
W skrócie
-
Rosyjski statek Mys Żelanja, objęty sankcjami, dostarczył sprzęt wojskowy do Tobruku we wschodniej Libii dla rosyjskich najemników.
-
Podróż statku była eskortowana przez okręt wojenny i uznana została przez włoski portal Itamilrada za pierwszy taki przypadek bezpośredniego rejsu z Rosji do Libii.
-
Rozwój sytuacji oznacza konieczność inwestycji w port Tobruk przez Kreml, a rosyjskie plany komplikują relacje gen. Chalifa Haftara z innymi państwami.
Według ukraińskiego portalu UkraineBreakingNews statek, który przed dwoma dniami zacumował w libijskim porcie, dostarczył sprzęt wojskowy przeznaczony dla rosyjskiego Korpusu Afrykańskiego.
Działa on w bazie Maaten al-Sarra przy granicy z Czadem i Sudanem. To z niej zaopatrywane są jednostki rosyjskich najemników, stacjonujących w głębi kontynentu, w tym w Mali, Burkina Faso, Nigrze i Republice Środkowoafrykańskiej.
Eskorta rosyjskiej marynarki na Morzu Śródziemnym. „Pierwszy taki przypadek”
Statek wypłynął z Bałtijska (dawna Piława) w obwodzie królewieckim i na Morze Śródziemne wpłynął w towarzystwie innej, również objętej sankcjami, rosyjskiej jednostki towarowej – Sparta IV. Były obecne przy nim także tankowiec Kama i niszczyciel okrętów podwodnych Siewieromorsk.
Itamilrada, włoski portal śledzący ruch statków i okrętów na Morzu Śródziemnym, zwrócił uwagę, że to pierwszy przypadek bezpośredniej podróży rosyjskiego statku z Rosji do Libii, co może oznaczać, że Moskwa po upadku reżimu syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada straciła nadzieję na odzyskanie wojennego portu Tartus i jako alternatywę dla swojej bazy morskiej i centrum serwisowego dla okrętów podwodnych wybrała Tobruk.
Plany Rosji się komplikują. Kreml musi zainwestować w port
Wcześniej jednak Kreml musi zainwestować w libijski port, aby dostosować go do obsługi znacznie większego niż dotychczas ruchu dużych jednostek wojennych, w tym do uzupełniania paliwa okrętów podwodnych z napędem diesla, co przez lata zapewniał Tartus.
Zdaniem analityków perspektywy wschodniej Libii jako bazy wypadowej dla rosyjskich operacji w Afryce i zastraszania południowej flanki NATO mają jednak swoje wady wykraczające poza kwestie logistyczne.
Chociaż Rosja jest głównym sponsorem generała Chalifa Haftara, który wraz ze swoją Libijską Armią Narodową kontroluje wschodnią Libię, wojskowy ten utrzymuje dobre stosunki także z Francją, Egiptem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, a w minionym roku nawiązał również relacje ze Stanami Zjednoczonymi, co znacznie komplikuje plany Kremla.

