Legia Warszawa bez europejskich pucharów! Co za finisz w Ekstraklasie – Ekstraklasa – Sport Wprost


Trzeba otwarcie przyznać, że wydarzenia w PKO BP Ekstraklasie w sezonie 2025/26 już dawno wymknęły się spod logicznej kontroli. W głównej mierze mowa o tym, że tabela była wyjątkowo płaska do ostatniej kolejki, co sprawiało, że właściwie każdy scenariusz był możliwy.


Z tego też względu w sobotę (tj. 23 maja), tą ostatnią ligową w bieżącej kampanii, walka toczyła właściwie o niemal wszystko, co było możliwe. Niemal, bo najważniejsze rozstrzygnięcie – zapadło kilka dni wcześniej – za sprawą Lecha Poznań. Mistrz Polski obronił tytuł sprzed roku, stąd też feta na stadionie przy ulicy Bułgarskiej w stolicy Wielkopolski, była dopięta na ostatni guzik.

Legia Warszawa bez awansu do europejskich pucharów! Smutek w Gdańsku


Zacznijmy od dołu tabeli. Tam stało się jasne, że do zdegradowanej wcześniej Arki Gdynia, dołączył drugi klub z Trójmiasta – Lechia Gdańsk. Co ciekawe, w obu przypadkach decydujące ciosy zadał… ostatni zespół w stawce, Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Wygrana w Gdyni została poprawiona kompletem punktów na swoim terenie, na pożegnanie z elitą.


Niecieczanie już do przerwy prowadzili 2:0. W drugiej połowie utrzymali po swojej stronie prowadzenie, dzięki czemu Lechia pożegnała się z Ekstraklasą. A słowa Kacpra Sezonienko, piłkarza trójmiejskiego klubu – jeszcze po pierwszych 45. minutach – idealnie oddają to, jak goście zaprezentowali się w meczu, który był dla nich o wszystko.


Ze zwycięstwa gospodarzy w Niecieczy ucieszyli się tak właściwie… wszyscy poza Lechią. W swoich meczach komfort miała bowiem reszta stawki, na czele z najbardziej zagrożonymi ew. spadkiem – Widzewem Łódź, Piastem Gliwice czy Cracovią.


Dwa pierwsze zespoły spotkały się zresztą w Łodzi, gdzie RTS przypieczętował utrzymanie, sięgając po trzy punkty. Ozdobą spotkania było trafienie, które zaliczył Mariusz Fornalczyk. Choć gościom z Gliwic również nie można odmówić ambitnej walki do samego końca o wyszarpanie czegoś więcej z wyjątkowo trudnego terenu Widzewa.


Wicemistrzem Polski został za to zdobywca Pucharu Polski sprzed kilkunastu dni, Górnik Zabrze. Zabrzanie zagrali koncert na swoim stadionie, rozbijając Radomiak i sprawiając mnóstwo radości m.in. nowemu właścicielowi klubu. A tak się akurat składa, że został nim Lukas Podolski – pojawiający się w drugiej połowie na murawie, w swoim ostatnim oficjalnym występie.


Dodajmy, że Górnik, kończąc rozgrywki na drugim miejscu, zapewnił sobie udział w eliminacjach Ligi Mistrzów.


Sporo pochwał w kontekście ostatnich miesięcy – obok czołowych drużyn – będących nad samą zainteresowaną, można kierować pod adresem Legii Warszawa. Trener Marek Papszun dokonał cudu. Legioniści ze strefy spadkowej wydostali się po kilku tygodniach – wcześniej zimując z perspektywą nadchodzącej degradacji – a w ostatniej kolejce ligowej niemal zapewnili sobie… miejsce w europejskich pucharach!


Legia pokonała u siebie bardzo pewnie Motor Lublin aż 4:0. Lubelski zespół mógł tylko bezczynnie przyglądać się popisom zespołu, który wyraźnie odzyskał radość i pomysł na swoją grę.


Trener Papszun potwierdził za to, że jest fachowcem z najwyższej półki. Poukładał drużynę na tyle, na ile mógł, a perspektywa nowego sezonu w Warszawie wygląda już zupełnie inaczej.


Odnotujmy, na ostatnie minuty na boisku pojawił się Kacper Tobiasz, który dostał szansę na symboliczne pożegnanie z klubem. Na murawie pojawił się też doświadczony Artur Jędrzejczyk. W przypadku tego drugiego nie było jednak żadnych informacji, co do przyszłości byłego reprezentanta Polski.


Legioniści przegrali jednak miejsce w europejskich pucharach (kwalifikacje do Ligi Konferencji) za sprawą gola w doliczonym czasie gry w Szczecinie. Miejscowa Pogoń długo prowadziła bowiem z GKS Katowice 1:0, ale ostatecznie straciła prowadzenie. Gola zdobył bowiem Marcel Wędrychowski.


A co to oznaczało w praktyce? Powrót GKS do gry w europejskich pucharach po ponad dwóch dekadach przerwy. Katowiczanie wykorzystali fakt, że w samej końcówce z boiska wyrzucony został, za czerwoną kartę, bramkarz rywala Krzysztof Kamiński. GKS wyszarpał tym samym Legii europejską przepustkę na samym finiszu.

Udział
Exit mobile version