy przed notariuszem. Sam sposób jest rzeczą poniekąd wtórną. Myślę, że będą robili wszystko, żeby wejść do Trybunału Konstytucyjnego i zacząć orzekać.
Nawet jeśli czworo sędziów złoży ślubowanie przed notariuszem lub Zgromadzeniem Narodowym, to wciąż ich pracę może blokować obecny prezes TK Bogdan Święczkowski. I co wtedy?
Losy tych sędziów mogą potoczyć się różnie, nie przesądzałbym jak finalnie zachowa się pan Bogdan Święczkowski. Natomiast to będzie wszystko warunkowane przekazem politycznym, czyli ewentualną retoryką o bezprawnym przejęciu trybunału, o szerzeniu niepraworządności i tak dalej.
Musimy rozstrzygać te kwestie w dwóch perspektywach. Po pierwsze, czy takie ślubowanie złożone przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego będzie skuteczne. W tym wypadku można odwołać się do koncepcji prawa prywatnego, które zakłada możliwość poszukiwania rozwiązań zastępczych. Część środowiska zawsze powie, że to jest zgodne z konstytucją, a część, że nie.
Druga perspektywa jest polityczna. Nawet jeśli ci sędziowie złożyliby ślubowanie w obecności papieża, a potem wysłali jeszcze dokumenty prezydentowi, to dla niektórych polityków nie będzie to miało żadnego znaczenia.
Czytaj także: Prawdziwym celem operacji prezydenta z nominacjami nowych sędziów jest długotrwały paraliż Trybunału Konstytucyjnego. Kaczyński go potrzebuje w każdym powyborczym wariancie, który rozpatruje – pisze Dominika Wielowieyska na Wyborcza.pl.
Jakie są możliwe scenariusze?
W Polsce niestety doszliśmy do momentu, kiedy to nie prawo reguluje politykę, a polityka reguluje prawo. Przypuszczam, że ci sędziowie, przy ewentualnej zmianie władzy w 2027 roku, będą uznawani za kogoś w rodzaju „nie sędziów”.
W retoryce prawicy, która ewentualnie doszłaby do władzy, mógłby to być powód do tego, żeby dalej nie publikować orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego oraz podważyć jego działalność, a na pewno działalność tych sędziów. Sejm w nowym składzie może uznać, że skoro nie złożyli ślubowania, to sędziami nie są i trzeba wybrać kolejnych. To może doprowadzić do powstania kolejnych już „dublerów”.
Jak zatem według pana powinien być „uzdrowiony” Trybunał Konstytucyjny?
Sprawę można rozwiązać jednym spotkaniem Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego, którzy doszliby do porozumienia, że trzeba TK uzdrowić. Jeśli dogadałyby się największe siły polityczne, to nie byłoby problemu, żeby to przeprowadzić. Nie jest im to jednak na rękę.
Uważam, że marginalizowanie TK będzie trwało. Niektórym politykom chodzi właśnie o to, żeby TK nie był w stanie pełnić swojej funkcji albo żeby był „wybiórczy”, na zasadzie „kiedy potrzebujemy, to korzystamy, a kiedy nie potrzebujemy, to go marginalizujemy”.
Jesteśmy w sytuacji, w której właściwie nie widzę za bardzo rozwiązania. Oczywiście są różne koncepcje, żeby na przykład przenieść zadania Trybunału do Sądu Najwyższego. Zapewne musiałby nastąpić tzw. reset konstytucyjny. Natomiast teraz absolutnie nie ma na to widoków.
*Początek sporu ws. Trybunału Konstytucyjnego można datować na 8 października 2015 r., gdy za rządów PO-PSL wybrano pięciu nowych sędziów TK. Mieli być oni następcami trzech, kończących kadencję 6 listopada i dwóch, których kadencje kończyły się w grudniu 2015 r., a więc podczas następnej kadencji parlamentu. W grudniu 2015 r., już po wyborach, w których zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, Sejm wybrał pięciu nowych sędziów, choć – według TK – powinien był wybrać jedynie dwóch, których kadencje kończyły się w grudniu i których nieprawidłowo wybrała koalicja PO-PSL. To otworzyło główną oś sporu o obsadę trzech stanowisk sędziowskich w TK.

