„Uważam, że alkohol w ogóle nie powinien być sprzedawany na stacji benzynowej. Będę przekonywała do tego kolegów i koleżanki z rządu. Skutki leczenia osób, które nadużywają alkoholu, obciążają wszystkich podatników”. To słowa Izabeli Leszczyny, ministerki zdrowia, które rozpoczęły nową polską wojenkę o świętą sarmacką wolność. Jej obrońcy nie mogą pojąć świętokradczego zamachu na prawo do nabycia alkoholu 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

Postanowiłem zacząć ten tekst od zaproszenia do eksperymentu myślowego. Wymyślmy coś równie absurdalnego, jak sprzedaż alkoholu na stacjach benzynowych.

Najczęstszym porównaniem powtarzanym w dyskusjach internetowych są placówki pocztowe.

Zobacz wideo
Koalic-JA. Partyjne egoizmy trzęsą rządem [Co to będzie odc. 10]

Skoro alkohol można kupić na stacjach benzynowych, to dlaczego nie na poczcie? Skoro uznajemy alkohol za artykuł pierwszej potrzeby albo przynajmniej twierdzimy, że nasze umiłowanie wolności wymaga, żeby alkohol był dostępny jak najszerzej, to brak małpek na poczcie wydaje się szkodliwym niedopatrzeniem.

Rzecz w tym, że ten przykład jest zbyt łagodny.

Zasadniczo nie znam żadnych przepisów – ani argumentów – które wskazywałyby na szczególne, podwyższone zagrożenie dla zdrowia publicznego wynikające z wypicia butelki piwa po nabyciu znaczka z kardynałem Stefanem Wyszyńskim albo wysłaniu listu do cioci z Ameryki.

Stacja benzynowa natomiast to zupełnie inny poziom. Jak sama nazwa wskazuje, służy do tankowania samochodów. Samochodów, których absolutnie nie można prowadzić pod wpływem alkoholu.

W starciu poczty ze stacją mamy zatem wynik 1:0.

Stacja benzynowa – etanolowa oaza

Po drugie, ogromna większość placówek pocztowych nie jest otwarta ani całą dobę, ani siedem dni w tygodniu. Nie jest to zatem miejsce, w którym szukalibyśmy dodatkowego kopa po tym, jak nagle o 22 poczujemy przemożną potrzebę strzelenia browarka. Ani miejscem, do którego ruszymy na pielgrzymkę, gdy nasze domowe zapasy miały czelność się skończyć, a noc jeszcze młoda. Stacje benzynowe to etanolowa oaza, „wódopój” oferujący nam nieustanne wybawienie.

Poczta – 2, stacja benzynowa – 0.

Jak widać, sprzedaż alkoholu na poczcie byłaby pomysłem znacznie sensowniejszym niż obowiązujące prawo pozwalające na zakup wódki na stacjach paliw.

Myślę, że jeśli chcemy nie tylko bronić naszej świętej wolności, lecz także przejść do ofensywy i rozszerzyć jej ramy w sposób proporcjonalny do sprzedaży alkoholu na stacjach, to powinniśmy zlikwidować absurdalne prawo zakazujące spożycia alkoholu i sprzedaży wyrobów tytoniowych w szpitalach.

Przecież istnieje już zakaz spożywania alkoholu i palenia papierosów na terenie szpitali. Tak samo jak istnieje zakaz prowadzenia samochodu po spożyciu alkoholu.

Czemu zatem nie mogę kupić paczki mocnych w oddziałowym sklepiku? Myślałem, że żyję w wolnym kraju, myślałem, że szanujemy poświęcenie naszych przodków, którzy za tę wolność umierali. A tu taki Orwell i totalitaryzm. Moje polskie serce płacze.

Awantura o sprzedaż alkoholu na stacjach

Współcześni potomkowie Rejtana, rozdzierający koszule w odpowiedzi na propozycję Izabeli Leszczyny, twierdzą, że to nie dostępność alkoholu jest problemem. Natomiast żadne zakazy i nakazy nie pomogą w walce z tym, że w Polsce spożywa się za dużo alkoholu.

To oczywista bzdura.

Jeśli w punkcie handlowym jestem zewsząd otoczony bogatą ofertą alkoholową, to zwiększa to prawdopodobieństwo, że się skuszę. Gdyby było inaczej, to sklepy i stacje benzynowe nie eksponowałyby produktów, co do których wiemy, że występuje większe prawdopodobieństwo podjęcia spontanicznej decyzji o ich zakupieniu. Przy kasach w supermarketach znajdujemy jednak zazwyczaj słodycze i lodówki z małymi butelkami z napojami, a nie puszki szynki konserwowej, skrobię ziemniaczaną i sos pomidorowy. Zapewniam, że nie jest to przypadek.

Z danych opublikowanych przez Krajowe Centrum Przeciwko Uzależnieniom wynika, że w Polsce zmienia się w ostatnich latach model konsumpcji napojów alkoholowych. Spada spożycie piwa, rośnie udział alkoholi mocnych. W 2021 r. już za 39 proc. konsumowanego przez nas alkoholu odpowiadały napoje spirytusowe, co stanowiło najwyższy wynik od 30 lat. 27 proc. konsumentów alkoholu w Polsce pije w sposób „ryzykowny i szkodliwy”, czyli wypija ponad sześć litrów czystego alkoholu rocznie, a 11,6 proc. spośród pijących to osoby nadużywające alkoholu.

To szczególnie niepokojące, bo już w 2018 według danych Światowej Organizacji Zdrowia alkoholu nadużywało w Polsce 2,5 miliona osób, a 700 – 900 tysięcy było uzależnionych. Nawet 1,5-2 miliony polskich dzieci według badania WHO żyło w rodzinach z problemem alkoholowym. Mówimy zatem o 20-25 proc. wszystkich dzieci.

Ale jasne, umyjmy od tego ręce. W końcu alkoholizm to indywidualna sprawa. A jeśli te dzieci nie chcą zmagać się z alkoholizmem rodziców, to niech same coś z tym zrobią, zamiast czekać, aż państwo je wyręczy.

***

Jeśli szukasz pomocy, to skontaktuj się z:

  • Ogólnopolskim Telefonem Zaufania Uzależnienia: 800 199 990 (telefon czynny codziennie w godzinach 16-21).
  • Ogólnopolskim Pogotowiem dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”: 800 12 00 02 (telefon czynny całą dobę).
  • „Pomarańczową linią” dla rodziców dzieci pijących alkohol: 801 14 00 68 (telefon czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 14-20).
Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.