
Zarówno Donald Trump, jak i Benjamin Netanjahu wiedzieli, że Najwyższy Przywódca Ali Chamenei wraz z najbliższymi współpracownikami planował spotkanie w swojej rezydencji w Teheranie w sobotę 28 lutego. Jednak informacje wywiadowcze wskazywały, że spotkanie zostało przeniesione z godzin nocnych na poranne – twierdzą trzej informatorzy Reutersa zaznajomieni ze szczegółami rozmowy między USA a Izraelem.
Jak podały źródła agencji, Netanjahu argumentował, że może to być najlepsza okazja, by zabić Chameneiego oraz do odwetu za wcześniejsze irańskie próby zamachu na Trumpa przed wyborami prezydenckimi w 2024 roku. Podczas rozmowy telefonicznej, która – jak informuje Reuters – wcześniej nie była ujawniana, Trump zaakceptował koncepcję ataku na Iran, ale nie podjął jeszcze decyzji, kiedy i w jakich okolicznościach Stany Zjednoczone się zaangażują.
Warto przypomnieć, że na początku marca Trump w wywiadzie dla amerykańskiej stacji ABC ogłosił, że „dopadł” przywódcę Iranu, zanim ajatollahowi Alemu Chameneiemu udało się „dopaść” jego samego. – Dopadłem go, zanim on dopadł mnie. Próbowali dwa razy. Cóż, dopadłem go pierwszy – stwierdził.
To był katalizator
Reuters nie podał, jakie konkretnie argumenty premiera Izraela wpłynęły na decyzję prezydenta USA, który rozważał atak. Według informatorów rozmowa była katalizatorem i ostatecznie 27 lutego prezydent USA wydał rozkaz. Dzień później, 28 lutego, o godz. 01:15 czasu wschodniego amerykańskie wojsko rozpoczęło operację „Epic Fury”.
Netanjahu podczas konferencji prasowej zdementował „fałszywą informację”, jakoby Izrael wciągnął USA w konflikt z Iranem. – Czy ktoś naprawdę myśli, że może mówić prezydentowi Trumpowi, co ma robić? – pytał retorycznie. Jak stwierdził, Trump „zawsze podejmuje decyzje na podstawie tego, co uważa za dobre dla Ameryki” i „przyszłych pokoleń”.
W odpowiedzi na prośbę o komentarz rzeczniczka Białego Domu, Anna Kelly, nie odniosła się bezpośrednio do rozmowy Trumpa z Netanjahu. Powiedziała jedynie, że atak miał na celu pozbawienie Iranu pocisków balistycznych i zniweczenie jego ambicji związanych z rozwojem broni jądrowej. Z kolei Trump publicznie oświadczył, że decyzję o ataku podjął samodzielnie.
„Doniesienia, w których urzędnicy i osoby bliskie obu przywódcom wypowiadali się głównie anonimowo, nie sugerują, że Netanjahu zmusił Trumpa do wojny. Doniesienia pokazują jednak, że izraelski przywódca był skutecznym orędownikiem, a sposób, w jaki sformułował decyzję – w tym możliwość zabicia irańskiego przywódcy, który rzekomo nadzorował działania mające na celu zabicie Trumpa – był przekonujący dla prezydenta” – czytamy.
Czytaj także: Realizacja celów przedstawionych przez Donalda Trumpa oznaczałaby de facto zmianę reżimu lub sprowadzenie Iranu do roli państwa upadłego. Jeśli to w ogóle się uda, pochłonie najpewniej dużo czasu, pieniędzy i ofiar, a świat będzie się pogrążał w coraz głębszym kryzysie energetycznym – pisze na Wyborcza.pl Robert Stefanicki.
Pięciodniowa przerwa
„Poleciłem Departamentowi Wojny, aby odłożył wszelkie ataki zbrojne na irańskie elektrownie i infrastrukturę energetyczną na pięć dni” – poinformował w poniedziałek (23 marca) we wpisie na platformie Truth Social prezydent Donald Trump. Jak dodał, decyzja ma związek z „dobrymi i produktywnymi” rozmowami pomiędzy USA a Iranem dotyczącymi zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Po wpisie Trumpa zbliżona do władz Iranu agencja Fars, powołując się na źródło, podała, że nie ma ani bezpośredniej, ani pośredniej komunikacji między Iranem a USA. Cytowane źródło oceniło, że Trump odroczył ataki w obawie przed możliwym odwetem Teheranu, który mógłby objąć infrastrukturę energetyczną w całej Azji Zachodniej. – Nie odbyły się żadne negocjacje i żadne nie są w toku – powtórzył agencji Tasnim wysoki rangą irański urzędnik do spraw bezpieczeństwa.

