
-
Łatwogang zebrał ponad 250 mln złotych na rzecz fundacji Cancer Fighters podczas dziewięciodniowej transmisji na żywo.
-
Wydarzenie wywołało dyskusję na temat skuteczności akcyjnych zbiórek i ich wpływu na rozmowę o systemowych rozwiązaniach w ochronie zdrowia.
-
Zwrócono uwagę zarówno na autentyczność i zaangażowanie młodych ludzi, jak i na kontrowersje związane z gestami wsparcia i tematami podatkowymi.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Ostateczny efekt na pewno nie śnił się samemu twórcy, robi wrażenie nawet na tych najbardziej sceptycznie nastawionych obserwatorach.
Piotr Garkowski, youtuber znany jako Łatwogang przez dziewięć dni prowadził relację na żywo, w trakcie której zbierano środki na rzecz fundacji Cancer Fighters. Akcja rozpoczęła się od piosenki „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)” nagranej przez rapera Bedeosa 2115 oraz podopieczną fundacji Maję Mecan.
Cancer Fighters. Łatwogang zjednoczył internet
Łatwogang przez te kilka dni zapraszał do swojej kawalerki na warszawskiej Pradze wielu gości. Niektórzy w ramach wyrażenia wsparcia dla osób chorujących na nowotwory zgodziło się ogolić włosy podczas relacji live.
Łatwoganga wsparli m.in. Cezary Pazura, Borys Szyc, Tomasz Karolak, Maciej Musiał, Mata, Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny z żoną Mariną, Doda, Dawid Podsiadło, bracia Paweł i Łukasz Golec, Sanah, Katarzyna i Jacek Sienkiewicz z zespołu Kwiat Jabłoni czy zmarły tragicznie w czwartek poseł Nowej Lewicy Łukasz Litewka.
W niedzielę zebrana kwota przekroczyła 250 mln złotych.
Jak wynika z opublikowanego w niedzielę raportu Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura, w kontekście zbiórki Łatwoganga dominuje narracja o „historycznym rekordzie” i „rozwaleniu systemu przez polski internet”.
Łatwogang. „Dwa wilki” jak dwie strony medalu
Wśród komentarzy można znaleźć i takie, które wyrażają pewien niepokój. „Budzą się w człowieku dwa wilki” – napisał dziennikarz gospodarczy Jakub Wiech.
„Z jednej strony naprawdę trudno się przywalać do akcji, w której zbierane są miliony złotych na pomoc dzieciom chorym na raka. (…) Ale z drugiej strony: takie akcje łatwo stają się wymówką do tego, byśmy rezygnowali z rozwiązywania problemów np. ze służbą zdrowia naprawdę skutecznymi narzędziami, które dać może tylko państwo” – rozwinął.
W podobny sposób komentuje medioznawca prof. Mirosław Filiciak. Całą akcję ocenia dość ambiwalentnie i tak jak Wiech zauważa, że z jednej strony oczywiście trudno ją krytykować -. Ale równocześnie jasne jest, że takie akcyjne działania wpisują się w emocjonalizację sfery publicznej, w której coraz trudniej jest nam rozmawiać o działaniach systemowych, o roli państwa i ochrony zdrowia – mówi Interii. – Nie chcę nikogo urazić – wzruszenie i szlachetny zryw serca mogą być paliwem dla pożytecznych działań, ale uzyskaną widoczność można wykorzystać też inaczej.
Medioznawca podkreśla, że chciałby, by influencerzy zabierali głos wtedy, kiedy pojawia się na przykład pomysł obniżenia składki zdrowotnej lub żeby podkreślali, jak ważne jest uczciwe płacenie podatków. – Bo choć zebrana kwota jest imponująca, to przecież odpowiada temu, ile państwo polskie wydaje na leczenie raka w ciągu kilku dni. Dlatego myślenie w skali systemowej jest tutaj bardzo ważne – podkreśla.
– Takie akcje nie są żadną wymówką – uważa z kolei dr hab. Monika Kaczmarek-Śliwińska, doradczyni i trenerka w obszarze budowy wizerunku, relacji z mediami. – System zdrowia nie da rady zabezpieczyć wszystkich działań i potrzeb. Nie wiem, czy jest kraj, w którym rzeczywiście pacjent jest zaopiekowany pod każdym względem.
Jak podkreśla, działania fundacji nie mają zastępować działań systemu, mogą za to np. naprawiać to, co w systemie nie działa.
