
Chodzi o tzw. zespół brachycefaliczny obturacyjny dróg oddechowych (BOAS) – schorzenie charakterystyczne dla psów o krótkim pysku i spłaszczonej twarzy. Objawia się ono głośnym, utrudnionym oddychaniem i może prowadzić do poważnych konsekwencji: nietolerancji wysiłku, problemów ze snem, przegrzewania się, a nawet przewlekłego niedotlenienia.
„Psy brachycefaliczne stały się w ostatnich latach niezwykle popularne, ale wraz z tym trendem rośnie liczba poważnych problemów zdrowotnych” – mówi magazynowi „New Scientist” Francesca Tomlinson z University of Cambridge.
Dotychczas uwaga koncentrowała się głównie na buldogach angielskich i francuskich oraz mopsach. Nowe badanie pokazuje jednak, że ryzyko BOAS dotyczy znacznie szerszego grona ras.
Zespół Tomlinson przebadał 898 psów z 14 ras, m.in. pekińczyków, chinów japońskich, shih tzu, boston terrierów, bokserów, cavalier king charles spanieli, chihuahua i dogów de Bordeaux. Wszystkie zwierzęta przeszły szczegółowe testy oddechowe oraz dokładne pomiary budowy ciała i pyska.
Najbardziej niepokojące wyniki dotyczyły pekińczyków i chinów japońskich – u ponad 80 proc. badanych osobników stwierdzono objawy BOAS. W pięciu kolejnych rasach, w tym u shih tzu, boston terrierów i cavalier king charles spanieli, schorzenie dotyczyło od połowy do trzech czwartych psów. Jedynie u maltańczyków i pomeranianów nie wykryto klinicznie istotnych problemów oddechowych.
Najważniejsze czynniki ryzyka
Analiza wykazała, że kluczowe znaczenie mają trzy czynniki: nadwaga, zwężone nozdrza oraz skrajnie spłaszczona twarz. Badacze zauważyli też, że inne cechy hodowlane, takie jak bardzo krótki lub skręcony ogon, mogą wiązać się z dodatkowymi zmianami anatomicznymi sprzyjającymi BOAS. „To pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o „płaskość” pyska. Ryzyko wynika z kombinacji wielu cech” – podkreśla Tomlinson.
Eksperci apelują, by przyszli właściciele byli znacznie ostrożniejsi przy wyborze psa. „Warto szukać szczeniąt po rodzicach, które przeszły odpowiednie badania zdrowotne, i świadomie zapoznawać się z konsekwencjami skrajnych cech budowy” – mówi badaczka. Jej zdaniem nie chodzi o całkowite odejście od charakterystycznego wyglądu ras, lecz o unikanie ekstremów i stawianie na funkcjonowanie organizmu, a nie wyłącznie estetykę.
Jeszcze ostrzej problem ocenia Anna Quain z University of Sydney. „Uroczy wygląd płaskiej twarzy oznacza dla tych psów chroniczne niedotlenienie i stres cieplny. Hodowanie psów w ten sposób jest jak projektowanie samochodu bez chłodnicy” – mówi. „Jeśli celowo rozmnażamy zwierzęta, dobrostan powinien być ważniejszy niż ludzkie wyobrażenia o tym, jak pies powinien wyglądać”.
Nie wszyscy eksperci są jednak bezkrytyczni wobec metodologii badania. Paul McGreevy, również z University of Sydney, zwraca uwagę, że ocena nasilenia problemów oddechowych częściowo opiera się na subiektywnym „osłuchiwaniu” oddechu oraz testach wysiłkowych zależnych od temperamentu psa. Autorzy odpowiadają, że stosowali ustandaryzowany protokół i obiektywne kryteria, a celem testów nie była ocena kondycji fizycznej, lecz reakcji dróg oddechowych na niewielki wysiłek.
Jedno jest jednak jasne: problem nie dotyczy pojedynczych ras ani „pechowych” osobników. To systemowy efekt hodowli nastawionej na wygląd, a nie zdrowie – i sygnał ostrzegawczy zarówno dla hodowców, jak i przyszłych właścicieli.

