Projekt ustawy Prawo komunikacji elektronicznej wywołał kontrowersje ze względu na dostęp służb do danych, które mają im przekazywać firmy telekomunikacyjne. Podstawowe pytanie to czy nowe przepisy rzeczywiście pozwalają służbom na większy dostęp do naszej prywatności, w tym z komunikatorów internetowych.

Mówiąc krótko, w zakresie uprawnień na przykład policji czy ABW, prawie nic się nie zmienia. Jednak to wcale nie jest dobra informacja, bo nowa ustawa utrwala wątpliwości obecne w aktualnych przepisach.

– Zasadniczo to nie są nowe rozwiązania. To przede wszystkim powielenie już obowiązujących rozwiązań w Prawie telekomunikacyjnym – mówi Interii Mirosław Wróblewski, prezes Urzędu ochrony Danych Osobowych. Mimo to, UODO zgłosił szereg uwag do ustawy.

Większy dostęp do danych? Oceni minister

Jeśli chodzi o dostęp do danych, które firmy telekomunikacyjne mają przechowywać przez rok i udostępniać służbom, to w pierwotnej wersji ustawy znajdował się zapis o „danych jednoznacznie identyfikujących użytkownika w sieci”. Jakie to dane? Nie jest jasne, bo takiego zapisu w obowiązującym dziś Prawie telekomunikacyjnym nie ma.

Po uwagach między innymi Konfederacji Lewiatan i Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji przepis z ustawy usunięto. Zostały kwestie dotyczące identyfikacji użytkowników, czasu, miejsca i rodzaju połączenia.

Tutaj dochodzimy do najważniejszej kwestii. Jakie konkretnie to będą informacje – ustawa nie precyzuje. O tym, co dokładnie będą mogły otrzymać służby, zdecyduje minister właściwy ds. informatyzacji w porozumieniu z szefem resortu spraw wewnętrznych i po zasięgnięciu opinii ministra – koordynatora służb specjalnych.

Minister będzie decydował o liście danych w drodze rozporządzenia. – To jest sytuacja nieprawidłowa z konstytucyjnego punktu widzenia, gdzie powinien być katalog sprecyzowany ustawą, a nie rozporządzeniem. Wynika to wyraźnie z art. 31 ust. 3 konstytucji oraz art. 51. ust. 1 i 5 – zaznacza Mirosław Wróblewski.

Zgodnie z art. 31, „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie”. Natomiast w art. 51 czytamy, iż informacje na temat konkretnej osoby mogą być ujawnione wyłącznie na podstawie ustawy oraz że to ustawa określa zasady i tryb gromadzenia takich informacji.

Prawo komunikacji elektronicznej. Kluczowe rozporządzenie

Podobne przepisy, o wyborze danych przez ministra, obowiązują w funkcjonującym dziś Prawie telekomunikacyjnym. Nowy rząd nie zdecydował się zmienić przepisów i w swojej propozycji je zostawił.

Czy teoretycznie będzie możliwe poszerzenie katalogu danych, które minister określi w rozporządzeniu?

– Sądząc po wypowiedziach projektodawców, nie jest to celem. Natomiast rzeczywiście to, że jest to pozostawione do uregulowania na poziomie rozporządzenia, pozostawia pewne pole do arbitralności. Stąd też wymaganie konstytucyjne, żeby nie pozostawiać zbyt dużego marginesu swobody władzy wykonawczej, jeżeli chodzi o ingerencję w prawa i wolności, a mamy tu do czynienia z bardzo poważną ingerencją, tylko powinien o tym decydować ustawodawca. Właśnie po to, żeby nie powstawały tego typu wątpliwości – podkreśla prezes UODO.

– Projektodawca wprost i wyraźnie deklaruje, że nie jest jego zamiarem objęcie kontrolą komunikatorów internetowych, natomiast niestety taki kształt przepisów pozostawia pewne pole do takich wątpliwości – dodaje Wróblewski.

Służby a nasze dane. Europejski paradoks ustawy

Nową ustawą Prawo komunikacji elektronicznej obecnie zajmuje się Sejm, projekt trafił już do prac w komisji cyfryzacji. Co do zasady powstał jako implementacja unijnych przepisów i dotyczy ustanowienia Europejskiego Kodeksu Łączności Elektronicznej, co ma poprawić pozycję konsumentów na rynku usług telekomunikacyjnych.

Chodzi o to, by konsumenci usług przedpłaconych (pre-paid), mieli między innymi możliwość otrzymania zwrotu pozostałych na koncie środków z doładowań, kiedy konto wygaśnie. Przepisy wprowadzają również obowiązek konstruowania sprzętu elektronicznego w taki sposób, by smartfony, tablety, słuchawki, czytniki i laptopy można było ładować przez uniwersalne gniazdo USB C.

„Nadrabiamy wieloletnie zaległości rządu PiS, przez które Polska musi zapłacić ponad 100 mln kary. Dziś jednak ważne, żeby ustawa jak najszybciej weszła w życie i Polacy mogli korzystać z dobrego prawa” – komentował w mediach społecznościowych wicepremier Krzysztof Gawkowski.

Kraje UE miały czas na wdrożenie przepisów do 2020 roku. PiS próbował przyjąć nowe prawo komunikacyjne półtora roku temu, ale ustawa upadła po fali krytyki. W projekcie poprzedniego rządu pojawiły się „wrzutki” generujące wątpliwości dostępu służb do maili i komunikatorów internetowych oraz przepisów określanych jako „lex pilot”, czyli pierwszeństwa telewizji publicznej na liście kanałów telewizyjnych.

Jeśli chodzi o dostęp służb do danych, obecnie proponowane rozwiązanie jest podobne do Prawa telekomunikacyjnego i nie jest nowe. – Natomiast problemy są te same. Podobne przepisy pociągają za sobą dalszy stan niezgodności z prawem Unii Europejskiej i standardami w konstytucji – wskazuje Mirosław Wróblewski.

To nie tylko wspomniane wcześniej zapisy konstytucji. Urząd Ochrony Danych Osobowych wskazuje, że model przechowywania danych przez firmy telekomunikacyjne i udostępniania ich służbom jest niezróżnicowany i niezgodny z Kartą Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Jako dowód UODO wymienia cztery wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE i wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wszystkie zapadły po przyjęciu przez Polskę Prawa telekomunikacyjnego.

Zatem z jednej strony rząd forsuje przepisy, które implementują prawodawstwo unijne, z drugiej strony powiela prawo, wokół którego wątpliwości nie brakuje.

Bądź na bieżąco i zostań jednym z ponad 200 tys. obserwujących nasz fanpage – polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.