Zbiórka Łatwoganga przerosła oczekiwania. „Zacny i szczytny cel”
Zbiórkę, zainicjowaną przez Łatwoganga, dr hab. Monika Kaczmarek odbiera pozytywnie. Jak podkreśla, jej cel i skuteczność były „zacne, szczytne i przerosły wszelkie oczekiwania„.
Według niej może skierować uwagę na ludzi młodych – na ich wartości, na ich emocje, zaangażowanie i sprawczość. – Akcja udała się, ponieważ najpierw zataczała kręgi w gronie młodych odbiorców, którzy robili coraz większy szum, a wówczas ci starsi musieli zwrócić na nią uwagę, bo już nie dało się przejść obojętnie. Niektórzy starsi wręcz zapragnęli być jej częścią, choć pewnie motywacje były różne.
Jak mówi Kaczmarek, Łatwogang pokazał, co jest istotne w takich akcjach, czyli autentyczność, wartościowy cel, działania dla dobra i ponad podziałami. – To, że dbano o to, aby nie pojawiły się tematy polityczne, które polaryzują i mogą zabić sens najbardziej wartościowej akcji, to jedno. Ale istotne było to, że starano się także doprowadzić do zgody pomiędzy osobami, którym nie było po drodze – dodaje.
Przykład: podczas relacji raperzy Peja i Tede zakończyli konflikt, który trwał przez kilkanaście lat. W sieci pojawiają się nawet komentarze, porównujące pojednanie zwaśnionych stron na streamie Łatwoganga, do zjednoczenia się kibiców piłkarskich po śmierci Jana Pawła II w 2005 r.
Cancer Fighters. Zbiórka fundacji a obowiązki państwa
Prof. Filiciak zwraca uwagę na obecność pewnych gestów podczas relacji Łatwoganga. Kwestionuje golenie głowy. – Wiem, że niektóre osoby, które chorowały na raka, nie czują się dobrze z wypowiedziami celebrytek, które stawiają znak równości pomiędzy chorowaniem na raka, a dyskomfortem wynikającym ze zmiany fryzury – mówi medioznawca.
Stwierdzenie, że ktoś po zgoleniu włosów rozumie odczucia osób zmagających się ze śmiertelną chorobą, to w jego opinii przekroczenie.
– Wolałbym, abyśmy jako społeczeństwo prowadzili rozmowę, w której aby zostać usłyszanym, nikt nie musi robić fikołków ani podejmować mniej lub bardziej rozsądnych wyzwań, ani nawet golić głowy – nie odbierając niczego osobom, które zdecydowały się na taki gest. Chodzi o to, żebyśmy w sposób bardziej racjonalny, przy niższym poziomie emocji, rozmawiali o obowiązkach państwa, ale i obywateli – podkreśla Filiciak.
Taka debata powinna być zatem mniej akcyjna i mniej oparta na walce o uwagę.
Internauci zwracają uwagę, że w relacji Łatwoganga wziął udział m.in. influencer, który w swoich materiałach opowiada o tym, że minimalizuje swoje obciążenia podatkowe.
– Internet jest przecież przestrzenią, w której rozkwita naiwnie rozumiana „antysystemowość”, narracje o podatkach jako marnotrawstwie i o unikaniu ich jako czymś, co nie jest potępiane, lecz dowodzi specyficznego sprytu – mówi Filiciak. – A przecież nikt z nas nie chciałby żyć w świecie, w którym to, czy będzie leczony, zależy od sieciowych zbiórek i tego, czy uda się nam kogoś wzruszyć w ramach jednorazowej akcji.
Czy zbiórka Łatwoganga przerodzi się w coś trwalszego, dłuższego? W tym kontekście wiele osób zwraca uwagę na przykład Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która jednak zrodziła się w epoce zupełnie innej przestrzeni medialnej.
– Nie wykluczone, że wobec internetowego nadmiaru treści publiczność znudzi się tematem znacznie szybciej. Wyzwaniem jest jednak to, że ludzie chorują cały czas, to nie jest kompatybilne z logiką sensacji i gromadzenia uwagi wokół nowych wyzwań i wielkich zrywów – mówi Filiciak. – A przecież nawet gdyby taka akcja odbywała się co miesiąc, jedna decyzja Sejmu o obniżeniu składki zdrowotnej może stworzyć lukę, której takie działania i tak nie miałyby szansy zapełnić.
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl
-
Zbiórka na rzecz Cancer Fighters. Zebrano potężną kwotę, nowa granica przekroczona
-
Chińska propaganda znalazła lukę. Pomógł jej „lęk” młodych Amerykanów

