Według policji hrabstwa Elgeyo Marakwet mistrz maratoński wracał do domu z Eldoret, gdy jego samochód wypadł z drogi i uderzył w drzewo na skrzyżowaniu Flax Junction w Kaptagat, wzdłuż autostrady Eldoret-Ravine. Według relacji lokalnych mediów, Kenijczyk miał stracić nagle panowanie nad pojazdem i wpaść do głębokiego rowu, a później uderzyć z dużą siłą w drzewo. Nie było szans na uratowanie 24-letniego biegacza.

Kelvin Kiptum nie żyje. Świat lekkoatletyki rozpacza

Jak wskazuje agencja Reuters, poza dwoma mężczyznami samochodem podróżowała również kobieta – Sharon Kosgey, która jako jedyna nie poniosła śmierci na miejscu. Głos w tej sprawie zabrał komendant policji w okręgu Keiyo South, Abdullahi Dahir.

– Kiptum i jego trener zginęli na miejscu w wyniku uderzenia… Kobieta, która podróżowała na tylnym siedzeniu, odniosła obrażenia i jest leczona w Eldoret – podkreślił.

Śmierć Kiptuma to wielka strata dla świata lekkoatletyki. Kenijczyk od października był rekordzistą świata w maratonie. Swój wspaniały wynik wykręcił w Chicago. Minął linię mety maratonu z czasem 2 godziny i 35 sekund, poprawiając wcześniejszy najlepszy rezultat aż o 34 sekundy. Biorąc pod uwagę najważniejsze imprezy globu, w 2023 roku triumfował nie tylko w Chicago, ale również w Londynie.

Zamierzał przebić magiczną granicę

Kelvin Kiptum byłby głównym faworytem do zdobycia złotego medalu olimpijskiego w Paryżu. Miał chrapkę także na złamanie bariery dwóch godzin, co było bliskie już w Chicago. Zapowiadał, że kolejny rekord padnie właśnie w sezonie 2024. Okazja do tego byłaby zapewne w kwietniowych zawodach w Rotterdamie.

Niestety zawodnikowi nie będzie już dane przesuwać kolejnych granic. Jego kariera była krótka, ale zapisała się w historii sportu złotymi zgłoskami. Obecnie natomiast wciąż trwa dochodzenie w sprawie niedzielnego wypadku.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.