
Pod koniec stycznia wielu z nas oburzyła informacja, że Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk poszukuje doktora fizyki z wieloletnim stażem, oferując wynagrodzenie oscylujące wokół płacy minimalnej (4806 zł brutto).
W zeszłym roku media opisywały brak środków na utrzymanie radioteleskopu RT-4 Kopernik w podtoruńskich Piwnicach oraz czasowe wyłączenie polskiego reaktora jądrowego „Maria” w podwarszawskim Otwocku.
W 2024 roku statek badawczy „Oceania” również nie otrzymał finansowania i dopiero po apelach środowiska naukowego ministerstwo wygospodarowało niezbędne środki na jego działalność.
Nakłady na naukę są również inwestycją w bezpieczeństwo obywateli. Nauki inżynieryjno-techniczne mogą odegrać kluczową rolę w budowaniu odporności państwa
Czego nie mówi minister nauki
Do finansowej zapaści nauki odniósł się niedawno w rozmowie z Marcinem Fijołkiem w Polsat News minister Marcin Kulasek, mówiąc: „budżet nie jest satysfakcjonujący, ale są priorytety. Jak mnie dociskają naukowcy, to mówię: można uprawiać naukę, ale szkoda to robić po rosyjsku„, a młodym badaczom, którym oferuje się pracę za płacę minimalną, zasugerował walkę o granty.
Minister pominął jednak fakt, że Narodowe Centrum Nauki – wiodąca krajowa instytucja przydzielająca środki na badania – samo boryka się z poważnymi brakami finansowymi. Zapomniał także, że w poprzedniej kadencji Sejmu, jeszcze jako polityk opozycji, grzmiał z sejmowej mównicy, iż polska nauka zmaga się z biedą. Skandalem nazywał sytuację, w której asystent w 2023 roku zarabiał zaledwie 5 zł więcej niż wynosiła płaca minimalna. Dziś jest tylko nieznacznie lepiej – różnica między tymi kwotami to 19 zł.
Na skalę problemu zwraca uwagę również „Forum Akademickie”. Analizując dane Głównego Urzędu Statystycznego, autorzy piszą: „Ponad 51 mld zł wyniosły nakłady na działalność badawczo-rozwojową w Polsce w 2024 roku. To o 3,1 proc. mniej niż rok wcześniej. W relacji do PKB wskaźnik intensywności prac B+R wyniósł 1,41 proc. i po raz pierwszy był niższy od poprzednio raportowanego”. Unijna średnia wydatków na Badania i Rozwój to 2,2 proc., natomiast liderzy zestawienia – Szwecja, Belgia i Austria – przeznaczają na ten cel ponad 3 proc. PKB.
Minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek w programie „Graffiti” nieustannie mówił o bezpieczeństwie, sugerując, że znaczną część budżetu pochłania obronność i zakupy sprzętu wojskowego w celu odstraszania putinowskiej Rosji. Zaskakuje jednak, że nie dostrzega on, iż nakłady na naukę są również inwestycją w bezpieczeństwo obywateli. Nauki inżynieryjno-techniczne oraz ścisłe mogą odegrać kluczową rolę w budowaniu odporności państwa, choćby w cyberprzestrzeni. Mogą tworzyć modele matematyczne na wypadek przerw w dostawach prądu i ciepła.
Polscy inżynierowie powinni projektować rodzime systemy nawigacji, łączności, zakłócania sygnałów przeciwnika oraz krajowe rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji dla nowoczesnych dronów bojowych.
Z kolei nauki społeczne mogą przygotowywać scenariusze reagowania kryzysowego, walki informacyjnej oraz modele funkcjonowania gospodarki i polityki społecznej w warunkach wojennych.
Nauki medyczne natomiast każdego dnia toczą walkę z groźnymi chorobami, które nawet bez „czynnika rosyjskiego” pozostają dla nas wszystkich poważnym i stałym zagrożeniem.
Trywialne i krótkowzroczne podejście obecnie rządzących do nauki i szkolnictwa wyższego już teraz przekłada się na fatalny wizerunek koalicji 15 października wśród nauczycieli akademickich i badaczy.
Środowisko nie zostało usatysfakcjonowane wyrównaniem inflacyjnym, nazywanym przez ministra Kulaska podwyżkami. Akademiczki i akademicy domagają się bowiem radykalnej poprawy sytuacji finansowej oraz stabilności w pracy, a nie kolejnych reform, zmian zasad ewaluacji i rywalizacji o skromne środki.
Donald Tusk zapewne zakłada, że mimo irytacji i zgrzytania zębami profesorki i doktorzy i tak zagłosują na partie tworzące obecny rząd. Lider Koalicji Obywatelskiej wychodzi z założenia, że ani PiS – który przez osiem lat również głodził polską naukę – ani Konfederacja Bosaka i Brauna nie stanowią dla uczonych akceptowalnej alternatywy. Premier nie docenia jednak innych realnych scenariuszy: pozostania w domu lub oddania głosu na wyraźnie lewicową partię Razem w akcie sprzeciwu wobec miernej polityki naukowej.
Oprócz Donalda Tuska polityczne konsekwencje zaniedbań i infantylnego straszenia wizją „prowadzenia badań po rosyjsku” może ponieść także Nowa Lewica. To tandem Wieczorek-Kulasek odpowiada za obecny stan rzeczy – jako ministrowie nauki nie potrafili skutecznie zadbać o realizację własnych obietnic wyborczych.
W 2023 roku komitet Nowej Lewicy zapowiadał bowiem 3 proc. PKB na badania i rozwój, skokowy wzrost wynagrodzeń na uczelniach, odejście od grantowego i konkursowego modelu finansowania na rzecz silniejszego wsparcia działalności statutowej oraz wspieranie długofalowych projektów badawczych. Naukowcy – zwłaszcza ci zajmujący się polityką, jak widać po niniejszym tekście – dobrze pamiętają, co deklarowali socjaldemokraci dwa lata temu. Pytanie brzmi, czy w 2026 roku Nowej Lewicy uda się wreszcie przełamać niemoc w nauce i szkolnictwie wyższym.

