Myśliwy zastrzelił swoje psy, „bo zdziczały”. „Był przekonany, że robi dobrze”

22 listopada 2025 roku w miejscowości Brzezie, w powiecie człuchowskim, przejeżdżający tamtędy kierowca zauważył dwa martwe psy w stawie ogrodzonej posesji. Zawiadomił policję. Służby ustaliły, że owczarki podhalańskie należały do właściciela posesji, 70-letniego Mirosława S., mieszkańca sąsiedniego powiatu szczecineckiego. Zostały zastrzelone dwa dni wcześniej z broni myśliwskiej typu kniejówka.

Właściciel zabił psy, bo go nie słuchały

W środę (8 kwietnia) rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku, Paweł Wnuk, przekazał, że człuchowscy śledczy zakończyli dochodzenie i skierowali do Sądu Rejonowego w Człuchowie akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie. Właściciel psów odpowie za ich zabicie. Za popełnienie tego przestępstwa grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności.


Zobacz wideo

Zabrzańscy policjanci zatrzymali włamywaczy na dachu hali

Mirosław S. w toku śledztwa przyznał się do popełniania zarzucanego mu przestępstwa, przy czym, jak wskazał prok. Wnuk, w wyjaśnieniach stwierdził, że psy „zdziczały, uciekały z posesji, nie słuchały go, stały się agresywne”. Nie radził sobie z nimi i obawiał się, że mogą kogoś zaatakować, dlatego je zastrzelił. Stwierdził, że żałuje tego czynu. – Wcześniej był przekonany, że robi dobrze – przekazał prok. Wnuk.

70-latek wrzucił truchła psów do stawu, bo „nie miał siły ich zakopać”. Wyraził wolę dobrowolnego poddania się karze. Mirosław S. jest myśliwym. W miejscu jego zamieszkania zabezpieczono broń (sztucer i kniejówkę) oraz ponad 100 sztuk różnego rodzaju amunicji, które posiadał legalnie. Mężczyzna nie był wcześniej karany.

Czytaj także: Byliśmy na patrolu ze strażą leśną. Przeciwko kłusownikom i poszukiwaczom „rogatego złota”. Reportaż Huberta Głucha na Wyborcza.pl.

Udział
Exit mobile version